Miłość, trudne słowo, kiedyś powiedziałam do kogoś Kocham Cię, powiem, Ci drogi Czytelniku, że ja nadal kocham tego człowieka. Po upływie tylu dni, godzin, minut, miesięcy, lat. Nadal Go kocham. Czy miłość istnieje ? Nie, nie istnieje. Dysonans ? Ciekawe, najpierw idiotka pisze, ze go kocha, a zaraz potem pisze, że miłość nie istnieje. Taka prawda, drogi Czytelniku. Utwierdził mnie w tym przekonaniu człowiek, którego kocham. Spotkaliśmy się dawno temu, jednak tego wieczoru, który mnie całkowicie zmienił nie zapomnę do końca.
Było to pod koniec zimy anno domini nie pamiętam, nie było już zimno, ale miałam na sobie brązowe futro z norek i kozaki, więc z pewnością, nie czułam się komfortowo. Wczesny wieczór, gdzieś koło warszawskiego Nowego Światu. Palmę pokrywał jeszcze śnieg, a oczy samochodów, rozświetlały otoczenie, tak jak i witryna Sephory wypełniona pisankami i króliczkami wielkanocnymi, poprzeplatanymi najrozmaitszymi kartonami z perfumami. Mogłabym napisać umówieni byliśmy na dziesiątą, ale było znacznie wcześniej. Znałam go już, dzwonił do mnie często, pewnie już wtedy się zakochałam ale to co miało nastąpić potem pokazał dopiero ten wieczór. Było to nasze pierwsze spotkanie. Ludzie przemieszczali się w tą i z powrotem po chodniku. Szczelnie otulona futrem czekałam na niego tuż pod witryną sklepu. Nadszedł. Wiem dokładnie jak wyglądał. Miał na sobie cienką pikowaną granatową kurtkę i klasyczne granatowe spodnie w kancik. Pomyślałam sobie wtedy... uch, jednak na zdjęciach był bardziej atrakcyjny. Biorąc mnie za rękę i zapytał-Cześć, jak się masz... tak zdecydowanie to ty, nic się nie zmieniłaś, odkąd fotograf robił Ci zdjecia, dlaczego kłamałaś, że z pewnością się zmieniłaś... ? Nic nie odparłam, tylko szelmowsko się uśmiechnęłam. Nie miał racji, od momentu robienia tamtych zdjęć znacząco spadłam na wadze, ale o tym jednak wiedziałam tylko ja. -Cześć to gdzie idziemy ? zapytałam. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem i zaproponował -Sfinx ? Otworzyłam szeroko oczy, przecież wspominałam, że nie jadam w fast foodach... Pomyślałam ok, -Dobra, może być Sfinx odpowiedziałam z lekko skrzywioną miną. Spojrzał na mnie z diabelskim wyrazem twarzy. -To co idziemy ? Lekko się ociągając ruszyłam, z miejsca, by go dogonić. Wyrównałam krok, powiedział... -Żartowałem, choć tutaj, to fajne miejsce. Nie przepuścił mnie w drzwiach, pomyślałam, co to to nie, i się wepchałam przed niego. Nigdy tak nie miałam, ale w tym momencie poczułam, że chcę być pierwsza. Weszliśmy do knajpki za szklanymi drzwiami. Byłam tu pierwszy raz, ale klimat od razu mi się spodobał. Ceglane ściany, a na nich szkice. Nieznanych mi postaci, wszystkie do kupienia, szybko otuliło mnie ciepło i półmrok miejsca, gwar ioraz zapach cygar zmieszany z zapachem alkoholu. Co to za miejsce- pomyślałam, pomimo niepokojącego zapachu, jest przyjazne. Chce tu być... Przywitano nas od drzwi. Pan w szatni, objął mnie wzrokiem i z szerokim uśmiechem powiedział : Lubimy takich dobrych klientów jak Państwo. Uśmiechnęłam się krzywo, po czym oddałam swoje futro do jego rąk. Powiedział- Chodź, wybierzemy, jakieś fajne miejsce i usiedliśmy na wysepce, gdzie stały kremowe kanapy i stolik. Byłam trochę zmieszana sytuacją, w tej chwili nie wiem dlaczego, czułam jednocześnie przyjazną atmosferę miejsca i brak komfortu. Zostałam w koszuli i szarej ołówkowej spódnicy, którą miałam na sobie. Masz dla mnie to co obiecałaś ?- zapytał. Przepraszam, zapomniałam- i schyliłam się do swojej czarnej torebki, -ale mam coś lepszego- odpowiedziałam pokazując mu szpilki, które pachniały nowością, bo kupiłam je w dniu spotkania. Uśmiechnął się -Ładne. Ale dlaczego nie przyniosłaś ramki ze swoim zdjęciem, prosiłem.... Z miną zbitego psa, odpowiedziałam, że zapomniałam i bardzo go za to przepraszam. -Dobrze, już dobrze, jednak jesteś roztrzepana, tak jak mówiłaś, ale ładnie dzisiaj wyglądasz. Dziękuję- powiedziałam w patrząc w dół jak grzeczna, nieśmiała dziewczynka. To czego się napijesz ?- Nie wiem, z pewnością czegoś bezalkoholowego. -Dobrze, przepraszam, czy mogę poprosić kartę ?-odparł i za sekundę wręczył mi ją do ręki, mówiąc -Wybieraj i obejmując wzrokiem całość menu. Powiedziałam szybko do kelnera... -Poproszę Virgin Mojito. -Musi pani sobie wybrać coś innego, podajemy Mojito tylko z alkoholem. Ogarnęłam kartę napoi wzrokiem. Mhym- pomyślałam,- Mają tu same koktajle na bazie mleka, a ja jestem uczulona na laktozę, spojrzałam szybko jeszcze raz... -Przepraszam, a może macie państwo coś co nie zawiera mleka i alkoholu...-Proszę spojrzeć na pierwszą pozycję. -A tak poproszę. Zamykając kartę. Spytał- Na pewno nie chcesz czegoś jeszcze? -Nie, dziękuję-odpowiedziałam nieśmiale. To poprosimy, to co Pani zamówiła ponadto sok porzeczkowy, dwanaście próbówek... Jakie pan poleca ? -Nie wiem, to Pana wybór-odpowiedział kelner. -Zatem poproszę chilli, dwie różane, jakie jeszcze są? -Polecam waniliową i pieprzową- dobrze więc poprosimy jeszcze dwie waniliowe i dwie pieprzowe a i dwie kokosowe. Plus herbatę, ale koniecznie mocną czarną, na pewno nie chcesz nic więcej? -zwrócił się do mnie. Nieśmiało odpowiedziałam.- Nie, dziękuję. Na razie starczy mi to. -Dobrze zatem dziękujemy.
***
Wróciliśmy do rozmowy, raczej on mówił, ja słuchałam, widziałam jak patrzy się w moje oczy, coś mu nie pasowało. Do tej pory nie wiem co. Przyglądał mi się dość przenikliwie, ręce trzymał na szklanym stoliku w ciemno-stalowej oprawie. To od nich zaczęłam swoją szczegółową inwigilację tego człowieka. -Powiedziałaś, że studiujesz na europeistyce ...tak? -Tak, zgadza się, na Uniwersytecie. Odpowiedziałam. -Bardzo ciekawe, wiesz, mówiłem Ci chyba, że zajmuję się tym zawodowo? Zapytał. -Wspominałeś. Pamiętam, powiedział mi to któregoś razu przy którejś naszej nocnej rozmowie. Poznaliśmy się w listopadzie, przegadaliśmy ze sobą kilkanaście godzin. Kilka nocy, przy telefonie. Ani jedno, ani drugie zdawało się nie chcieć przerywać tych rozmów, które trwały od północy do rana. Najczęściej słyszeliśmy się w święta Bożego Narodzenia. Fascynował mnie. Z pewnością. Rozmawiając z nim chodziłam po całym domu, raz siedziałam z nogami opartymi o ścianę na łóżku, raz z nogami rzuconymi na biurko w gabinecie rodziców. Oni nie wiedzieli z kim konwersuję całe noce. Raz tylko mama śmiała mnie zapytać- Kto to jest ? -Przyjaciel ze Stanów, to on do mnie dzwoni, a dlatego rozmawiamy w nocy, bo oni w dzień mają za darmo dzwonienie do Polski. Odpowiedziałam. Zdała się w to uwierzyć. Kontynuowałam o tamtej pory rozmowy z Nim, bez znaków zapytania w oczach moich rodziców. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich zainteresowaniach, pasjach, życiu, o tym co robił danego dnia, byliśmy razem. Co noc. Śmialiśmy się, plotkowaliśmy, po prostu milczeliśmy. Nie zapomnę tego czasu... Czym się konkretnie zajmujesz?- Powiedziałem Ci handlem europejskim. Logistyka, papiery, prawo, cła, głupoty...Zaczął opowiadać o sobie po raz kolejny. Kelner przyniósł nasze zamówienie przed nosem, na białej, kwadratowej serwetce z papieru postawił mi przed nosem kwaśną wodę z pływającym w środku ogórkiem i kostkami lodu. Na środku szklanego stołu postawił kratkę z próbówkami chemicznymi, w których znajdowała się kolorowa wódka, zamówiona wcześniej przez Niego. Z lewej strony stolika na przeciwko mnie postawił dużą szklankę soku porzeczkowego oraz spodek z białą małą filiżanką, pełną parującej jeszcze wody, obok której leżała esencja herbaty Lipton i połówka plasterka cytryny. Czy potrzebuje pan cukru?-spytał kelner. Nie dziękuję-odpowiedział. Powie Mi pan proszę, które wódki to które kolory ? -spytał. Wie pan co...Pamiętam że czarna to pieprzowa, brązowa jasna lub ciemna to imbir albo chilli, różowa to oczywiście różana, a reszty musi pan próbować. Spojrzał się na kelnera z kwaśną miną. Dziękuję, spróbujemy. Zwracając się do mnie -Chcesz to próbuj... Nie dziękuję, nie piję alkoholu. -z uśmiechem wyszeptałam. Spojrzał na mnie i szelmowsko się uśmiechnął- Nie krępuj się proszę...stanowczo odpowiedziałam to samo. Ok-powiedział. Jak nie to nie. Proponowałem i zaczął od pieprzowej. Skrzywił się i robiąc błazeńską minę powiedział Mocne, nie spodziewałem się, pali rurę...- Zaczęłam się śmiać. Myślę, że rozbawiło mnie stwierdzenie pali rurę, szczerze nie spodziewałam się go po człowieku, którego słuchałam i którego zobaczyłam paręnaście minut przedtem, pierwszy raz na oczy.
***
Uświadomiłam sobie jak mógł wyglądać rozmawiając ze mną nocami o głupotach. Tym razem też był przemęczony. Widziałam. Siorpałam swoją ogórkową wodę podczas gdy on próbował coraz to nowych smaków wódek, mhym.... Po raz kolejny zapytał czy nie miałabym ochoty... Znów patrząc w dół z lekkim zakłopotaniem odparłam, że dziękuję serdecznie. Kelner !- niegrzecznie zawołał. Czy mógłbym prosić jeszcze raz to samo dla tej pani ?- Tak, oczywiście już podaję.- rosły mężczyzna zakręcił się wokół własnej osi, by pójść do baru po koleją porcję kwaśnej wody z ogórkiem. Wieczór upływał. Gości w barze przybywało i ubywało. My rozmawialiśmy o socjologi, ekonomi, dyplomacji, polityce... opowiadaliśmy o sobie. Przyglądał mi się uważnie. Z biegiem czasu, zaczęłam się coraz bardziej otwierać, by w końcu przejąć prym w prowadzeniu rozmowy. Stołki barowe zaczęły pustoszeć, jedynie jeden nieszczęśliwiec siorpał burbon z kwadratowej szklaneczki. Czas zleciał. Była druga. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy... to co robimy ? Nie wiem-odpowiedziałam. Wiesz co... -powiedział po cichu.- Zażartujmy z tego gościa. Tylko niczemu się nie dziw i przytakuj. Kiwnęłam głową na zgodę. Przepraszam, czy możemy tu pana prosić ?- Zapytał. Wskazany kelner szybko do nas podszedł. Poproszę rachunek...- Dobrze nie ma problemu- odparł kelner i chciał szybko odejść od naszego stolika, gdy on zapytał. Przepraszam, mam jeszcze jedno małe pytanie... Chciałbym urządzić w tej knajpie imprezkę dla 30 osób. Ale jest mały problem, otóż to są inwestorzy z Niemiec, którzy są lekko, wie Pan, pojebani...-kelner spojrzał się na mnie z pytającym wyrazem twarzy, a ja tylko kiwając głową przytaknęłam i się uśmiechnęłam. Otóż, wie Pan, to starzy neonaziści, oni dobrze się bawią tylko wtedy kiedy są przebrani w mundury z epoki. A konkretnie mundury SS. -Kelner spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania i z wyrazem zakłopotania w oczach, a ja zaczęłam opowiadać o tych fikcyjnych inwestorach-Tak wie Pan, Ci ludzie, to oczywiste że są inni, ale to dobry deal dla nas, i jeśli oni się tu będą dobrze bawić to z pewnością podpiszą z nami umowy, a wtedy my oczywiście całkowicie i dobrze was dodatkowo za udostępnienie miejsca wynagrodzimy. I wie Pan, zaczął przerywając mi On- Problem tkwi w tym, że my nie chcemy zamykać knajpy i urządzać imprezki vipowskiej, bo ich to nie bawi, ich bawią te przebieranki, jedynie wtedy, gdy siedzą wśród innych gości, normalnych.
***
Była 3 w nocy zostaliśmy sami, kelner szybciutko zabrał kasę I rachunek. Pan zrobi nam zlewkę z tego co zostało na stojaku do jednej małej buteleczki-Powiedział do kelnera. Dobra- odpowiedział kelner, i za chwilę pojawił się z małą buteleczką czegoś, co przypominało wodę o kolorze mętnej kupy. Spojrzałam na niego. Zostaw to jak to wygląda. Nie dość masz już picia na dzisiaj ? Zapytałam. Wiesz co Panie kelnerze, pan to wyleje, a przyniesie nam Pan wódkę różaną w tej butelce. Kelner zakręcił się dookoła własnej osi i pobiegł do kuchni po chwili zjawiając się z buteleczką po wodzie 330 ml, Kropli Beskidu, pełną różanej wódki. Wziął to zachłannie. Spojrzał na mnie przenikliwie, w jego oczach widać było lekkie upojenie alkoholowe. -Co robimy ? -Może pójdziemy do teatru ? Kina?- zapytałam naiwnie, robiąc dziwne, kocie oczy. Dobra, choć, bo widzę że ty się nie zdecydujesz, a kina i teatry o tej porze są zamknięte... Ok, przejdźmy się -odparłam.- Noc była zimna. Bardzo, i on zaczął się kulić, w tej swojej cienkiej pikowanej granatowej kurtce. Doszliśmy do ronda De Gauilla, spojrzał na mnie...Wyszeptał : Chodź, pokażę Ci fajne miejsce. Był świadomy tego co robi. Widziałam.Poszliśmy wzdłuż Alej Jerozolimskich w kierunku Centrum. Zatrzymaliśmy się przy Aldo Outlet by mógł wypłacić pieniądze. Spojrzałam na niego, w głowie pojawiło mi się pytanie... po co to robi. Ok, to wiesz co, nie będę cię już odwoził do domu, tylko położymy się spać, w jakimś pobliskim hotelu.- Powiedział. Dobrze wiedziałam, że w takim stanie nie wsiądzie do samochodu. Jakby wsiadł to ja bym z nim nie wsiadła, życie było mi jeszcze miłe. Doczłapaliśmy się do Rotundy. To co do którego hotelu idziemy? Wzruszyłam ramionami. Zaczęło do mnie docierać co robię. Ale nie chciałam przestać. Coś pchało mnie, żebym z nim poszła.Poszłam. Pierwszy hotel, Olimpic. Dobry Wieczór Pani, powiedział, Chciałbym pokój. Dobry wieczór, spojrzała na nas zza lady kobieta po pięćdziesiątce z tlenionymi na bardzo jasny blond włosami. Czy pani aby na pewno jest pełnoletnia ? Zwróciła się do mnie. Spojrzałam na nią z nienawiścią w oczach, sama nie wiem dlaczego, otworzyłam torebkę i rzuciłam jej chamsko dowód na ladę. Powiedział- Co to panią obchodzi. Zabierz to- zwracając się do mnie. Wiesz co... Chodź.- Złożę na Panią skargę. Dobranoc, krzyknął i wyszliśmy. Trafiliśmy do Polonia Palace. Tuż obok, ładny front. W środku niczego sobie. Dobry wieczór, powiedział, do pana który wydawał się być bardzo zmęczony, chcielibyśmy pokój. Nie ma problemu zapraszam. - Odpowiedział. Dał nam kluczyk i pojechaliśmy na górę.
***
Pokój byl malutki. Miał małą łazienkę, a rama łóżka z jednej strony dotykająca ściany, zdawała się tworzyć jedynie wąskie przejście, między biurkiem, a lóżkiem. Ciemne, być może, wiśniowe meble, oraz jasne wykończenie wnętrza, zdawały się tworzyć elegancki, przytulny klimat, w blasku lampy, z trapezowym kloszem. Na podłodze leżała, jasna, gruba wykładzina, sprawiała, że pokój wydawał się być bardziej gościnny. Podałam mu w milczeniu swoje futerko. Przewiesił je przez oparcie półokrągłego, pokrytego kremową skórą, fotela. Na nie rzucil swoją kurtkę. Usiadłam na skraju łóżka, oparłam nogi na wykładzinie, i delektowałam się, otaczającym mnie ciepłem. Stanął obok barku, schylił się, sięgnął po sok pomarańczowy, stojący, w małej obudowanej drewnianą szafką, lodówce. Nalał sobie trochę, do kwadratowej szklanki, która stała obok małego, srebrnego telewizora, na tacy pośród serwetek. Na ścianie na przeciwko lóżka szkliło sie lustro. Tuż obok wejścia, było następne. Chyba, myślę teraz, tworzący hotelowe pokoje, pomyśleli o egocentrykach. Smerfach próżniakach, którzy, kochają swoje odbicie. Otworzył butelkę, z różaną wódką, którą, przygotował jeszcze w restauracji dla nas kelner. Chciał sobie trochę dolać, do schłodzonego soku pomarańczowego. Spojrzałam na niego z przekąsem. Chyba Ci starczy ?! Zapytałam wrednie. Mruknął coś pod nosem, skierował wzrok w moją stronę, uśmiechnął się i dolał sobie kropelkę różanej wódki. Postawił na swoim. Pomyślałam. Napił się łyka. Spojrzał na mnie, wziął szklankę i zapytał : Chcesz ? Odpowiedziałam, Nie nie piję alkoholu, już Ci mówiłam, nie mam ochoty. Usiadł koło mnie. Ogranął wzrokiem, całą moją osobę, siedziałam, jak Sierotka Marysia. Ładnie wyglądasz, szepnął. Uśmiechnęlam się. Sprawił mi radość. Dziękuję, ale proszę, więcej nie pij. Spojrzał na mnie, łykną jeszcze odrobinę dziwnego drinka i odstawił to co zostało w szklance na tacę z serwetkami. Położyłam się na plecach. Miałam dość siedzenia, ze zwieszonymi nogami. Spojrzal na mnie, i też się położył na boku. Zaczeliśmy gadać. O tematach już wcześniej poruszanych, w knajpie. W knajpie, a jeszcze wcześniej przez telefon. Intensywnie się mi przyglądal. Postanowil zmienić miejsce. Polożył się tuż obok mnie, nie zaprotestowałam. Podobało mi się to. Przytulił się mocno i powiedział szeptem, chodż się umyć. Spojrzał na niego i odpowiedizałam, nie wiem jak ty, ale ja się dzisiejszego wieczoru już myłam, i nie czuję przykrego zapachu. Spojrzał na mnie, mocno wtulił glowę w moją szyję, i powiedział Tak ładnie, pachniesz, intensywnie. Hypnotic Poison Diora, pozwalało przełamać wszelkie bariery. Uwielbiam ten zapach, za jego ciężkość i intensywność. Odwrócilam się do niego. Powiedział ok, to ja na chwilę pójdę do łazienki. Poszedl. Po tej reakcji,widzialam, że jego stan upojenia alkoholowego nie przekroczył wszelkich granic. Pewna siebie rozpiełam trzy pierwsze guziczki od koszuli. tak, by dokładnie widać bylo mój czarny koronkowy biustonosz lekko modelujący moje piersi. Wrócił. Leżałam na boku, podpierając głowę lewą ręką. Ustawiłam ciało tak, by moje piersi były jak najlepiej wyeksponowane. Czułam się zadzwiająco pewnie. Kusiłam go. Po raz pierwszy w życiu kusiłam faceta. Miałam pełną świadomość tego co robię. Spojrzał prosto w dekolt. Mruknął coś, i uśmiechnął się z przekąsem. Położył się koło mnie. Został w samych bokserkach. Patrząc na nie, uśmiechnęłam się w myśli. Białe. W jakiś dziecięcy wzór. Pomyślałam ochyda. Ale, nie skomentowałam tego głośno. Lepiej bylo by, gdyby został bez. Ale może, zaczął się zastanawiać co robi?. Sama nie wiem.
***
Stwierdziłam, głośno, że nie czuję się komfortowo, bo leżałam i opierałam się tym razem na prawej ręce, która, była w owym czasie, lekko uszkodzona, więc ciężar głowy, zdawał się być dla mnie, po pewnym czasie, nie do zniesienia. Poszedł na drugą stronę łóżka. Poleżał chwilę, w milczeniu ze wzrokiem wpatrzonym w biały sufit pokoju. Za oknem słychać było przejeżdżającą karetkę, i ruch centrum Warszawy. Szary mrok spowił, zlodowaciałą jeszcze, ziemię. Nie było już tak ciemno. Być, może to światła miasta sprawiały, iż zimna, ciemna noc, zrobiła, się jakby, bardziej biała. Odwróciłam się znów twarzą do Niego. Odwrócił się do mnie, i zaczął mi się przyglądać intensywnie, przekrwionymi, zmęczonymi oczami. Znów wstał, i położył się tuż przy mnie, a ja znów, musiałam przybrać pozę, która wymuszała we mnie, położenie głowy, na bolącą prawą rękę, podniosłam się, zdjęłam koszulę i spódnicę, które wylądowały na podłodze, z Jego strony łóżka. Co ja robię ?-Zapytałam siebie w myśli. Czy ja jestem normalna? Leży ze mną facet, którego prawie nie znam, a ja się rozbieram.- Zaraz jednak do głowy, zaczęły przypływać, mi, bardziej pozytywne, myśli. Coś mnie do niego ciągnęło. Spojrzałam na niego, zza ramienia, przyjrzał mi się intensywnie, i powiedział- Pasuje, Ci ta bielizna, koronkowa... mhym... lubię czarną koronkową bieliznę.- W tym momencie, to stwierdzenie, wydało mi się co najmniej denne. Takie nie pasujące, do tego człowieka, którego znałam z rozmów. Mało dojrzałe ? Sama nie wiem. Ponownie wtulił głowę, w moją szyję, zagłębiając nos w obojczyki, tak, że jego włosy dotykały mojej twarzy, były przeniknięte zapachem dymu i alkoholu, podobnie, jak moje ubrania. Zapewne, i ja sama. Poleżał, przez chwilę, i sądząc pewnie, że nic nie wskóra, dzisiejszego wieczoru, skrzywił się, i przemieścił na swoją połowę łóżka, przechodząc, nade mną. Trochę, się tego przestraszyłam. Być może, pomyślałam, że zaraz mnie nadepnie. Jako, że lekko zakiwał się, wykonując ten ruch. Położył się na plecach, i zamknął oczy, wysuwając swoje ramię tak, bym mogła oprzeć, na nim głowę, co szybciutko, zrobiłam. Przyciągnął mnie do siebie i ułożył na boku. Poczułam się bezpiecznie. Po raz pierwszy, doznałam tego uczucia. Przytuliłam się mocno, i zaczęłam ściągać mu te ohydne bokserki. Otworzył oczy, spojrzał na mnie z wyrazem, jednocześnie zakłopotania i zdziwienia w oczach, ale z zadowoleniem na twarzy. Nie tego się spodziewał. Jego bielizna wylądowała pomiędzy moimi ubraniami na podłodze. Leżał z zamkniętymi oczami i delektował się chwilą przyjemności. Za parę minut, leżałam tuż koło Niego. Z głową na jego ramieniu, a on spał. Przykryłam Nas, jasną kołdrą. Spojrzałam jeszcze raz na pokój, lampa ciągle się paliła. A przez okno, dostawał się coraz większy gwar uliczny. Mrok, zaczął zamieniać się w dzień. Zamknęłam oczy, wydawało mi się, że zasnęłam. To nie była prawda. Spojrzałam na niego, moja, głowa ciągle wyparta na jego ramieniu, zdawała się być lżejsza. Byłam już, trochę mniej przytulona do niego. Skierowałam wzrok, na telewizor. 5.30. Delikatnie podniosłam głowę z jego ramienia, nie obudził się. Nie chciałam go budzić. Ubrałam się w ciepły sweterek, który miałam pod futrem tamtego wieczoru. Zostałam w bieliźnie i rozpinanym brązowym sweterku. Podniosłam się. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Przekrwione, podkrążone oczy i szara skóra. Rozmazany lekko makijaż oraz ułożone nadal włosy, sprawiały, że mój obraz przybrał karykaturalny wyraz. Wzięłam filiżankę, ze srebrnej tacy, która nadal, leżała tak samo jak wieczorem, przy srebrnym telewizorze, na srebrnej tacce, przykrytej białą serwetką. W Jego dziwnym drinku, pływała muszka owocówka. Uśmiechnęłam się. Włączyłam czajnik elektryczny, znajdujący się w korytarzu pokoju, nalawszy uprzednio do niego wody. Wzięłam esencję herbaty, włożyłam do filiżanki, w czasie, kiedy gotowała się woda, obmyłam w łazience twarz i siebie. Czajnik, delikatnym pyknięciem, obwieścił, że mogę zalewać torebeczkę Liptona. Usiadłam z filiżanką i spodeczkiem w rękach na parapecie. Wyjrzałam przez okno. Gwar uliczny, zaczął być nieznośny. Nastał dzień, parująca herbata, pobudzała mój organizm do życia. Odwróciłam się w stronę łóżka. On nadal spał. Zmienił jedynie pozycję, a ręka na której, byłam wyparta, opadła. Rozkopał się, leżał nagi. Prawdopodobnie zrobiłam minę dobrotliwej mamy, i podeszłam by go przykryć. Wróciłam do swojej herbaty. Dokończyłam ją pić. Obmyłam filiżankę i spodek w łazience. Odstawiłam z powrotem na srebrną tacę. Zaczęłam się ubierać. Ubrana, usiadłam przy hotelowym biurku, i napisałam do Niego list, że nie chcę Go budzić, ale muszę wyjść, bo w pracy czekają na mnie obowiązki, a na zegarku była już 7.30. Chciałam się jeszcze dostać do domu, by dokładnie umyć i zmienić ubranie, które, obecnie wyraźnie pachniało stęchniętym zapachem cygar, alkoholu, potu i perfum. Dodałam jeszcze, że było świetnie, i nie chcę, żeby nasza znajomość się tak skończyła. List był długi, wyrażał moje odczucia i dokładnie podkreśloną chęć kontynuowania Naszej znajomości. W czasie przyszłym. Delikatnie podeszłam do jego strony łóżka. Pocałowałam Go w policzek, nie obudził się. List położyłam na Jego szafce nocnej, i przykryłam strony Jego komórką, tak, by na pewno, nie ominął stron, które mu zostawiłam. Spakowałam perfumy które, przechylając się, widocznie, jeszcze wieczorem, w minimalnym stopniu, wylały się na jego spodnie. Pomyślałam będziesz mnie czuł, przez cały dzień, pokój zresztą, też wyraźnie wypełnił się zapachem Hipnotycznej Trucizny. Założyłam futro i wyszłam. Drzwi, jednak nie zdążyły się do końca zatrzasnąć, gdy wróciłam do pokoju, by, jeszcze raz sprawdzić czy niczego nie zostawiłam. Ogarnęłam wzrokiem pokój, raz jeszcze, nic, wszystko spakowałam, pomyślałam. Miałam już wychodzić, gdy On się obudził. Spojrzał na mnie wzrokiem, z miną zbitego psa. Co robisz?- zapytał głośno. Wychodzę, muszę- odpowiedziałam. Spojrzał na mnie krzywo, ze smutną miną, i powiedział- Ale myślałem, że zjemy razem śniadanie- Muszę...- odpowiedziałam ciszej, spojrzawszy na niego, uśmiechnęłam się raz jeszcze. Ale.-Powiedziałam cicho, zostawiam, Ci tam list, na szafeczce, przeczytaj. Wskazałam ręką na Jego szafkę nocną. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Mruknął coś pod nosem, odwrócił się w stronę swojej szafeczki, ze smutną miną. Spojrzał szybko na nią. I zamknął oczy. Wyszłam. Nie czułam się, już tak radosna, jak, wtedy kiedy wstałam. Wychodząc z hotelu, postawiłam kołnierz futra, gdyż przeraźliwy chłód, wstrząsnął mną. Prawdopodobnie było to odczucie zmęczenia i realnego zimna, które wypełniało atmosferę centrum. Które już od dobrych dwóch godzin, tętniło pełnią życia. Szare niebo, zdawało się przygniatać ziemię. Spadł śnieg. Stałam w autobusie i myślałam co się zdarzyło tamtej nocy... jak to dalej będzie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz