Od zawsze lubiłam małe dzieci. Sprawiały mi wiele radości. Odkąd
zaczęłam udzielać się jako korepetytorka języka obcego, bardzo
się do nich zbliżyłam. Nie wiem, czy kiedyś będzie mi dane
posiadać swoje. Być może będzie to skrajnie trudne. Zresztą,
medycyna idzie do przodu, w dziedzinie prokreacji i planowania
rodziny. Dzieci postrzegają świat zupełnie inaczej, niż ludzie
dorośli. Widzą nie tylko jeden wymiar ale wiele, i to różnych.
Mają swoich niewidzialnych przyjaciół, na prędzce wymyślają
histrie, które odzwierciedlają, rzeczywistość je otaczającą, w
specyficzny, kolorowy dla nich sposób. Nikt z dorosłych nie
pamięta, co myślał kiedy był dzieckiem. Jest to zamknięta dla
nas przestrzeń. Czyżby mózg specjalnie pochłania i zaciera
wspomnienia z tamtego okresu, a może, jest za słabo jeszcze
wykształcony, by móc cokolwiek pamiętać ? Ciekawe. Moi uczniowie
bardzo często, są bardziej dojrzali niż reszta. Wynika to
prawdopodobnie, ze świata, który ich otacza. Pełen dorosłych,
komputerów, elektroniki, która kiedyś nie była tak szeroko
dostępna. Dziecko maluje świat. Widzi go bardziej kolorowym, niż
jest w rzeczywistości. Ja też taka byłam, póki nie dorosłam.
Teraz zaczynam rozumieć meandry szarości i wielo jej odcieniowość.
Świat jednak nie jest szary, tylko my dorośli, próbujemy pozbawiać
go kolorów. Czemu tak się dzieje, nie mam pojęcia, myślę jednak,
że to pęd życia, nadawany nam przez wielkie korporacje, powoduje,
że nie znajdujemy czasu na kontemplację, otaczających nas,
kolorowych kultur i krajobrazy. Dzieci wyraźnie też, dzielą się
nawzajem na dwie wrogie sobie płci. Myślę, że dzieje się to
dlatego, że próbują wyrobić w sobie tożsamość. Chłopcy stają
się chłopcami, a dziewczynki – dziewczynkami. Ten schemat, wydaje
się być, również narzucany przez rodziców. Dziewczynki ubierane
są w różowo-fioletowo-błękitne ciuszki, podczas gdy u chłopców
domniuje wieczna czerń, khaki, czy klasyczna oliwka. Księżniczki i
współcześni rycerze. Chłopiec, który pojawił się w moim życiu
ma cztery lata i jest przedszkolakiem. Dzielę dzieci na te wychowane
w gronie i otoczeniu tylko i wyłacznie dorosłych i te, które
raczej funkcjonują w gronie swoich rówieśników. Pierwsza grupa,
to mali, którzy nie boją się ludzi dorosłych, są bardziej
otwarci, zaczepiają, są gadatliwi, raczej, nie zajmują ich sprawy
małych, za to chętnie wdają się w swoiste dysputy z osobami
dorosłymi. Interesują ich książki, komputer, liczenie, czytanie,
pisanie, zabawa spada gdzieś na dalszy plan. Umieją funkcjonować,
ze swoimi rówieśnikami, ale czasem się w ich świecie gubią, i
idą w stronę dorosłości. Taki jest Hubercik. Dziecko, to pomimo
swojego małego świata, jest nadzywczaj inteligentne. Spotkałam go
w górach, gdzie razem z tatą mieszkają. Przebywałam tam krótko.
Tata Huberta pracuje. Hubert dzielnie chodzi do przedszkola. Wstają
obaj co rano, z tego samego łóżka. Jeden śpi z drugim, bo jeden i
drugi po za sobą na wzajem, świata nie widzi. Mój pseudo
pedagogiczny umysł mówi mi, że nie powinno tak być, jako że
dziecko powinno, mieć swój własny kąt. Jednak, wiem, że Tata
Huberta, nie mógł by sam spać. Hubert, jest dzieckiem, które nie
grymasi i nie płacze. Wydaje się być, bardzo dojrzały jak na swój
wiek. Żyje jak jego tata, tylko w dziecięcy sposób. Codziennie
wstaje wcześnie rano, by zrobić trasę do przedszkola, a więc jego
swoistej pracy, potem, bawiąc się z rówieśnikami, czeka do
późnego popołudnia, aż tata go odbierze. Resztę czasu spędzają
razem. Jeden uczy się dużo od drugiego. Kiedy ich poznałam było
zimno. Mogłabyś z nim na chwilę zostać ?-Zapytał. Przytaknęłam
kiwając głową. Usiadłam z małym w fioletowym pokoju, na
kremowej wykładzinie. Było tam jedynie ciemne, klasyczne łóżko i
komoda, oraz porozsypywane zabawki. Pokażesz mi swój świat-
zwróciłam się do Huberta. Oj wiesz- powiedział chłopiec-mam tu
mnóstwo zabawek. Która jest twoją ulubioną ?-zachęciłam go do
rozmowy. Ten wóz strażacki- No proszę, nawet wiesz jak się to
konkretnie nazywa.-Tak tak, to proste. Wiesz co, pobawimy się
teraz.-Pomyślałam ok. To ty będziesz motorem strażackim-powiedział
Hubercik, wręczając mi czerwony motor, zdecydowanie wyglądający
na strażacki- a ja będę tym wozem strażackim. To jedziemy do
pożaru. Iłu, iłu... zaczął wyć Hubercik, naśladując dźwięk,
syreny w wozie strażackim. -Dlaczego się nie ruszasz-przymarszczył
brwi-Przecież tam się pali budynek. Zobacz- wyciągnął małą
dłoń, w kierunku kąta pokoju. Zaczęłam jeździć plastikowym
motorkiem po ramie łóżka. Spojrzał na mnie. No chodź, to
pomożesz moim strażakom. - krzyknął chłopczyk. No zobacz,
zobacz,- wskazując na ten sam kąt pokoju, powiedział.-Czy nie
wiesz, że musicie się pospieszyć, bo zaraz ten budynek się spali.
Ruszyłam się w jego stronę z plastikowym motorkiem.
Gasimy-krzyknął. Uśmiechnęłam się dobrotliwie, chyba już
zapomniałam jak to jest być dzieckiem. A w tym momencie, musiałam
się nim stać. Wyobrazić sobie w rzeczywistości pokoju, palączy
się budynek, który gaszą panowie strażacy. Złapałam się na
tym, że nie potrafię. Mój świat stał się szary, pomimo, że
tego nie chciałam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, tego budynku.
Nie potrafiłam być małym Wojtusiem, który chciał zostać
strażakiem, by pomóc gasić, Hubercikowi, w jego, oczach, i innym
wymiarze płonący budynek. Wziełam plastikową zabawkę, podeszłam
i usiadłam w kącie pokoju. Gasimy- powiedział jeszcze raz Hubert.
Na co czekasz ?- zapytał i wziął mnie za rękę. Nie wiedziałam
na co czekałam. Być może na to, że w mojej wyobraźni pojawi się
choć zarys płonącego budynku. Zamiast niego, ukazała się
tragedia WTC w 2001 r. Złapałam się na tym, że dorosłam, że nie
potrafię być prawdziwie infantylna, że nie potrafię się bawić.
Pomyślałam -Tragedia. Przestałam być dzieckiem.Ruszając ręką
Mały zaczął gasić budynek.-Szy... Szy...Szy... syczał, udając
dźwięk wypływajacej z sikawek strażackich, wody. Gasimy...
zgasiliśmy ufff....-wykonując gest obtarcia czoła, Hubercik
wyraźnie odsapnął. Zaśmiałam się w myśli. Co jeszcze lubisz
?-Spytałam. Wydawało mi się, że rozmowa z maluchem, będzie dla
mnie łatwiejsza. Czekoladę i delicje-odpowiedział Hubert.-O patrz,
co ostatnio dostałem od taty-zmienił temat. Wyciągnął dziesięć
resoraków z worka, ustawionego nieopodal komody na ubrania. Hot
Wheelsy teraz wszyscy je mają. A to Mc Queen.-wyciągając czerwony,
sportowy wóz. Znasz Auta ?-Znam. -A kto jest twoim ulubionym
samochodem ?-Zapytał chłopiec. Zgłupiałam. Nie wiedziałam co mam
odpowiedzieć. Nie znałam bohaterów tej kreskówki, którą
oglądałam jakiś czas temu. McQueen- zgadłam. Mój
też-odpowiedział Hubert-Ale lubię też Złomka, jest taki
śmieszny. Wiesz co dzisiaj robiliśmy- zagadnął mnie
Hubert.-Oglądaliśmy atlas. Ja wiedziałem gdzie jest Polska, a inne
dzieci nie-zaczął się chwalić. Pogłaskałam go po głowie-To
pięknie. Przytuliłam go do siebie. Widziałam, że czuł się
komfortowo, siedząc na moich kolanach i czerpiąc moje ciepło.
Spojrzał na mnie- Ja już się z Tobą nie spotkam-Powiedział
stanowczo. Dlaczego tak sądzisz-zapytałam. Bo nie- odparł Hubercik
i się rozpłakał. Ależ Twój tata powiedział, że z pewnością
się spotkamy-próbowałam go uspokoić- Nie spotkamy się, i ja już
cię nie spotkam -kwilił mały. Przytuliłam go mocniej do siebie.
Obiecuję Ci, że przyjadę do Ciebie, nawet jak tata nie będzie
chciał przyjechać z Tobą do mnie-Nie przyjedzie i ja Cię już
więcej nie zobaczę, i nie będę miał się do kogo
przytulić.-płakał. Wszedł Tata. Huberta-skarcił go-Nie męcz
Pani.-powiedział Przestań, uspokój się.- Spojrzałam z niezadowoleniem na
Niego. Dlaczego karcisz syna?-Spytałam -Czy zrobił coś złego ?-
zrobiłam wyraźnie niezadowoloną minę. Nie nic....-wycofał się,
chłopczyk wtulił się głęboko we mnie, szukając ochrony. Nie
krzycz na niego przy mnie. Nie podoba mi się to. Spojrzał na mnie.
Nie neguj moich środków wychowawczych-powiedział stanowczo i
chłodno Tata Huberta. Zwróciłam Ci tylko uwagę. -Hubert zdawał
się powoli uspokajać. Osmarkał przód mojej czarnego klasycznego
T-shirta w którym byłam i pobrudził bucikami ciemnogranatowe
jeansy. Przytulił się mocno. Było mi niezwykle. Coś się we mnie
zmieniło. Po raz piewszy w życiu poczułam instynkt macieżyński.
I to, że za nic na świecie, chociażby krzykiem, nie dam skrzywdzić
Małego. Gdy wtulony we mnie, chłopczyk uspokoił się i ja poczyłam
wewnętrzny spokój. Tak siedziałam, dziwnie poddenerwowana.
Podobnie jak malec, nastraszony przez ojca.
niedziela, 13 maja 2012
sobota, 12 maja 2012
Rozdział V- Muzyka i środki lokomocji
Muzyka, każdy pokazał mi w niej coś wspaniałego, coś czego sama dotąd nie odkryłam.
Tę artystkę wprowadził do mojej głowy człowiek, którego darzę głębszym uczuciem.
Kolejny zespół, pokazał mi kolega mojego ojca, i sprawił że się utopiłam się w ich utworach. Stało się to, pewnego pięknego dnia, zeszłorocznego lata. Temperatura przekraczała trzydzieści stopni. Upał zdawał się zalewać otaczający mnie krajobraz. Przyschnięte od słońca trawniki, podkreślały saunę, jaką tworzyła pogoda. Spękana ziemia, warszawski kurz, i ciężkie, przedburzowe powietrze, sprawiały, że nie mogłam oddychać. Wyszłam z ostatniego egzaminu. Zdałam. Dusiłam się w granatowym garniturze i białej bluzce. Ciągnęłam za sobą czarną, małą walizkę, wypełnioną aktami, komputerem. Całość trochę ważyła. Oblał mnie zimny pot. Stanęłam i usiadłam na trawniku. Nie czułam się dobrze. Wyciągnęłam wodę, zdjęłam garnitur i polałam się nią. Zmokła kura. Wzięłam głęboki oddech i wstałam. Założyłam marynarkę. Mój makijaż rozmył się już, przed egzaminem, więc nie przejmowałam się jak wyglądałam w tamtej chwili. Mijałam na chodniku słabych i zmęczonych od upału przechodni. Jedni wędrowali w moją stronę inni w przeciwną. Obraz twarzy wszystkich, wydawał się wyrażać zmęczenie.Dotarłam do najbliższego przystanku. Podjechał autobus. Pełny. Po otwarciu się drzwi, tłum wypadł na ulicę. Pani tam nie wsiada- usłyszałam. Dlaczego?- Czy chce pani przeżyć ? Sauna nie z tej ziemi.- powiedział jeden z wysiadających pasażerów. Tak, tak, sam jedzie w klimatyzowanym pomieszczeniu, a my to co... ziemniaki... -przytaknął drugi. Widocznie moja twarz dostatecznie wyrażała moje złe samopoczucie. Starsza babka, wracająca z zakupów, wytargała zielone torby ekologiczne i postawiła je nieopodal wyjścia z autobusu na chodniku. Pani nie jedzie. Tam jest chyba ze sto stopni, nie da się oddychać. Ugotować się idzie.-Chrząknęła. Spojrzałam na nich, z wyrazem współczucia w oczach. Wszyscy różowi, spoceni, wymęczeni jazdą. Raz kozie śmierć, wsiadam. Autobus, nie opustoszał za bardzo. Wtargałam walizkę przez próg, nowego czerwono-żółtego Mana. Objęłam wzrokiem wnętrze w poszukiwaniu miejsca, wszystkie zajęte. Przebiłam się do okna. Spróbowałam je otworzyć. Nic z tego. Na wyświetlaczu górnym wyświetliła się informacja : Autobus klimatyzowany. Proszę nie otwierać okien. Phy... i tak są zablokowane-pomyślałam. Gorące powietrze objęło moją głowę, zrobiło mi się niedobrze. Zdjęłam marynarkę i przewiesiłam ją przez rączkę walizki. Sama przysiadłam na jej komorze. Autobus ruszył. Walizka przewaliła się a ja razem z nią. Ubrudziłam spódnicę. Trudno-powiedziałam sama do siebie. I tak nie wyglądam dobrze. Spojrzał na mnie pan siedzący blisko żółtego kasownika. Może chcesz usiąść ?- zapytał . Nie, nie, dziękuję.- odpowiedziałam. Choć przez moją głowę przeleciała jak błyskawica, zupełnie inna odpowiedź, ale mężczyzna pytający mnie, zdawał się być już dziadkiem, nie jednego wnuczka. Moje zasady osobiste, nie pozwoliły mi odpowiedzieć inaczej, jak tylko nie, dziękuję. Stanęłam dziarsko przy walizce, opierając się jedną ręką o uchwyt walizki a drugą trzymając na żółtym uchwycie tuż przy kasowniku. Otworzyły się drzwi. Przewiew pomyślałam. Nikt nie wysiadł. Dosiadł się tłum ludzi. Autobus ruszył ponownie zrobiło mi się niedobrze, bo jakiś zatęchły współpasażer, którego woń, zaczęła poruszać nie tylko mnie, ale również resztę moich współpasażerów, sprawił że, przycupnęłam przy walizce, jak najbliżej podłogi. Gdy tylko otworzą się drzwi to wyjdę. Trudno. -pomyślałam. Wcisnęłam przycisk stop, by autobus zatrzymał się na najbliższym przystanku. Przejechał jeszcze kilometr, a ja myślała, że za chwilę stracę przytomność. Otworzyły się drzwi, wybiegłam jak z procy, ciągnąc ciężką walizeczkę. Uf... -pomyśłałam Do domu daleko, ale jest czym oddychać. Cholerny cham. -powiedziałam cicho do siebie, mając namyśli kierowcę. Sam się chłodzi, a ludzie z tyłu zdychają. -prychnęłam głośno. Człowiek, stojący koło mnie na przystanku, uśmiechnął się. Stwierdziłam że kilka metrów drogi pokonam na piechotę, by móc odsapnąć, od krótkiej podróży w mile pachnącym, gorącym tłumie, w autobusie. Ruszyłam, przeszłam przez światła. Słodowiec błysnął się w oddali. Wsiądę do metra pomyślałam, w podziemiach jest chłodniej. Stwierdziłam jednak, że najpierw odwiedzę sklep spożywczy, by kupić chłodną wodę. Cała spocona, zakurzona, z rozmytym makijażem i brudną od kurzu walizką, przeszłam, raz jeszcze na drugą stronę ulicy, by kupić zimną wodę. Weszłam do spożywczego. Dzień dobry- powiedziałam. Kasjerka objęła mnie wzrokiem i skrzywiła się. Poproszę wodę, najlepiej z lodówki. Nie ma- odpowiedziała. To cokolwiek zimnego ?-spytałam, z błagalnym wzrokiem Lody- odpowiedziała ironicznie. Nie, nie- skonkretyzowałam-Coś zimnego do picia.- Nie ma. Lodówka się zepsuła.-odpowiedziała To poproszę wodę niegazowaną.- powiedziałam. Schyliła się pod ladę, by wyciągnąć półtoralitrową Nałęczowiankę. Położyłam pięć złotych na ladę. -Wzięła, wydała mi resztę- Do widzenia, powiedziałam,wychodząc z nieklimatyzowanego sklepu. Nie dziwię jej się, że miała zły humor, nie wytrzymałabym w tamtym pomieszczeniu cały dzień. Przeszłam kawałek. Dotarłam do przejścia dla pieszych przy Słodowcu. Idę do metra. Tam na pewno jest chłodniej. Samochody zatrzymały się. Kierowca z nowego czarnego BMW z przyciemnianymi szybami, zaczął na mnie trąbić. Prostak- pomyślałam. Starszy mężczyzna, w wieku mojego ojca otworzył okno, wychylił głowę i krzyknął- Wsiadaj. Pokazałam mu środkowy palec. Uśmiechnął się,schował głowę do środka a ze strony pasażera, otworzyło się okno i wychylił z niego głowę mój ojciec... Moja twarz wyraziła zdziwienie. Wsiadasz czy nie ?-Zapytał śmiejąc się. Przystanęłam. No wsiadasz czy nie, zdecyduj się, bo zaraz zmienią się światła.- powiedział. Tylna klapa, otworzyła się, a ja wrzuciłam walizkę do bagażnika. Wsiadaj szybko- powiedział kierowca. Wsiadłam a klapa zamknęła się sama. Usiadłam i zatrzasnęłam drzwi. Uważaj, to nowa fura- powiedział kierowca. Zapięłam pasy. Przedstawiam Ci Solnego- ojciec zwrócił się do mnie Miło mi- powiedziałam do kierowcy, który zaczął przyspieszać. Oj już nie tak oficjalnie- skomentował moje powitanie Solny. Nie jestem taki stary. Zaśmiałam się. Dlaczego zachowujecie się jak małolaty, zamiast od razu wychylić się i powiedzieć żebym wsiadała- powiedziałam. Bo chcieliśmy sprawdzić jaka będzie Twoja reakcja-powiedział ojciec- zresztą krzycz na Solnego, to on wpadł na ten pomysł, a nie ja. Uśmiechnęłam się dobrotliwie. Solny zaśmiał się. Myślałem, że polecisz na furę. Chciałem sprawdzić, czy mogę na mój najnowszy nabytek, wyrywać młode dupy. Pomyślałam co ty pieprzysz Stary, ale nie powiedziałam tego głośno. To już kolejny gość z kryzysem wieku średniego w gronie kumpli ojca. Dobra, wiesz co ja Ci pokażę, jak działa nagłośnienie w tym samochodzie, a z ojcem skończymy omawiać projekt- zakończył krótką konwersację Słony. Siedząc z tyłu, rozkoszowałam się zimnym powietrzem, wtłaczanym do samochodu, przez klimatyzację. Sięgnęłam po wodę. I przypięłam się. Słony schylił się do schowka, który znajdował się pomiędzy kierowcą a fotelem pasażera i wyciągnął płytę, którą wsadził do samochodowego odtwarzacza. Nacisnął trzy przyciski i z głośników zaczął lecieć miły, moim uszom, dźwięk. Nie wiedziałam co to jest. Pierwszy raz słyszałam tego rodzaju muzykę. System nagłaśniający w tym samochodzie, sprawił że dosłownie 'utopiłam się' w dźwiękach płynących z głośników. Nie przeszkadzało mi nawet, że Panowie, współtowarzysze mojej podróży rozmawiają. A samochód zdaję się pędzić przez ulice miasta. Czysty, nie zmącony, słowami dźwięk, wbijał moje ciało w fotel. To było jak seks. Niesamowite. Jak muzyka może zrobić z kobietą coś takiego. Podrzucili mnie do domu, wysiadłam i zabrałam walizkę, gorąco uderzyło mnie w twarz i ciało, aż zakręciło mi się w głowie, od różnicy temperatur. Panie Słony, co to za muzyka ?Co to za zespół?- Za tego Pana się nie dowiesz- odpowiedział Słony. Proszę...-Nie i koniec, ale podrzucę ojcu do pracowni pendrive ze wszystkimi ich płytami... Może być ?- Uśmiechnęłam się szeroko- Tak dziękuję za podwiezienie i pendriva.- Dobra Młoda, idź bo wyglądasz strasznie blado, a jest ukrop na dworze... Po tygodniu dowiedziałam się co to za zespół wbił mnie w fotel tamtego dnia...
Tę artystkę wprowadził do mojej głowy człowiek, którego darzę głębszym uczuciem.
To było dla mnie wielkie odkrycie muzyczne. Po raz pierwszy muzyka sprawiła że dostałam orgazmu. To było wtedy takie realne. Razem z przyspieszeniem samochodu, odpłynęłam na tylnym siedzeniu dla pasażera. Potem oglądając artystycznego pornosa... czyżby znów dysonans, odkryłam może nie tyle ciekawy zespół, co ciekawą piosenkę. Nigdy nie zapoznałam się z całością twórczości tego zespołu, w przeciwieństwie do twórczości, wymienionego wcześniej zespołu.
Pomyślałam, że z pewnością, chciałabym kiedyś to zaśpiewać swojemu ukochanemu. Piosenka ta jest mocno erotyczna, i to nie dlatego, że połączona była i zapewne, tak ją mój mózg łączy, z artystycznym pornosem, a przez sam fakt, w jaki sposób jest napisana i wykonana. Z czasem zaczęłam słuchać typowego Erotic Lounge. Nie wiem, jednak, czy mogę piosenkę powyżej, zaliczyć do tego stylu, na pewno ma coś z niego w sobie. Odkryłam potem, jeszcze te dwa utwory a z pierwszym zespół Cafe del Mar.
Dziś siedząc i czytając wiadomości na Onecie znalazłam jeszcze coś ciekawego. Otóż, zawsze miałam do czynienia z newsami typu pudelek.Wielokrotnie czytałam o zespole Gossip i Pannie Ditto. Zawsze przedstawiano ją tam w negatywnym świetle, ze względu na jej Wielmożną Wielkość. I fakt bycia otyłym. Tak. Otyłość, nie jest w świecie polskiej rozrywki dobrze postrzegana. Nigdy jednak, wcześniej, nie zapoznałam się z jej utworami. Dziś jednak to ona, natchnęła mnie do napisania tego postu i przytoczenia fragmentów piosenek, które dobrze mnie przedstawiają jako osobę, bo podobno muzyka, którą słuchamy opisuje nas, i naszą dojrzałość. Ja z pewnością, wyrosłam już z Lady Gagi czy wcześniej istniejącej Britney Spears i weszłam na wyższy poziom muzycznego gustu, być może właśnie przez moich facetów. Przez facetów, którzy mnie otoczyli. I w prowadzili w świat intymności ? A o to kawałek, który mnie nastroił do, przedstawienia Ci Drogi Czytelniku, moich wyborów muzycznych... Być może, to nie sam kawałek, a teledysk do niego stworzony. Dla mnie, jest to połączenie muzyki i twórczości Roisin Murphy, przywołanej na początku postu i PianoChocolate, a także, jeśli spojrzymy, na teledysk, Cafe del Mar, Touch and go i Hess is More.
czwartek, 10 maja 2012
Rozdział IV- Sposób na kłopoty.
Otaczący mnie ludzie wydawali się być
tacy obcy po tej nocy. Sama nie wiem, co się stało .. Z
pewnością coś we mnie pękło. Stałam się bardziej otwarta. Być
może, On sprawił, że po raz pierwszy w życiu, poczułam się
kobietą. Był to pierwszy facet, których chciał ze mną być. Od
tamtego razu, już nie traktowałam płci przeciwnej, jedynie jak
kolegów. Zaczęłam na Was, drodzy Faceci patrzeć bardziej jak na na obiekty
seksualne. Poczułam się doceniona. Po raz pierwszy w życiu.
Przykre Drogi Czytelniku, że musiał to uczynić człowiek całkiem
obcy, dla mnie. Teraz, czasem próbuję sobie uświadomić momenty, w
których była doceniona przez rodziców. Nie pamiętam, by mnie
przytulali. Jedyny obrazek, który jestem w stanie sobie uświadomić,
to moment moich 18-urodzin, kiedy to po raz pierwszy w życiu, ojciec mnie przytulił. Nie
potrafię dać odpowiedzi, na to co kierowało moimi rodzicami przy
moim, całkowicie chłodnych chowie. Wychowanie to doprowadziło
mnie, jedynie do braku akceptacji samej siebie. Do tej pory, pomimo
osiągnięcia celu, jakim była zmiana swojej sylwetki i
podreperowanie zdrowia, mam z tym poważny problem. Brak akceptacji
dla siebie, spowodował, że pewnego dnia osiągnęłam stan, w
którym zaczęłam sobie z tym radzić, w inny sposób, od którego
po dziś dzień, nie mogę się od niego uwolnić, szczególnie w
chwilach, w których życie, nie dostarcza mi powodów do radości.
Rodzina. Ciągle czułam się odrzucana. Być może, choć nie wiem,
na ile to jest prawda, zaczęło się to, kiedy pojawiła się moja
siostra. Można by powiedzieć, że to syndrom starszego dziecka.
Wydaje mi się, że w żaden sposób, nie potrafię odnaleźć w
swojej sytuacji, jego klasycznych objawów. Rodzice zdawali się być
ciągle zapracowani. Teraz, czasem jak patrzę, na małe dzieci,
które mnie otaczają, odnajduję w ich oczach ciepło, dawane im
przez rodziców. Taką miłość wspólną, która gdzieś tam
funkcjonuje. Ja... byłam zimna, wobec rodziców, tak jak i oni byli
zawsze zimni dla mnie. Nie przypominam sobie, momentu, w którym
oprócz osiemnastki ojciec mnie przytulił. Nie dostawałam, też
zawsze tego, co chciałam, więc nie mogę zaliczyć się do osób
rozpieszczonych pieniężnie. Nie byłam rozpieszczona, również,
uczuciowo, co z perspektywy czasu i w oczach ludzi wydaje się być
dziwne. W co uciekałam... sama nie wiem. Zawsze byłam od czegoś
uzależniona. Gdy byłam mała dłużej niż inni ssałam dwa palce,
potem zaczęłam w nerwowych chwilach obgryzać paznokcie, co po dziś
dzień robię, a reprezentatywność mojej dłoni, tworzą jedynie
tipsy. Moje paznokcie są brzydkie i poorane, a blaszka paznokciowa
nietypowo mała. Potem uciekałam w telewizję i internet. Nigdy
nie piłam alkoholu i nie paliłam papierosów, zawsze wydawały mi
się one nie pasujące do mnie. Jednak w miarę upadku do zera mojej
samoakceptacji, zaczęły roznąć moje problemy. Brak zrozumienia
dla siebie, spowodował, że zaczęłam się odchudzać. Mało
wymierne rezultaty, skierowały mnie ku sobie, ku własnej osobie.
Zachowanie rodziców, problemy osobiste i zdrowotne, a także, jednak
brak rówieśniczej akceptacji i zaistnienia w oczach swoich męskich
rówieśników, wywierał na mnie ogromny wpływ. Na mnie i na to kim
byłam. Do zwykłej diety i ćwiczeń ruchowych dorzuciłam wymioty i
Furosemid. Waga drgnęła, do dołu, ojciec jak miał to w zwyczaju,
krzyczał na mnie bez powodu, ponadto, zdarzało się mu wielokrotnie
podnieść na mnie rękę. Moja rodzina nie jest patologiczna, a
każdy, kto patrzy na Nas z boku, widzi obraz rodziny idealnej. Nic z
tego obrazu nie zostaje, gdy zajrzy się do jego wnętrza. Moi
rodzice przez dwójkę moich najlepszych przyjaciół, są oceniani
tylko jednym przymiotnikiem, dziwni. Nigdy mnie nie wspierali,
starali się, jedynie wywołać presję. Presję, która miała
spowodować, że będę lepsza w szkole, zacznę na siebie zarabiać,
że będę lepsza we wszystkim od innych. Zapomnieli, że będzie się
to tyczyło także mojej samoakceptacji. Chciałam być co raz
lepsza. Nie starałam się w tym znaleźć złotego środka. Raczej,
odnajdywałam jedynie dążenie do doskonałości za wszelką cenę i
zabijanie samej siebie, poprzez narzucanie sobie, co raz to wyższych
do osiągnięcia schematów. Myślałam, wówczas że, jeśli osiągnę
tą, niemożliwą, co w chwili obecnej wiem, doskonałość i zostanę
ideałem opiekunów, to oni mnie choć raz przytulą. Nie przytulali,
jedyne co dostawałam to bury, za złamanie w jakikolwiek sposób
czegokolwiek. Jaskrawy przykład daje historia o regulowaniu mi
dostępu do picia. Co działo się od zawsze. Zazwyczaj kiedy
pragnęłam się więcej napić niż szklankę, ojciec bardzo mocno
mnie karcił, doszło do tego, że ukrywałam, kupowane przez siebie,
butelki wody i piłam nocami. Od tego również zaczęły się
kłamstwa i działania zmierzające, do ukrycia tego co robię.
Najpierw obejmowały same picie, w tej chwili, rodzice nic zupełnie
o mnie nie wiedzą, i nie zamierzam ich w żaden sposób uświadamiać.
Uważam zresztą że, nie są do tego uprawnieni. Mając 18 lat,
wyprowadziłam się z domu, i od tego czasu, praktycznie rzecz
ujmując, odwiedzam ich tylko, gdy mam potrzeby finansowe, którym
nie potrafię sama podołać. Matka wydziela mi pieniądze, nawet
wówczas, gdy wie, że z powodu choroby nie mogę pracować. Nie
żądam od nich wysokich sum, a jedynie takie, które pozwolą mi
pokryć koszty abonamentu telefonicznego raz na miesiąc, resztę
wydatków całkowicie pokrywam ja. I tak uważam, że nie powinni
wchodzić w moje życie, bo przestali się już dawno mną
interesować. ...
wtorek, 8 maja 2012
Rozdział III- Odrzucenie
9. Nadal nie było mnie w domu. Pomyślałam, że coś mnie trafi. Korki do centrum, ale z centrum o tej porze. Nielogiczne. Siedziałam jak na szpilkach. W domu czekały na mnie leki, które powinnam była wziąć już ponad godzinę wcześniej. Jeszcze wtedy żyłam w pełnym przeświadczeniu, że brak rygorystycznego przestrzegania zalecanych godzin skończy się dla mnie co najmniej marnie. Więc zawsze starałam się być w tej czynności punktualna. Tym razem los chciał, że wychodząc w pośpiechu z domu, nie wzięłam porannej dawki tabletek ze sobą. Dlatego musiałam od Niego tak szybko wyjść. Wtedy opuszczając pokój, czułam niedosyt. Chciałam zostać, ale uciekłam jak Kopciuszek. Zostawiając jedynie list. Nie wiem jakby potoczyła się dalej moja historia, gdyby nie zamknięcie za sobą drzwi hotelowego pokoju. Śpieszyłam się. Wiedziałam, że już jestem spóźniona. Bezpieczeństwo, które dał mi On, mnie opuściło, teraz pozostawał tylko strach przed uciekającym czasem. I myśli. Wtedy jeszcze w głowie roiło mi się, że on do mnie zadzwoni. Że będzie się starał. Teraz wiem ,że było to głupie. Satysfakcję z tej nocy najwidoczniej czerpałam tylko ja. On, najprawdopodobniej chciał zapomnieć. Leżał z nagą kobietą i nie wykorzystał tego. Czasem nawet potem, zastanawiałam się, jaką wersję wydarzeń usłyszał jego najlepszy przyjaciel. Nigdy, potem, o to nie pytałam. Dotarłam do domu, by zaraz potem zacząć zbierać swoje rzeczy i udać się na uczelnię. Z powrotem stałam, zmęczona zarwaną nocą, pośród ciepło ubranych ludzi. W głowie było już cicho. Żadna myśl nie splamiła, wtedy wyrazu mojej twarzy. To zmęczenie uciszyło wszystko wokół. I ludzi i mnie, wsłuchiwałam się w bicie serca z głową opartą, o zwieszone ramię, ręki, którą trzymałam się górnej poręczy starego Ikarusa. Nic się nie zmieniło, jak codzień podążałam do szkoły. Potem nie myślałam już o niczym, jedynie, pod pozorem uwagi, drzemałam na krzesło-biurku, których to pełno na Uniwerku.
sobota, 5 maja 2012
Rozdział II- Głos dziewczyny z sąsiedztwa.
Moja koleżanka właśnie siedzi w knajpie na szantach. Pisze do mnie sms-y, jednoznacznie wskazuje to, na pewnego rodzaju samotność. Być może, brak jej towarzysza imprezy, być może kogoś, do kogo w danej chwili, mogłaby się przytulić. Spogląda na wokalistę, Podobno ładny. Nie wiem, nie widzę, nic w nim ładnego. Kwestia kobiecego gustu. Do każdej z nas trafia inny, piękny. De gustibus est non disputandum. Podobno, wykrzyczała, że chce sprzedać starego. Model czteroletni, śmigany. Uczęszcza do pracy w garniturze, leń, nieogarnięty. Podobno, jednak dobrze na nim jeździ. Cokolwiek by, to nie znaczyło.Próbowała go wymienić, na konkretny model, ale właścicielka tamtego zdążyła go wysłać do używanego sklepiku, a więc sztuka mojej koleżanki zaraz trafi do męskiego lumpeksu, i poczeka na lepsze czasy i nową właścicielkę. A sama ona, wybierze się, po odwieszony dla niej z boku, model. Podobno, lekko używany. Na perełki, niektóre z nas, potrafią czekać długo. W końcu, większość trafia do szmateksu, szczególnie, jeśli są sprani, czy mało sprawni. Ci najbardziej zużyci, trafiają na złom, i stołują się za odpowiednią odpłatnością, gdyż za darmo, żadna ich nie tknie, u prostytutek. Co po niektórzy, bardziej obeznani w damskim światku, bronią się rękami i nogami, by do second-handu, nie trafić. Owszem czasem, są wyceniani, jak lepsze ciuchy na wieszakach, czasem, któraś, złapie lepszą sztukę szybciej, czasem czeka już na nich nowa właścicielka. To się najczęściej nazywa handlem aukcyjnym, bądź wymianą, jeśli jedna poleca swojego, drugiej, ponieważ dba o to, często z czystej sympatii, by delikwent nie pozostał sam, na dłużej. Wynika, to z naszego, wrodzonego, instynktu macierzyńskiego . Społeczeństwo dobrze wie, że to kobieta decyduje. Przecież, to my jesteśmy szyją, która kręci głową, rodzaju męskiego.
Pani Współautorko, przeczytałam Twój post. Jestem zaskoczona. Piszesz, że się jeszcze z niego nie wyleczyłaś. Niedobrze. Zajmij się kimś innym. Odeślij tamtego na rzeczony złom. Ciągle mówisz, że Cię skrzywdził, a Ty tak dobrze o nim piszesz. Zresztą Twoje życie. Ja chyba nigdy nie byłam zakochana. Tak do końca. A Ciebie najwyraźniej dobrze kopnęło. Po raz pierwszy, jednak, dajesz mi do końca wniknąć w tą historię. Co ja o tym wszystkim sądzę... Powinnaś sobie dać spokój, RAZ NA ZAWSZE z tym Panem. Ale najwyraźniej lubisz cierpieć. Mhym... Jesteś masochistką, i choć bardzo Cię lubię, nie mogę przejść koło tego obojętnie. Baby. Dlaczego my, jak się zakochamy to na całego ? Zastanawiam się. Również, staram się zrozumie, dlaczego jesteśmy naiwne i łatwowierne. A potem nawet mało inteligentny facet potrafi wykorzystać mądrą i oczytaną kobietę. Może Drogie Panie, wreszcie zewrzyjmy szyki i postawmy się mężczyznom. Tak, ale wśród nas są słodkie idiotki, które wolą leżeć na hamaku, malować paznokcie i popijać drinki z palemką, jak animowana Fiona. Ale, Droga Współautorko, Ty taka nie jesteś. Wiem dobrze. Pracujesz, uczysz się, prowadzisz w jakiś tam sposób swój dom i swoje życie. I co ?! Serce nadal boli... Niezrozumiałe jest to dla mnie. Ty i miłość. Weź się w garść. Psiapsióło.
Pani Współautorko, przeczytałam Twój post. Jestem zaskoczona. Piszesz, że się jeszcze z niego nie wyleczyłaś. Niedobrze. Zajmij się kimś innym. Odeślij tamtego na rzeczony złom. Ciągle mówisz, że Cię skrzywdził, a Ty tak dobrze o nim piszesz. Zresztą Twoje życie. Ja chyba nigdy nie byłam zakochana. Tak do końca. A Ciebie najwyraźniej dobrze kopnęło. Po raz pierwszy, jednak, dajesz mi do końca wniknąć w tą historię. Co ja o tym wszystkim sądzę... Powinnaś sobie dać spokój, RAZ NA ZAWSZE z tym Panem. Ale najwyraźniej lubisz cierpieć. Mhym... Jesteś masochistką, i choć bardzo Cię lubię, nie mogę przejść koło tego obojętnie. Baby. Dlaczego my, jak się zakochamy to na całego ? Zastanawiam się. Również, staram się zrozumie, dlaczego jesteśmy naiwne i łatwowierne. A potem nawet mało inteligentny facet potrafi wykorzystać mądrą i oczytaną kobietę. Może Drogie Panie, wreszcie zewrzyjmy szyki i postawmy się mężczyznom. Tak, ale wśród nas są słodkie idiotki, które wolą leżeć na hamaku, malować paznokcie i popijać drinki z palemką, jak animowana Fiona. Ale, Droga Współautorko, Ty taka nie jesteś. Wiem dobrze. Pracujesz, uczysz się, prowadzisz w jakiś tam sposób swój dom i swoje życie. I co ?! Serce nadal boli... Niezrozumiałe jest to dla mnie. Ty i miłość. Weź się w garść. Psiapsióło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)