Pustka w głowie i w sercu, to co było wtedy we mnie, tej nocy kłębiące się w mojej głowie myśli nie pozwoliły mi zasnąć. Nie poszłam do szkoły. Zadzwonił do mnie przyjaciel. Dlaczego Cię nie ma ?- zapytał, czy coś się stąło, może wybierzemy się na pizzę ? Nie nie chcę.-odpowiedziałam łamiącym się głosem. Boże, ile razy mam Ci mówić, że jesteś dobra taka jaka jesteś, nie musisz się odchudzać. Nie chcę-powtórzyłam, jestem zmęczona. Wyłączyłam się. Wydaje mi się, że taka była prawda, nieprzespana, przepłakana noc sprawiła zapewne, że nie miałam ochoty pokazywać się nikomu na oczy. Spojrzałam w lustro toaletki. Pomyślałam, podkówki na pół twarzy, czerwone oczy, wampir. Jestem jak samotny, smutny wampir. Nic nie mam. Jestem do niczego, wszystko zniszczyłam, jak zwykle. Jak zwykle jestem niedorajdą. Niechciana, nie lubiana, winna. W moich uszach zabrzmiały słowa piosenki Chylińskiej. Nakarm swą ciekawość, daj mi prawo abym ja, mogła Ciebie bawić, mogła Ciebie zbawić,Mogła w końcu zabić Cię, bo kiedy tylko staję się, zbyt ludzka niż byś tego chciał wtedy oto widzisz, że, jesteś tak jak ja, Nie jest źle, ja jestem winna, Dobrze jest,Zawsze będę winna... Zanuciłam, a para z moich ust zrobiła ślad na lustrze. Rozpłakałam się, resztki pudru, które zostały na toaletce, zmieszały się z moimi łzami i utworzyły szarą breję, którą rozmazałam ręką po jasnym meblu. Chyba Przyjaciel czuł, że ze mną jest coś nie tak. Zadzwonił do mnie jeszcze raz. Czy napewno wszystko w porządku. Usłyszał ciszę. Powtórzył pytanie jeszcze raz. Odpowiedziałam, ze łzami w gardle, że nic nie jest w porządku opowiedziałam mu historię z poprzedniego wieczoru. Głos mi się złamał, zaczełam płakać. Zmieszał się. Nie płacz już, powiedział, czy ty jesteś nienormalna, przecież on mógł Cię zabić. Mam nadzieję, że nic Ci nie zrobił. Pokiwałam głową. Lecz Przyjaciel nie mógł tego widzieć. Nie, nic, przecedziłam przez zęby. Wiesz co, czuję jednak, że musimy się spotkać, przyjadę do Ciebie, dobrze zapytał retorycznie. Nie nie zawracaj sobie głowy, powiedziałam, wszystko ze mną w porzadku, tylko trochę mi smutno, myślałam że to wszystko coś dla niego znaczyło, usłyszałam po drugiej stronie syk : Faceci. .... Młoda, czy ja Ci nie mówiłem, żebyś uważała. Czy ty się z nim przespalaś ? Mieliście chociaż gumkę ? Powiedział umoralniająco. Głupi jesteś, nie uprawialiśmy seksu. Nic nie było. Tak już Ci wierzę, powiedział. Naprawdę, zaczełam się tłumaczyć. Chyba zmieniłam trochę ton, bo powiedział widzę, że już Ci lepiej, to może jednak przyjadę i przywiozę coś dobrego. Pogadamy. Rozłączył się. Wiedziałam, że przyjedzie. Zawsze jest przy mnie, czy jest mi dobrze czy źle. Czasem razem wychodzimy do knajpy. Nikt mnie nie rozumie, dlaczego zadaję się z gejami. To takie nienormalne. W Polsce nie ma tolerancji. Nie ma tym bardziej akceptacji dla tego środowiska, a przecież rodzimy się z daną orientacją seksualną. Nikt sobie jej nie wybiera. Nikt tego nie tworzy. Przyjaciel jest gejem, ale jest najlepszym człowiekiem jakiego znam. Zawsze gdy potrzebuję jest przy mnie wbrew wszystkim i wszystkiemu. Poznałam go na studiach. Przedstawiła mi go koleżanka, której był sąsiadem, powiedziała To najlepszy człowiek jakiego znam. Spojrzałam na niego na uniwersyteckim korytarzu i uśmiechnęłam się szeroko. Kiwnął głową. Miło Mi. Mi również powiedziałam. Do zobaczenia, może będę u Was studiował od nowego roku akademickiego, jestem na Stosunkach Międzynarodowych, więc to bardzo pokrewny kierunek. Zrobię specjalizację w kulturze europejskiej, ale do tego potrzebna mi jest europeistyka. Zapraszamy, uśmiechnęłam się ponownie. Zostałam sama z książką na kolanach, było późne popołudnie, przygotowywałam się w ostatniej chwili do zajęć. Czytałam denny podręcznik nagryzmolony, przez życiowego niedorajdę, jak mi się w owej chwili wydawało. Jakie to niesprawiedliwe oceniać tak ludzi. Ale taka byłam. W głowie wydawałam opinię na temat ludzi, których nie znałam. Nieidealna. Nienormalna. Całkowicie odrealniona osoba. Ja. Przyjaciel od razu mi się spodobał, był miły, otwarty, trochę jak ja, w wersji męskiej. Niewielki człowiek z wielkim sercem. Może nieidealny. Ale zaistniał w moim życiu od tamtego czasu. Często obecnie dla niego śpiewam, gdy razem wychodzimu podrzeć koty na karaoke. Przyjechał. Przywiózł wódkę. Masz, wsadź do lodówki, napijemy się, jak się schłodzi, może to poprawi Ci humor. Przecież wiesz że nie piję syknęłam przez zęby. To ja się chociaż napiję. A ty możesz popatrzeć, tak jak zwykle. Spojrzałam na niego przenikliwym wzrokiem, przytaknęłam. Dobra. Usiadł. Gadka umoralniająca starszego brata. Rozpłakałam się. Nienormalna jesteś, jeszcze przez takiego palanta płaczesz. Daj sobie spokój. Choć wyjdziemy do klubu, tylko się ogranij, bo siedzieć do osiemnastej w ciuchach z poprzedniego dnia z rozmytym makijażem nie wypada. Nie, nie chcę nigdzie wychodzić. Powiedziałam. Dobrze. Chodź, pokaż mi szafę, zaraz coś dla Ciebie wybiorę. Otworzyłam olchową szafę z przesuwanymi drzwiami w pokoju, który potocznie nazywam garderobą, jest tam tylko szafa okno, które oświetla ten mały pokoik i łóżko, dla gościa, który byłby przypadkowo ponadprogramowy, i nie starczyło by dla niego miejsca w innych pokojach. Łóżko tam stojące, to ciężka stara wersalka, obita szorstką tapicerką w kolorze musztardowej żółci. Usiadł na niej. Przebieraj się już. Masz ta koszulka jest fajna. Wyjął czerwony męski t-shirt z białym napisem Hotter than the Dynamite i załóż to tego te jeansy. Wyciągnąl sprane granatowe jeansy z dwoma dziurami i wieloma przetarciami. I chodź do cholery na spacer. Inaczej nigdy nie wyjdziesz z tego domu. Odpowiedziałam zza drzwi łazienki, że nie mam ochoty. Nie mędrkuj tylko się ubieraj, powiedział. Wyszłam. Odetchnął, Wyglądasz o niebo lepiej, zbieraj się wychodzimy, podszedł do lodówki wyciągnął wódkę. Chodź. Pakuj tyłek do samochodu, jedziemy na Starówkę.
***
Postawił samochód w ciemnym kącie ulicy przy Rynku. Dawno nie miałeś kapsli na kołach. Mruknęłam. Przestań. Mandat, to nie majątek, a jest ciemno. Myślę, że patafiany nie będą zwiedziać miasta o tej porze. Oj jeszcze się zdziwisz. Pomachałam mu palcem przed nosem. Trudno, nie będę się przejmował w tej chwili mandatem. Powiedz mi co się stało jeszcze raz. Nie chcę o tym gadać. Odpowiedziałam. Jestem głupia i tyle. Liczyłam na coś więcej, a on mnie perfidnie wykorzystał. Straciłam rezon. Zaczęłam szlochać. Chodź do pizzy, mam ochotę na pepperoni z podwójnym serem. Zmienił temat. I nie rycz, bo zaczyna mnie to wkurzać. Miałaś się przecież uspokoić, przyciągnął mnie do siebie. Miałam na sobie jeansy, które dla mnie wybrał, czarną długą kurtkę puchową i czarno-rózowe trampki Nike. Spojrzał na mnie. Nie miałaś lepszych butów ? Zapytał z przekąsem. Zresztą wyglądasz trochę dziwnie, trampki i kurtka puchowa na tą porę roku ? Kobieto, zimno jest, przecież wiesz, że nie możesz się przeziębić. Spojrzałam na bok, śnieg leżał w kącie między kamienicą a brukiem. Trudno, powiedziałam zakładając kaptur od kurtki obszyty brązowym futerkiem z lisa. Nie obchodzi mnie to. Po co żyć ? Jak Ci nic nie wychodzi. Przestań, dobra. Spojrzał na mnie ze złością. Jak to Ci nic nie wychodzi ? Jesteś na dobrym kierunku. Pracujesz, wiele osób marzy, żeby mieć to co ty. Schylił się w kierunku kupki śniegu leżącej nieopodal. Uformował kulkę i rzucił nią przed siebie. Wiesz do czego jestem zdolny ? Uśmiechnęłam się. Nie, nie wiem. Odpowiedzialam nadal się uśmiechając. Nie wiesz? Złapał mnie. I wepchnął w śnieg. Pozbierałam się. Chodź na tą pizzę, bo mi wcale do śmiechu nie jest. Jest mi zimno i w dodatku przez Ciebie, jestem mokra. Przesadzasz. Powiedział. Zdjął szalik z szyji i dał mi go. Masz, okręć się chociaż tym, bo zaraz będziesz leżeć chora. Tak , tatusiu. Powiedziałam z przekąsem. Z jednej strony denerwowało mnie to, że w owym czasie, tak się mną przejmował. Może to ten nastrój wprawiał mnie w zakłopotanie. Dotarliśmy do pizzy. Wnętrze typowe dla sieci. Beżowe skórzane kanapy, drewniane krzesła, pomalowane na ciemnobrązowy kolor, podobnie jak stoliki. Niewielkie lampy oświetlające salę z krwistoczerwonymi ścianam. Na środku sali bar sałatkowy. Duża taca, wysypana zmielonym lodem. Na niej różnorakie miseczki, pełne warzyw, sałatek i surówek. Dodatkowo na każdym z rógów miseczki z sosami. Nad barem, na drewnianej półce, pasującej do wystroju wnętrza, szkliły się butelki z ziołami, zalanymi oliwą z oliwek. Na przeciwko, półeczka z winami. Przy wejściu, mały stolik z dwoma kieliszkami, szklącymi się w blasku lampki, która również oświetlała koszyk, wyłożony kremową serweta, z lekko pomarszczonymi, od braku wilgoci i z powodu oświetlenia, ciepłym światłem, pomarańczami. Kelner zaprowadził nas do stolika. Przyjaciel wziął moją kurtkę i razem ze swoim pikowanym czarnym płaszczem zawiesił na jednym z wieszaków. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiedział, zabawnie wyglądasz w tym zestawie. Spojrzałam na niego z politowaniem. Przestań. Mi wcale nie jest do śmiechu. Usiedliśmy w kącie sali, tuż za mosiężnymi wieszkami, pozasłanianymi okryciami wierzchnimi gości. Spojrzał na karty rozłożone z dwóch stron stolika. Na co masz ochotę zapytał. Przecież wiesz, że tu nie jadam, śmieciowe żarcie, powiedziałam. Dobra, to ja wezmę średnią pepperoni, a ty może chcesz chociaż barek? Nie wiem. Nie mam ochoty jeść. Odpowiedziałam. Do stolika podszedł kelner. Ubrany na czarno, miał przyczepioną plakietkę z imieniem do prawej górnej części swojego polo. Tomek. Przeczytał głośno przyjaciel. Proszę przestać sobie żartować. Odpowiedział kelner. Widocznie nie był tego dnia w humorze, zupełnie tak jak ja. Zauważyłam tylko, ze miał brudny bordowy fartuch, być może humor popsuła mu wywrotka z jedzeniem ? Zaczełam się po cichy nad tym zastanawiać. Co państwo zamawiają ? Powiedział. Skinęłam głową w stronę przyjaciela. Pepperoni średnią, sos pomidorowy i barek sałatkowy. Chrząknęłam. Mówiłam ci przecież, że nic nie chcę. To jak? Zapytał kelner. Barek i pepperoni poposzę, tak jak już mówiłem, powiedział przyjaciel. Nic do picia ? Ani żadnego deseru? Narzucił kelner. A tak, dzbanek mrożonej herbaty, tylko nie Ice Tea bo to świństwo, tylko takiej domowej, macie tu taką. A tak tak, powiedział kelner, innej w dzbanku obecnie nie podajemy. To poprosimy dopisać to jeszcze do zamówienia. Zapraszam do barku, tam jest miseczka, może sobie pani sama nałożyć. Dziękuję. Odpowiedziałam. Pracownik restauracji odszedł od naszego stolika. Spojrzałam na przyjaciela. Przecież Ci powiedziałam, że nic nie chcę. Skrzywiłam się. Uspokój się dobra. Dzisiaj ja stawiam. Ale to nie chodzi o kasę, przecież wiesz. Powiedziałam, podnosząc sie z krzesła, i podchodząc do barku. Kilkanaście fajansowych bialych miseczek, na lekko przechylającym się stosiku. Wzięłam jedną. Spojrzałam na miseczki z warzywami, nałożyłam trochę kukurydzy z puszki, groszku, czerwonej kapusty, trochę sałatki bawarskiej i makaronu, sosu czosnkowego i tysiąca wysp, dorzuciłam świeżo wyglądającą marchewkę, która aż się prosiła, aby po nią sięgnąć, niemal czułam jej smak i chrupkość w ustach. W szczypeczki ujełam kilka paseczków selera naciowego i ogórka, rownież pokrojonego w paseczki, położyłam to na mały stosik, który utworzył się z surówek, groszku i kukurydzy. Podeszłam do stolika. Postawiłam pełną miseczkę na środku. Kelner w czasie kiedy mnie nie było. Postawił na ciemnobrązowym stoliku dwa białe, fajansowe talerze, wąski, wiklinowy koszyczek wyłożony dwoma białymi, papierowymi serwetkami, z dwoma zestawami sztućców, składających się z noża i widelca, zrobionego z matowej stali nierdzewnej.
środa, 8 sierpnia 2012
wtorek, 7 sierpnia 2012
Rozdział VII- Telefon
Spotkałam wielu facetów na swojej drodze. Może nawet zbyt wielu. Czasem wieczorami myślę o tych zdarzeniach. Wiem, że napewno jestem zmęczona. Myslę, że najbardziej staraniami, o osobę, którą kochałam. Nic nie dały moje słowa. Spotkałam się z Nim jeszcze dwa razy. Odstęp czasowy był dość szeroki, między tymi spotkaniami, nie rozmawialiśmy tak jak dawniej przez telefon. Nie było nic. Pierwszy raz pewnie po około 3 miesiącach od pierwszego spotkania. Droga do tego drugiego, była żmudna. Tamtego dnia poszłam do szkoły, niezbyt zadowolona z życia, zmęczona, wyblakła. Wewnętrzny głos podpowiadał mi że, fakt, iż musiałam wyjść z hotelu popsuł wszystko, że już nic z tego nie będzie. Miałam jednak na uwadze swoje zdrowie, które podobno jest najważniejsze. Byłam niedawno po operacji, i nie chciałam utraty wolności, którą za jej sprawą zyskałam. Teraz już wiem, że wtedy ta godzina rano z Nim, nic by nie znaczyła dla mojej nerki i odstępu czasowego, między jedną dawką leków a drugą. Wtedy jednak, nie byłam tego świadoma. Nie odzywał się przez dwa dni. Było mi smutno, myślałam, że ten wieczór, jednak coś więcej dla niego znaczył, coś więcej, bo ja czulam chemię na odległość. Może to dlatego spędzilam noc, z facetem którego, nawet, dobrze nie poznałam. Do tej pory nie wiem co mnie do niego przyciągnęło. Fatalne zauroczenie, a może kropelka afrodyzjaku w wodzie z ogórkiem ? Trudno mi w tej chwili odpowiedzieć na to pytanie. Napisałam do niego smsa z pytaniem dlaczego się nie odzywa, nie odpisał, pomyślałam wtedy, że może nie ma czasu, jaka ja byłam naiwna i dziecinna. Czas, wiem jedno, obecnie, jeśli chłopakowi zależy, to znajdzie zawsze czas. Zadzwoniłam do niego wieczorem. Odebrał. Czego chcesz jeszcze ? Nie dość ci? Usłyszałam w słuchawce. Zmieszałam się totalnie. Nic nie zdążyłam odpowiedzieć, usłyszalam sygnał zajętej linii, za pięć minut zadzwoniłam ponownie włączyła się poczta głosowa, z komunikatem, iż nie ma miejsca w pamięci by zostawić na niej wiadomość. Pamiętam, siedziałam w gabinecie rodziców ze spuszczoną głową, skarpetkami ścierając łzy z drewnianej, jasnej, lakierowanej podłogi. Ciepłe światło wypełniało pokój, podkuliłam nogi pod siebie, wygodny, czarny skórzany fotel, nieznacznie odsunął się od biurka, pod ciężarem mojego całego ciała. Jasne biurko ojca i szafka modułowa z Ikei, wypełniała każdą pustkę w pokoju, ale w żaden sposób nie wypelniła pustki w moim sercu. Nie zabiła negatywnych uczuć i odczuć wypełniających moje serce i głowę. Nie wiedziałam co zrobiłam źle. Zadzwoniłam z telefonu matki, odebrał, nie chciał mnie słuchać, opowiedziałam mu jeszcze raz dlaczego zostawiłam go samego w hotelu, powiedziałam o liście, zatrzymał swoje pretensje na chwilę. Zdawał się zastanawiać po drugiej stronie słuchawki. Jaki list, a ten. On nic nie tłumaczy. Mam Cię dość. Rozłączył się, usłyszałam tylko dźwięk sygnału zajętego telefonu. Czułam się jakby ktoś walnął mnie młotkiem w głowę. Dałam spokój. Napisałam jedynie smsa Przepraszam. Czułam się cholernie winna tej całej sytuacji, w tamtym momencie nienawidziłam siebie za to, że wyszłam z tego hotelu. Wyszłam z domu rodziców, poszłam do siebie. Położyłam się w sypialni, jaśminowe meble, w tym samym odcieniu zieleni milczały pośród kwiatków tapety. Położyłam się w ubraniu na łóżku, spojrzałam na lustro jaśminowej toaletki, by zobaczyć krople łez zmieszane z tuszem do rzęs, spływające po policzkach i zostawiające ślady. Zwaliłam białą pościel ze złością na podłogę, bezsilna opadłam, na nagi niebieski materac i przykryłam się zużytym, starym brązowo-beżowym kocem. Ułożyłam się na prawym boku dwuosobowego łóżka z wymyślną ramą, pod którym tarzały się sterty kurzu. Ciepłe światło lampy zewnętrznej łagodnie wpadało przez okno do pokoju, przebijając mrok w nim panujący. Cisza. Było bardzo cicho. Nawet psy nie ujadały z niewiadomych powodów. A może, tak mi się tylko wydawało. Przyłożyłam głowę do materaca, łzy same ciekły mi po policzkach, nie chciałam płakać, ale w mojej głowie pojawialy się obrazy z tamtego wieczora. A w uszach brzmiały jego słowa, usłyszane przed momentem w słuchawce telefonu. Mam Cię dość....
niedziela, 13 maja 2012
Rozdział VI-Księżniczki i współcześni rycerze
Od zawsze lubiłam małe dzieci. Sprawiały mi wiele radości. Odkąd
zaczęłam udzielać się jako korepetytorka języka obcego, bardzo
się do nich zbliżyłam. Nie wiem, czy kiedyś będzie mi dane
posiadać swoje. Być może będzie to skrajnie trudne. Zresztą,
medycyna idzie do przodu, w dziedzinie prokreacji i planowania
rodziny. Dzieci postrzegają świat zupełnie inaczej, niż ludzie
dorośli. Widzą nie tylko jeden wymiar ale wiele, i to różnych.
Mają swoich niewidzialnych przyjaciół, na prędzce wymyślają
histrie, które odzwierciedlają, rzeczywistość je otaczającą, w
specyficzny, kolorowy dla nich sposób. Nikt z dorosłych nie
pamięta, co myślał kiedy był dzieckiem. Jest to zamknięta dla
nas przestrzeń. Czyżby mózg specjalnie pochłania i zaciera
wspomnienia z tamtego okresu, a może, jest za słabo jeszcze
wykształcony, by móc cokolwiek pamiętać ? Ciekawe. Moi uczniowie
bardzo często, są bardziej dojrzali niż reszta. Wynika to
prawdopodobnie, ze świata, który ich otacza. Pełen dorosłych,
komputerów, elektroniki, która kiedyś nie była tak szeroko
dostępna. Dziecko maluje świat. Widzi go bardziej kolorowym, niż
jest w rzeczywistości. Ja też taka byłam, póki nie dorosłam.
Teraz zaczynam rozumieć meandry szarości i wielo jej odcieniowość.
Świat jednak nie jest szary, tylko my dorośli, próbujemy pozbawiać
go kolorów. Czemu tak się dzieje, nie mam pojęcia, myślę jednak,
że to pęd życia, nadawany nam przez wielkie korporacje, powoduje,
że nie znajdujemy czasu na kontemplację, otaczających nas,
kolorowych kultur i krajobrazy. Dzieci wyraźnie też, dzielą się
nawzajem na dwie wrogie sobie płci. Myślę, że dzieje się to
dlatego, że próbują wyrobić w sobie tożsamość. Chłopcy stają
się chłopcami, a dziewczynki – dziewczynkami. Ten schemat, wydaje
się być, również narzucany przez rodziców. Dziewczynki ubierane
są w różowo-fioletowo-błękitne ciuszki, podczas gdy u chłopców
domniuje wieczna czerń, khaki, czy klasyczna oliwka. Księżniczki i
współcześni rycerze. Chłopiec, który pojawił się w moim życiu
ma cztery lata i jest przedszkolakiem. Dzielę dzieci na te wychowane
w gronie i otoczeniu tylko i wyłacznie dorosłych i te, które
raczej funkcjonują w gronie swoich rówieśników. Pierwsza grupa,
to mali, którzy nie boją się ludzi dorosłych, są bardziej
otwarci, zaczepiają, są gadatliwi, raczej, nie zajmują ich sprawy
małych, za to chętnie wdają się w swoiste dysputy z osobami
dorosłymi. Interesują ich książki, komputer, liczenie, czytanie,
pisanie, zabawa spada gdzieś na dalszy plan. Umieją funkcjonować,
ze swoimi rówieśnikami, ale czasem się w ich świecie gubią, i
idą w stronę dorosłości. Taki jest Hubercik. Dziecko, to pomimo
swojego małego świata, jest nadzywczaj inteligentne. Spotkałam go
w górach, gdzie razem z tatą mieszkają. Przebywałam tam krótko.
Tata Huberta pracuje. Hubert dzielnie chodzi do przedszkola. Wstają
obaj co rano, z tego samego łóżka. Jeden śpi z drugim, bo jeden i
drugi po za sobą na wzajem, świata nie widzi. Mój pseudo
pedagogiczny umysł mówi mi, że nie powinno tak być, jako że
dziecko powinno, mieć swój własny kąt. Jednak, wiem, że Tata
Huberta, nie mógł by sam spać. Hubert, jest dzieckiem, które nie
grymasi i nie płacze. Wydaje się być, bardzo dojrzały jak na swój
wiek. Żyje jak jego tata, tylko w dziecięcy sposób. Codziennie
wstaje wcześnie rano, by zrobić trasę do przedszkola, a więc jego
swoistej pracy, potem, bawiąc się z rówieśnikami, czeka do
późnego popołudnia, aż tata go odbierze. Resztę czasu spędzają
razem. Jeden uczy się dużo od drugiego. Kiedy ich poznałam było
zimno. Mogłabyś z nim na chwilę zostać ?-Zapytał. Przytaknęłam
kiwając głową. Usiadłam z małym w fioletowym pokoju, na
kremowej wykładzinie. Było tam jedynie ciemne, klasyczne łóżko i
komoda, oraz porozsypywane zabawki. Pokażesz mi swój świat-
zwróciłam się do Huberta. Oj wiesz- powiedział chłopiec-mam tu
mnóstwo zabawek. Która jest twoją ulubioną ?-zachęciłam go do
rozmowy. Ten wóz strażacki- No proszę, nawet wiesz jak się to
konkretnie nazywa.-Tak tak, to proste. Wiesz co, pobawimy się
teraz.-Pomyślałam ok. To ty będziesz motorem strażackim-powiedział
Hubercik, wręczając mi czerwony motor, zdecydowanie wyglądający
na strażacki- a ja będę tym wozem strażackim. To jedziemy do
pożaru. Iłu, iłu... zaczął wyć Hubercik, naśladując dźwięk,
syreny w wozie strażackim. -Dlaczego się nie ruszasz-przymarszczył
brwi-Przecież tam się pali budynek. Zobacz- wyciągnął małą
dłoń, w kierunku kąta pokoju. Zaczęłam jeździć plastikowym
motorkiem po ramie łóżka. Spojrzał na mnie. No chodź, to
pomożesz moim strażakom. - krzyknął chłopczyk. No zobacz,
zobacz,- wskazując na ten sam kąt pokoju, powiedział.-Czy nie
wiesz, że musicie się pospieszyć, bo zaraz ten budynek się spali.
Ruszyłam się w jego stronę z plastikowym motorkiem.
Gasimy-krzyknął. Uśmiechnęłam się dobrotliwie, chyba już
zapomniałam jak to jest być dzieckiem. A w tym momencie, musiałam
się nim stać. Wyobrazić sobie w rzeczywistości pokoju, palączy
się budynek, który gaszą panowie strażacy. Złapałam się na
tym, że nie potrafię. Mój świat stał się szary, pomimo, że
tego nie chciałam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, tego budynku.
Nie potrafiłam być małym Wojtusiem, który chciał zostać
strażakiem, by pomóc gasić, Hubercikowi, w jego, oczach, i innym
wymiarze płonący budynek. Wziełam plastikową zabawkę, podeszłam
i usiadłam w kącie pokoju. Gasimy- powiedział jeszcze raz Hubert.
Na co czekasz ?- zapytał i wziął mnie za rękę. Nie wiedziałam
na co czekałam. Być może na to, że w mojej wyobraźni pojawi się
choć zarys płonącego budynku. Zamiast niego, ukazała się
tragedia WTC w 2001 r. Złapałam się na tym, że dorosłam, że nie
potrafię być prawdziwie infantylna, że nie potrafię się bawić.
Pomyślałam -Tragedia. Przestałam być dzieckiem.Ruszając ręką
Mały zaczął gasić budynek.-Szy... Szy...Szy... syczał, udając
dźwięk wypływajacej z sikawek strażackich, wody. Gasimy...
zgasiliśmy ufff....-wykonując gest obtarcia czoła, Hubercik
wyraźnie odsapnął. Zaśmiałam się w myśli. Co jeszcze lubisz
?-Spytałam. Wydawało mi się, że rozmowa z maluchem, będzie dla
mnie łatwiejsza. Czekoladę i delicje-odpowiedział Hubert.-O patrz,
co ostatnio dostałem od taty-zmienił temat. Wyciągnął dziesięć
resoraków z worka, ustawionego nieopodal komody na ubrania. Hot
Wheelsy teraz wszyscy je mają. A to Mc Queen.-wyciągając czerwony,
sportowy wóz. Znasz Auta ?-Znam. -A kto jest twoim ulubionym
samochodem ?-Zapytał chłopiec. Zgłupiałam. Nie wiedziałam co mam
odpowiedzieć. Nie znałam bohaterów tej kreskówki, którą
oglądałam jakiś czas temu. McQueen- zgadłam. Mój
też-odpowiedział Hubert-Ale lubię też Złomka, jest taki
śmieszny. Wiesz co dzisiaj robiliśmy- zagadnął mnie
Hubert.-Oglądaliśmy atlas. Ja wiedziałem gdzie jest Polska, a inne
dzieci nie-zaczął się chwalić. Pogłaskałam go po głowie-To
pięknie. Przytuliłam go do siebie. Widziałam, że czuł się
komfortowo, siedząc na moich kolanach i czerpiąc moje ciepło.
Spojrzał na mnie- Ja już się z Tobą nie spotkam-Powiedział
stanowczo. Dlaczego tak sądzisz-zapytałam. Bo nie- odparł Hubercik
i się rozpłakał. Ależ Twój tata powiedział, że z pewnością
się spotkamy-próbowałam go uspokoić- Nie spotkamy się, i ja już
cię nie spotkam -kwilił mały. Przytuliłam go mocniej do siebie.
Obiecuję Ci, że przyjadę do Ciebie, nawet jak tata nie będzie
chciał przyjechać z Tobą do mnie-Nie przyjedzie i ja Cię już
więcej nie zobaczę, i nie będę miał się do kogo
przytulić.-płakał. Wszedł Tata. Huberta-skarcił go-Nie męcz
Pani.-powiedział Przestań, uspokój się.- Spojrzałam z niezadowoleniem na
Niego. Dlaczego karcisz syna?-Spytałam -Czy zrobił coś złego ?-
zrobiłam wyraźnie niezadowoloną minę. Nie nic....-wycofał się,
chłopczyk wtulił się głęboko we mnie, szukając ochrony. Nie
krzycz na niego przy mnie. Nie podoba mi się to. Spojrzał na mnie.
Nie neguj moich środków wychowawczych-powiedział stanowczo i
chłodno Tata Huberta. Zwróciłam Ci tylko uwagę. -Hubert zdawał
się powoli uspokajać. Osmarkał przód mojej czarnego klasycznego
T-shirta w którym byłam i pobrudził bucikami ciemnogranatowe
jeansy. Przytulił się mocno. Było mi niezwykle. Coś się we mnie
zmieniło. Po raz piewszy w życiu poczułam instynkt macieżyński.
I to, że za nic na świecie, chociażby krzykiem, nie dam skrzywdzić
Małego. Gdy wtulony we mnie, chłopczyk uspokoił się i ja poczyłam
wewnętrzny spokój. Tak siedziałam, dziwnie poddenerwowana.
Podobnie jak malec, nastraszony przez ojca.
sobota, 12 maja 2012
Rozdział V- Muzyka i środki lokomocji
Muzyka, każdy pokazał mi w niej coś wspaniałego, coś czego sama dotąd nie odkryłam.
Tę artystkę wprowadził do mojej głowy człowiek, którego darzę głębszym uczuciem.
Kolejny zespół, pokazał mi kolega mojego ojca, i sprawił że się utopiłam się w ich utworach. Stało się to, pewnego pięknego dnia, zeszłorocznego lata. Temperatura przekraczała trzydzieści stopni. Upał zdawał się zalewać otaczający mnie krajobraz. Przyschnięte od słońca trawniki, podkreślały saunę, jaką tworzyła pogoda. Spękana ziemia, warszawski kurz, i ciężkie, przedburzowe powietrze, sprawiały, że nie mogłam oddychać. Wyszłam z ostatniego egzaminu. Zdałam. Dusiłam się w granatowym garniturze i białej bluzce. Ciągnęłam za sobą czarną, małą walizkę, wypełnioną aktami, komputerem. Całość trochę ważyła. Oblał mnie zimny pot. Stanęłam i usiadłam na trawniku. Nie czułam się dobrze. Wyciągnęłam wodę, zdjęłam garnitur i polałam się nią. Zmokła kura. Wzięłam głęboki oddech i wstałam. Założyłam marynarkę. Mój makijaż rozmył się już, przed egzaminem, więc nie przejmowałam się jak wyglądałam w tamtej chwili. Mijałam na chodniku słabych i zmęczonych od upału przechodni. Jedni wędrowali w moją stronę inni w przeciwną. Obraz twarzy wszystkich, wydawał się wyrażać zmęczenie.Dotarłam do najbliższego przystanku. Podjechał autobus. Pełny. Po otwarciu się drzwi, tłum wypadł na ulicę. Pani tam nie wsiada- usłyszałam. Dlaczego?- Czy chce pani przeżyć ? Sauna nie z tej ziemi.- powiedział jeden z wysiadających pasażerów. Tak, tak, sam jedzie w klimatyzowanym pomieszczeniu, a my to co... ziemniaki... -przytaknął drugi. Widocznie moja twarz dostatecznie wyrażała moje złe samopoczucie. Starsza babka, wracająca z zakupów, wytargała zielone torby ekologiczne i postawiła je nieopodal wyjścia z autobusu na chodniku. Pani nie jedzie. Tam jest chyba ze sto stopni, nie da się oddychać. Ugotować się idzie.-Chrząknęła. Spojrzałam na nich, z wyrazem współczucia w oczach. Wszyscy różowi, spoceni, wymęczeni jazdą. Raz kozie śmierć, wsiadam. Autobus, nie opustoszał za bardzo. Wtargałam walizkę przez próg, nowego czerwono-żółtego Mana. Objęłam wzrokiem wnętrze w poszukiwaniu miejsca, wszystkie zajęte. Przebiłam się do okna. Spróbowałam je otworzyć. Nic z tego. Na wyświetlaczu górnym wyświetliła się informacja : Autobus klimatyzowany. Proszę nie otwierać okien. Phy... i tak są zablokowane-pomyślałam. Gorące powietrze objęło moją głowę, zrobiło mi się niedobrze. Zdjęłam marynarkę i przewiesiłam ją przez rączkę walizki. Sama przysiadłam na jej komorze. Autobus ruszył. Walizka przewaliła się a ja razem z nią. Ubrudziłam spódnicę. Trudno-powiedziałam sama do siebie. I tak nie wyglądam dobrze. Spojrzał na mnie pan siedzący blisko żółtego kasownika. Może chcesz usiąść ?- zapytał . Nie, nie, dziękuję.- odpowiedziałam. Choć przez moją głowę przeleciała jak błyskawica, zupełnie inna odpowiedź, ale mężczyzna pytający mnie, zdawał się być już dziadkiem, nie jednego wnuczka. Moje zasady osobiste, nie pozwoliły mi odpowiedzieć inaczej, jak tylko nie, dziękuję. Stanęłam dziarsko przy walizce, opierając się jedną ręką o uchwyt walizki a drugą trzymając na żółtym uchwycie tuż przy kasowniku. Otworzyły się drzwi. Przewiew pomyślałam. Nikt nie wysiadł. Dosiadł się tłum ludzi. Autobus ruszył ponownie zrobiło mi się niedobrze, bo jakiś zatęchły współpasażer, którego woń, zaczęła poruszać nie tylko mnie, ale również resztę moich współpasażerów, sprawił że, przycupnęłam przy walizce, jak najbliżej podłogi. Gdy tylko otworzą się drzwi to wyjdę. Trudno. -pomyślałam. Wcisnęłam przycisk stop, by autobus zatrzymał się na najbliższym przystanku. Przejechał jeszcze kilometr, a ja myślała, że za chwilę stracę przytomność. Otworzyły się drzwi, wybiegłam jak z procy, ciągnąc ciężką walizeczkę. Uf... -pomyśłałam Do domu daleko, ale jest czym oddychać. Cholerny cham. -powiedziałam cicho do siebie, mając namyśli kierowcę. Sam się chłodzi, a ludzie z tyłu zdychają. -prychnęłam głośno. Człowiek, stojący koło mnie na przystanku, uśmiechnął się. Stwierdziłam że kilka metrów drogi pokonam na piechotę, by móc odsapnąć, od krótkiej podróży w mile pachnącym, gorącym tłumie, w autobusie. Ruszyłam, przeszłam przez światła. Słodowiec błysnął się w oddali. Wsiądę do metra pomyślałam, w podziemiach jest chłodniej. Stwierdziłam jednak, że najpierw odwiedzę sklep spożywczy, by kupić chłodną wodę. Cała spocona, zakurzona, z rozmytym makijażem i brudną od kurzu walizką, przeszłam, raz jeszcze na drugą stronę ulicy, by kupić zimną wodę. Weszłam do spożywczego. Dzień dobry- powiedziałam. Kasjerka objęła mnie wzrokiem i skrzywiła się. Poproszę wodę, najlepiej z lodówki. Nie ma- odpowiedziała. To cokolwiek zimnego ?-spytałam, z błagalnym wzrokiem Lody- odpowiedziała ironicznie. Nie, nie- skonkretyzowałam-Coś zimnego do picia.- Nie ma. Lodówka się zepsuła.-odpowiedziała To poproszę wodę niegazowaną.- powiedziałam. Schyliła się pod ladę, by wyciągnąć półtoralitrową Nałęczowiankę. Położyłam pięć złotych na ladę. -Wzięła, wydała mi resztę- Do widzenia, powiedziałam,wychodząc z nieklimatyzowanego sklepu. Nie dziwię jej się, że miała zły humor, nie wytrzymałabym w tamtym pomieszczeniu cały dzień. Przeszłam kawałek. Dotarłam do przejścia dla pieszych przy Słodowcu. Idę do metra. Tam na pewno jest chłodniej. Samochody zatrzymały się. Kierowca z nowego czarnego BMW z przyciemnianymi szybami, zaczął na mnie trąbić. Prostak- pomyślałam. Starszy mężczyzna, w wieku mojego ojca otworzył okno, wychylił głowę i krzyknął- Wsiadaj. Pokazałam mu środkowy palec. Uśmiechnął się,schował głowę do środka a ze strony pasażera, otworzyło się okno i wychylił z niego głowę mój ojciec... Moja twarz wyraziła zdziwienie. Wsiadasz czy nie ?-Zapytał śmiejąc się. Przystanęłam. No wsiadasz czy nie, zdecyduj się, bo zaraz zmienią się światła.- powiedział. Tylna klapa, otworzyła się, a ja wrzuciłam walizkę do bagażnika. Wsiadaj szybko- powiedział kierowca. Wsiadłam a klapa zamknęła się sama. Usiadłam i zatrzasnęłam drzwi. Uważaj, to nowa fura- powiedział kierowca. Zapięłam pasy. Przedstawiam Ci Solnego- ojciec zwrócił się do mnie Miło mi- powiedziałam do kierowcy, który zaczął przyspieszać. Oj już nie tak oficjalnie- skomentował moje powitanie Solny. Nie jestem taki stary. Zaśmiałam się. Dlaczego zachowujecie się jak małolaty, zamiast od razu wychylić się i powiedzieć żebym wsiadała- powiedziałam. Bo chcieliśmy sprawdzić jaka będzie Twoja reakcja-powiedział ojciec- zresztą krzycz na Solnego, to on wpadł na ten pomysł, a nie ja. Uśmiechnęłam się dobrotliwie. Solny zaśmiał się. Myślałem, że polecisz na furę. Chciałem sprawdzić, czy mogę na mój najnowszy nabytek, wyrywać młode dupy. Pomyślałam co ty pieprzysz Stary, ale nie powiedziałam tego głośno. To już kolejny gość z kryzysem wieku średniego w gronie kumpli ojca. Dobra, wiesz co ja Ci pokażę, jak działa nagłośnienie w tym samochodzie, a z ojcem skończymy omawiać projekt- zakończył krótką konwersację Słony. Siedząc z tyłu, rozkoszowałam się zimnym powietrzem, wtłaczanym do samochodu, przez klimatyzację. Sięgnęłam po wodę. I przypięłam się. Słony schylił się do schowka, który znajdował się pomiędzy kierowcą a fotelem pasażera i wyciągnął płytę, którą wsadził do samochodowego odtwarzacza. Nacisnął trzy przyciski i z głośników zaczął lecieć miły, moim uszom, dźwięk. Nie wiedziałam co to jest. Pierwszy raz słyszałam tego rodzaju muzykę. System nagłaśniający w tym samochodzie, sprawił że dosłownie 'utopiłam się' w dźwiękach płynących z głośników. Nie przeszkadzało mi nawet, że Panowie, współtowarzysze mojej podróży rozmawiają. A samochód zdaję się pędzić przez ulice miasta. Czysty, nie zmącony, słowami dźwięk, wbijał moje ciało w fotel. To było jak seks. Niesamowite. Jak muzyka może zrobić z kobietą coś takiego. Podrzucili mnie do domu, wysiadłam i zabrałam walizkę, gorąco uderzyło mnie w twarz i ciało, aż zakręciło mi się w głowie, od różnicy temperatur. Panie Słony, co to za muzyka ?Co to za zespół?- Za tego Pana się nie dowiesz- odpowiedział Słony. Proszę...-Nie i koniec, ale podrzucę ojcu do pracowni pendrive ze wszystkimi ich płytami... Może być ?- Uśmiechnęłam się szeroko- Tak dziękuję za podwiezienie i pendriva.- Dobra Młoda, idź bo wyglądasz strasznie blado, a jest ukrop na dworze... Po tygodniu dowiedziałam się co to za zespół wbił mnie w fotel tamtego dnia...
Tę artystkę wprowadził do mojej głowy człowiek, którego darzę głębszym uczuciem.
To było dla mnie wielkie odkrycie muzyczne. Po raz pierwszy muzyka sprawiła że dostałam orgazmu. To było wtedy takie realne. Razem z przyspieszeniem samochodu, odpłynęłam na tylnym siedzeniu dla pasażera. Potem oglądając artystycznego pornosa... czyżby znów dysonans, odkryłam może nie tyle ciekawy zespół, co ciekawą piosenkę. Nigdy nie zapoznałam się z całością twórczości tego zespołu, w przeciwieństwie do twórczości, wymienionego wcześniej zespołu.
Pomyślałam, że z pewnością, chciałabym kiedyś to zaśpiewać swojemu ukochanemu. Piosenka ta jest mocno erotyczna, i to nie dlatego, że połączona była i zapewne, tak ją mój mózg łączy, z artystycznym pornosem, a przez sam fakt, w jaki sposób jest napisana i wykonana. Z czasem zaczęłam słuchać typowego Erotic Lounge. Nie wiem, jednak, czy mogę piosenkę powyżej, zaliczyć do tego stylu, na pewno ma coś z niego w sobie. Odkryłam potem, jeszcze te dwa utwory a z pierwszym zespół Cafe del Mar.
Dziś siedząc i czytając wiadomości na Onecie znalazłam jeszcze coś ciekawego. Otóż, zawsze miałam do czynienia z newsami typu pudelek.Wielokrotnie czytałam o zespole Gossip i Pannie Ditto. Zawsze przedstawiano ją tam w negatywnym świetle, ze względu na jej Wielmożną Wielkość. I fakt bycia otyłym. Tak. Otyłość, nie jest w świecie polskiej rozrywki dobrze postrzegana. Nigdy jednak, wcześniej, nie zapoznałam się z jej utworami. Dziś jednak to ona, natchnęła mnie do napisania tego postu i przytoczenia fragmentów piosenek, które dobrze mnie przedstawiają jako osobę, bo podobno muzyka, którą słuchamy opisuje nas, i naszą dojrzałość. Ja z pewnością, wyrosłam już z Lady Gagi czy wcześniej istniejącej Britney Spears i weszłam na wyższy poziom muzycznego gustu, być może właśnie przez moich facetów. Przez facetów, którzy mnie otoczyli. I w prowadzili w świat intymności ? A o to kawałek, który mnie nastroił do, przedstawienia Ci Drogi Czytelniku, moich wyborów muzycznych... Być może, to nie sam kawałek, a teledysk do niego stworzony. Dla mnie, jest to połączenie muzyki i twórczości Roisin Murphy, przywołanej na początku postu i PianoChocolate, a także, jeśli spojrzymy, na teledysk, Cafe del Mar, Touch and go i Hess is More.
czwartek, 10 maja 2012
Rozdział IV- Sposób na kłopoty.
Otaczący mnie ludzie wydawali się być
tacy obcy po tej nocy. Sama nie wiem, co się stało .. Z
pewnością coś we mnie pękło. Stałam się bardziej otwarta. Być
może, On sprawił, że po raz pierwszy w życiu, poczułam się
kobietą. Był to pierwszy facet, których chciał ze mną być. Od
tamtego razu, już nie traktowałam płci przeciwnej, jedynie jak
kolegów. Zaczęłam na Was, drodzy Faceci patrzeć bardziej jak na na obiekty
seksualne. Poczułam się doceniona. Po raz pierwszy w życiu.
Przykre Drogi Czytelniku, że musiał to uczynić człowiek całkiem
obcy, dla mnie. Teraz, czasem próbuję sobie uświadomić momenty, w
których była doceniona przez rodziców. Nie pamiętam, by mnie
przytulali. Jedyny obrazek, który jestem w stanie sobie uświadomić,
to moment moich 18-urodzin, kiedy to po raz pierwszy w życiu, ojciec mnie przytulił. Nie
potrafię dać odpowiedzi, na to co kierowało moimi rodzicami przy
moim, całkowicie chłodnych chowie. Wychowanie to doprowadziło
mnie, jedynie do braku akceptacji samej siebie. Do tej pory, pomimo
osiągnięcia celu, jakim była zmiana swojej sylwetki i
podreperowanie zdrowia, mam z tym poważny problem. Brak akceptacji
dla siebie, spowodował, że pewnego dnia osiągnęłam stan, w
którym zaczęłam sobie z tym radzić, w inny sposób, od którego
po dziś dzień, nie mogę się od niego uwolnić, szczególnie w
chwilach, w których życie, nie dostarcza mi powodów do radości.
Rodzina. Ciągle czułam się odrzucana. Być może, choć nie wiem,
na ile to jest prawda, zaczęło się to, kiedy pojawiła się moja
siostra. Można by powiedzieć, że to syndrom starszego dziecka.
Wydaje mi się, że w żaden sposób, nie potrafię odnaleźć w
swojej sytuacji, jego klasycznych objawów. Rodzice zdawali się być
ciągle zapracowani. Teraz, czasem jak patrzę, na małe dzieci,
które mnie otaczają, odnajduję w ich oczach ciepło, dawane im
przez rodziców. Taką miłość wspólną, która gdzieś tam
funkcjonuje. Ja... byłam zimna, wobec rodziców, tak jak i oni byli
zawsze zimni dla mnie. Nie przypominam sobie, momentu, w którym
oprócz osiemnastki ojciec mnie przytulił. Nie dostawałam, też
zawsze tego, co chciałam, więc nie mogę zaliczyć się do osób
rozpieszczonych pieniężnie. Nie byłam rozpieszczona, również,
uczuciowo, co z perspektywy czasu i w oczach ludzi wydaje się być
dziwne. W co uciekałam... sama nie wiem. Zawsze byłam od czegoś
uzależniona. Gdy byłam mała dłużej niż inni ssałam dwa palce,
potem zaczęłam w nerwowych chwilach obgryzać paznokcie, co po dziś
dzień robię, a reprezentatywność mojej dłoni, tworzą jedynie
tipsy. Moje paznokcie są brzydkie i poorane, a blaszka paznokciowa
nietypowo mała. Potem uciekałam w telewizję i internet. Nigdy
nie piłam alkoholu i nie paliłam papierosów, zawsze wydawały mi
się one nie pasujące do mnie. Jednak w miarę upadku do zera mojej
samoakceptacji, zaczęły roznąć moje problemy. Brak zrozumienia
dla siebie, spowodował, że zaczęłam się odchudzać. Mało
wymierne rezultaty, skierowały mnie ku sobie, ku własnej osobie.
Zachowanie rodziców, problemy osobiste i zdrowotne, a także, jednak
brak rówieśniczej akceptacji i zaistnienia w oczach swoich męskich
rówieśników, wywierał na mnie ogromny wpływ. Na mnie i na to kim
byłam. Do zwykłej diety i ćwiczeń ruchowych dorzuciłam wymioty i
Furosemid. Waga drgnęła, do dołu, ojciec jak miał to w zwyczaju,
krzyczał na mnie bez powodu, ponadto, zdarzało się mu wielokrotnie
podnieść na mnie rękę. Moja rodzina nie jest patologiczna, a
każdy, kto patrzy na Nas z boku, widzi obraz rodziny idealnej. Nic z
tego obrazu nie zostaje, gdy zajrzy się do jego wnętrza. Moi
rodzice przez dwójkę moich najlepszych przyjaciół, są oceniani
tylko jednym przymiotnikiem, dziwni. Nigdy mnie nie wspierali,
starali się, jedynie wywołać presję. Presję, która miała
spowodować, że będę lepsza w szkole, zacznę na siebie zarabiać,
że będę lepsza we wszystkim od innych. Zapomnieli, że będzie się
to tyczyło także mojej samoakceptacji. Chciałam być co raz
lepsza. Nie starałam się w tym znaleźć złotego środka. Raczej,
odnajdywałam jedynie dążenie do doskonałości za wszelką cenę i
zabijanie samej siebie, poprzez narzucanie sobie, co raz to wyższych
do osiągnięcia schematów. Myślałam, wówczas że, jeśli osiągnę
tą, niemożliwą, co w chwili obecnej wiem, doskonałość i zostanę
ideałem opiekunów, to oni mnie choć raz przytulą. Nie przytulali,
jedyne co dostawałam to bury, za złamanie w jakikolwiek sposób
czegokolwiek. Jaskrawy przykład daje historia o regulowaniu mi
dostępu do picia. Co działo się od zawsze. Zazwyczaj kiedy
pragnęłam się więcej napić niż szklankę, ojciec bardzo mocno
mnie karcił, doszło do tego, że ukrywałam, kupowane przez siebie,
butelki wody i piłam nocami. Od tego również zaczęły się
kłamstwa i działania zmierzające, do ukrycia tego co robię.
Najpierw obejmowały same picie, w tej chwili, rodzice nic zupełnie
o mnie nie wiedzą, i nie zamierzam ich w żaden sposób uświadamiać.
Uważam zresztą że, nie są do tego uprawnieni. Mając 18 lat,
wyprowadziłam się z domu, i od tego czasu, praktycznie rzecz
ujmując, odwiedzam ich tylko, gdy mam potrzeby finansowe, którym
nie potrafię sama podołać. Matka wydziela mi pieniądze, nawet
wówczas, gdy wie, że z powodu choroby nie mogę pracować. Nie
żądam od nich wysokich sum, a jedynie takie, które pozwolą mi
pokryć koszty abonamentu telefonicznego raz na miesiąc, resztę
wydatków całkowicie pokrywam ja. I tak uważam, że nie powinni
wchodzić w moje życie, bo przestali się już dawno mną
interesować. ...
wtorek, 8 maja 2012
Rozdział III- Odrzucenie
9. Nadal nie było mnie w domu. Pomyślałam, że coś mnie trafi. Korki do centrum, ale z centrum o tej porze. Nielogiczne. Siedziałam jak na szpilkach. W domu czekały na mnie leki, które powinnam była wziąć już ponad godzinę wcześniej. Jeszcze wtedy żyłam w pełnym przeświadczeniu, że brak rygorystycznego przestrzegania zalecanych godzin skończy się dla mnie co najmniej marnie. Więc zawsze starałam się być w tej czynności punktualna. Tym razem los chciał, że wychodząc w pośpiechu z domu, nie wzięłam porannej dawki tabletek ze sobą. Dlatego musiałam od Niego tak szybko wyjść. Wtedy opuszczając pokój, czułam niedosyt. Chciałam zostać, ale uciekłam jak Kopciuszek. Zostawiając jedynie list. Nie wiem jakby potoczyła się dalej moja historia, gdyby nie zamknięcie za sobą drzwi hotelowego pokoju. Śpieszyłam się. Wiedziałam, że już jestem spóźniona. Bezpieczeństwo, które dał mi On, mnie opuściło, teraz pozostawał tylko strach przed uciekającym czasem. I myśli. Wtedy jeszcze w głowie roiło mi się, że on do mnie zadzwoni. Że będzie się starał. Teraz wiem ,że było to głupie. Satysfakcję z tej nocy najwidoczniej czerpałam tylko ja. On, najprawdopodobniej chciał zapomnieć. Leżał z nagą kobietą i nie wykorzystał tego. Czasem nawet potem, zastanawiałam się, jaką wersję wydarzeń usłyszał jego najlepszy przyjaciel. Nigdy, potem, o to nie pytałam. Dotarłam do domu, by zaraz potem zacząć zbierać swoje rzeczy i udać się na uczelnię. Z powrotem stałam, zmęczona zarwaną nocą, pośród ciepło ubranych ludzi. W głowie było już cicho. Żadna myśl nie splamiła, wtedy wyrazu mojej twarzy. To zmęczenie uciszyło wszystko wokół. I ludzi i mnie, wsłuchiwałam się w bicie serca z głową opartą, o zwieszone ramię, ręki, którą trzymałam się górnej poręczy starego Ikarusa. Nic się nie zmieniło, jak codzień podążałam do szkoły. Potem nie myślałam już o niczym, jedynie, pod pozorem uwagi, drzemałam na krzesło-biurku, których to pełno na Uniwerku.
sobota, 5 maja 2012
Rozdział II- Głos dziewczyny z sąsiedztwa.
Moja koleżanka właśnie siedzi w knajpie na szantach. Pisze do mnie sms-y, jednoznacznie wskazuje to, na pewnego rodzaju samotność. Być może, brak jej towarzysza imprezy, być może kogoś, do kogo w danej chwili, mogłaby się przytulić. Spogląda na wokalistę, Podobno ładny. Nie wiem, nie widzę, nic w nim ładnego. Kwestia kobiecego gustu. Do każdej z nas trafia inny, piękny. De gustibus est non disputandum. Podobno, wykrzyczała, że chce sprzedać starego. Model czteroletni, śmigany. Uczęszcza do pracy w garniturze, leń, nieogarnięty. Podobno, jednak dobrze na nim jeździ. Cokolwiek by, to nie znaczyło.Próbowała go wymienić, na konkretny model, ale właścicielka tamtego zdążyła go wysłać do używanego sklepiku, a więc sztuka mojej koleżanki zaraz trafi do męskiego lumpeksu, i poczeka na lepsze czasy i nową właścicielkę. A sama ona, wybierze się, po odwieszony dla niej z boku, model. Podobno, lekko używany. Na perełki, niektóre z nas, potrafią czekać długo. W końcu, większość trafia do szmateksu, szczególnie, jeśli są sprani, czy mało sprawni. Ci najbardziej zużyci, trafiają na złom, i stołują się za odpowiednią odpłatnością, gdyż za darmo, żadna ich nie tknie, u prostytutek. Co po niektórzy, bardziej obeznani w damskim światku, bronią się rękami i nogami, by do second-handu, nie trafić. Owszem czasem, są wyceniani, jak lepsze ciuchy na wieszakach, czasem, któraś, złapie lepszą sztukę szybciej, czasem czeka już na nich nowa właścicielka. To się najczęściej nazywa handlem aukcyjnym, bądź wymianą, jeśli jedna poleca swojego, drugiej, ponieważ dba o to, często z czystej sympatii, by delikwent nie pozostał sam, na dłużej. Wynika, to z naszego, wrodzonego, instynktu macierzyńskiego . Społeczeństwo dobrze wie, że to kobieta decyduje. Przecież, to my jesteśmy szyją, która kręci głową, rodzaju męskiego.
Pani Współautorko, przeczytałam Twój post. Jestem zaskoczona. Piszesz, że się jeszcze z niego nie wyleczyłaś. Niedobrze. Zajmij się kimś innym. Odeślij tamtego na rzeczony złom. Ciągle mówisz, że Cię skrzywdził, a Ty tak dobrze o nim piszesz. Zresztą Twoje życie. Ja chyba nigdy nie byłam zakochana. Tak do końca. A Ciebie najwyraźniej dobrze kopnęło. Po raz pierwszy, jednak, dajesz mi do końca wniknąć w tą historię. Co ja o tym wszystkim sądzę... Powinnaś sobie dać spokój, RAZ NA ZAWSZE z tym Panem. Ale najwyraźniej lubisz cierpieć. Mhym... Jesteś masochistką, i choć bardzo Cię lubię, nie mogę przejść koło tego obojętnie. Baby. Dlaczego my, jak się zakochamy to na całego ? Zastanawiam się. Również, staram się zrozumie, dlaczego jesteśmy naiwne i łatwowierne. A potem nawet mało inteligentny facet potrafi wykorzystać mądrą i oczytaną kobietę. Może Drogie Panie, wreszcie zewrzyjmy szyki i postawmy się mężczyznom. Tak, ale wśród nas są słodkie idiotki, które wolą leżeć na hamaku, malować paznokcie i popijać drinki z palemką, jak animowana Fiona. Ale, Droga Współautorko, Ty taka nie jesteś. Wiem dobrze. Pracujesz, uczysz się, prowadzisz w jakiś tam sposób swój dom i swoje życie. I co ?! Serce nadal boli... Niezrozumiałe jest to dla mnie. Ty i miłość. Weź się w garść. Psiapsióło.
Pani Współautorko, przeczytałam Twój post. Jestem zaskoczona. Piszesz, że się jeszcze z niego nie wyleczyłaś. Niedobrze. Zajmij się kimś innym. Odeślij tamtego na rzeczony złom. Ciągle mówisz, że Cię skrzywdził, a Ty tak dobrze o nim piszesz. Zresztą Twoje życie. Ja chyba nigdy nie byłam zakochana. Tak do końca. A Ciebie najwyraźniej dobrze kopnęło. Po raz pierwszy, jednak, dajesz mi do końca wniknąć w tą historię. Co ja o tym wszystkim sądzę... Powinnaś sobie dać spokój, RAZ NA ZAWSZE z tym Panem. Ale najwyraźniej lubisz cierpieć. Mhym... Jesteś masochistką, i choć bardzo Cię lubię, nie mogę przejść koło tego obojętnie. Baby. Dlaczego my, jak się zakochamy to na całego ? Zastanawiam się. Również, staram się zrozumie, dlaczego jesteśmy naiwne i łatwowierne. A potem nawet mało inteligentny facet potrafi wykorzystać mądrą i oczytaną kobietę. Może Drogie Panie, wreszcie zewrzyjmy szyki i postawmy się mężczyznom. Tak, ale wśród nas są słodkie idiotki, które wolą leżeć na hamaku, malować paznokcie i popijać drinki z palemką, jak animowana Fiona. Ale, Droga Współautorko, Ty taka nie jesteś. Wiem dobrze. Pracujesz, uczysz się, prowadzisz w jakiś tam sposób swój dom i swoje życie. I co ?! Serce nadal boli... Niezrozumiałe jest to dla mnie. Ty i miłość. Weź się w garść. Psiapsióło.
czwartek, 5 kwietnia 2012
Rozdział I- Miłość
Miłość, trudne słowo, kiedyś powiedziałam do kogoś Kocham Cię, powiem, Ci drogi Czytelniku, że ja nadal kocham tego człowieka. Po upływie tylu dni, godzin, minut, miesięcy, lat. Nadal Go kocham. Czy miłość istnieje ? Nie, nie istnieje. Dysonans ? Ciekawe, najpierw idiotka pisze, ze go kocha, a zaraz potem pisze, że miłość nie istnieje. Taka prawda, drogi Czytelniku. Utwierdził mnie w tym przekonaniu człowiek, którego kocham. Spotkaliśmy się dawno temu, jednak tego wieczoru, który mnie całkowicie zmienił nie zapomnę do końca.
Było to pod koniec zimy anno domini nie pamiętam, nie było już zimno, ale miałam na sobie brązowe futro z norek i kozaki, więc z pewnością, nie czułam się komfortowo. Wczesny wieczór, gdzieś koło warszawskiego Nowego Światu. Palmę pokrywał jeszcze śnieg, a oczy samochodów, rozświetlały otoczenie, tak jak i witryna Sephory wypełniona pisankami i króliczkami wielkanocnymi, poprzeplatanymi najrozmaitszymi kartonami z perfumami. Mogłabym napisać umówieni byliśmy na dziesiątą, ale było znacznie wcześniej. Znałam go już, dzwonił do mnie często, pewnie już wtedy się zakochałam ale to co miało nastąpić potem pokazał dopiero ten wieczór. Było to nasze pierwsze spotkanie. Ludzie przemieszczali się w tą i z powrotem po chodniku. Szczelnie otulona futrem czekałam na niego tuż pod witryną sklepu. Nadszedł. Wiem dokładnie jak wyglądał. Miał na sobie cienką pikowaną granatową kurtkę i klasyczne granatowe spodnie w kancik. Pomyślałam sobie wtedy... uch, jednak na zdjęciach był bardziej atrakcyjny. Biorąc mnie za rękę i zapytał-Cześć, jak się masz... tak zdecydowanie to ty, nic się nie zmieniłaś, odkąd fotograf robił Ci zdjecia, dlaczego kłamałaś, że z pewnością się zmieniłaś... ? Nic nie odparłam, tylko szelmowsko się uśmiechnęłam. Nie miał racji, od momentu robienia tamtych zdjęć znacząco spadłam na wadze, ale o tym jednak wiedziałam tylko ja. -Cześć to gdzie idziemy ? zapytałam. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem i zaproponował -Sfinx ? Otworzyłam szeroko oczy, przecież wspominałam, że nie jadam w fast foodach... Pomyślałam ok, -Dobra, może być Sfinx odpowiedziałam z lekko skrzywioną miną. Spojrzał na mnie z diabelskim wyrazem twarzy. -To co idziemy ? Lekko się ociągając ruszyłam, z miejsca, by go dogonić. Wyrównałam krok, powiedział... -Żartowałem, choć tutaj, to fajne miejsce. Nie przepuścił mnie w drzwiach, pomyślałam, co to to nie, i się wepchałam przed niego. Nigdy tak nie miałam, ale w tym momencie poczułam, że chcę być pierwsza. Weszliśmy do knajpki za szklanymi drzwiami. Byłam tu pierwszy raz, ale klimat od razu mi się spodobał. Ceglane ściany, a na nich szkice. Nieznanych mi postaci, wszystkie do kupienia, szybko otuliło mnie ciepło i półmrok miejsca, gwar ioraz zapach cygar zmieszany z zapachem alkoholu. Co to za miejsce- pomyślałam, pomimo niepokojącego zapachu, jest przyjazne. Chce tu być... Przywitano nas od drzwi. Pan w szatni, objął mnie wzrokiem i z szerokim uśmiechem powiedział : Lubimy takich dobrych klientów jak Państwo. Uśmiechnęłam się krzywo, po czym oddałam swoje futro do jego rąk. Powiedział- Chodź, wybierzemy, jakieś fajne miejsce i usiedliśmy na wysepce, gdzie stały kremowe kanapy i stolik. Byłam trochę zmieszana sytuacją, w tej chwili nie wiem dlaczego, czułam jednocześnie przyjazną atmosferę miejsca i brak komfortu. Zostałam w koszuli i szarej ołówkowej spódnicy, którą miałam na sobie. Masz dla mnie to co obiecałaś ?- zapytał. Przepraszam, zapomniałam- i schyliłam się do swojej czarnej torebki, -ale mam coś lepszego- odpowiedziałam pokazując mu szpilki, które pachniały nowością, bo kupiłam je w dniu spotkania. Uśmiechnął się -Ładne. Ale dlaczego nie przyniosłaś ramki ze swoim zdjęciem, prosiłem.... Z miną zbitego psa, odpowiedziałam, że zapomniałam i bardzo go za to przepraszam. -Dobrze, już dobrze, jednak jesteś roztrzepana, tak jak mówiłaś, ale ładnie dzisiaj wyglądasz. Dziękuję- powiedziałam w patrząc w dół jak grzeczna, nieśmiała dziewczynka. To czego się napijesz ?- Nie wiem, z pewnością czegoś bezalkoholowego. -Dobrze, przepraszam, czy mogę poprosić kartę ?-odparł i za sekundę wręczył mi ją do ręki, mówiąc -Wybieraj i obejmując wzrokiem całość menu. Powiedziałam szybko do kelnera... -Poproszę Virgin Mojito. -Musi pani sobie wybrać coś innego, podajemy Mojito tylko z alkoholem. Ogarnęłam kartę napoi wzrokiem. Mhym- pomyślałam,- Mają tu same koktajle na bazie mleka, a ja jestem uczulona na laktozę, spojrzałam szybko jeszcze raz... -Przepraszam, a może macie państwo coś co nie zawiera mleka i alkoholu...-Proszę spojrzeć na pierwszą pozycję. -A tak poproszę. Zamykając kartę. Spytał- Na pewno nie chcesz czegoś jeszcze? -Nie, dziękuję-odpowiedziałam nieśmiale. To poprosimy, to co Pani zamówiła ponadto sok porzeczkowy, dwanaście próbówek... Jakie pan poleca ? -Nie wiem, to Pana wybór-odpowiedział kelner. -Zatem poproszę chilli, dwie różane, jakie jeszcze są? -Polecam waniliową i pieprzową- dobrze więc poprosimy jeszcze dwie waniliowe i dwie pieprzowe a i dwie kokosowe. Plus herbatę, ale koniecznie mocną czarną, na pewno nie chcesz nic więcej? -zwrócił się do mnie. Nieśmiało odpowiedziałam.- Nie, dziękuję. Na razie starczy mi to. -Dobrze zatem dziękujemy.
***
Wróciliśmy do rozmowy, raczej on mówił, ja słuchałam, widziałam jak patrzy się w moje oczy, coś mu nie pasowało. Do tej pory nie wiem co. Przyglądał mi się dość przenikliwie, ręce trzymał na szklanym stoliku w ciemno-stalowej oprawie. To od nich zaczęłam swoją szczegółową inwigilację tego człowieka. -Powiedziałaś, że studiujesz na europeistyce ...tak? -Tak, zgadza się, na Uniwersytecie. Odpowiedziałam. -Bardzo ciekawe, wiesz, mówiłem Ci chyba, że zajmuję się tym zawodowo? Zapytał. -Wspominałeś. Pamiętam, powiedział mi to któregoś razu przy którejś naszej nocnej rozmowie. Poznaliśmy się w listopadzie, przegadaliśmy ze sobą kilkanaście godzin. Kilka nocy, przy telefonie. Ani jedno, ani drugie zdawało się nie chcieć przerywać tych rozmów, które trwały od północy do rana. Najczęściej słyszeliśmy się w święta Bożego Narodzenia. Fascynował mnie. Z pewnością. Rozmawiając z nim chodziłam po całym domu, raz siedziałam z nogami opartymi o ścianę na łóżku, raz z nogami rzuconymi na biurko w gabinecie rodziców. Oni nie wiedzieli z kim konwersuję całe noce. Raz tylko mama śmiała mnie zapytać- Kto to jest ? -Przyjaciel ze Stanów, to on do mnie dzwoni, a dlatego rozmawiamy w nocy, bo oni w dzień mają za darmo dzwonienie do Polski. Odpowiedziałam. Zdała się w to uwierzyć. Kontynuowałam o tamtej pory rozmowy z Nim, bez znaków zapytania w oczach moich rodziców. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich zainteresowaniach, pasjach, życiu, o tym co robił danego dnia, byliśmy razem. Co noc. Śmialiśmy się, plotkowaliśmy, po prostu milczeliśmy. Nie zapomnę tego czasu... Czym się konkretnie zajmujesz?- Powiedziałem Ci handlem europejskim. Logistyka, papiery, prawo, cła, głupoty...Zaczął opowiadać o sobie po raz kolejny. Kelner przyniósł nasze zamówienie przed nosem, na białej, kwadratowej serwetce z papieru postawił mi przed nosem kwaśną wodę z pływającym w środku ogórkiem i kostkami lodu. Na środku szklanego stołu postawił kratkę z próbówkami chemicznymi, w których znajdowała się kolorowa wódka, zamówiona wcześniej przez Niego. Z lewej strony stolika na przeciwko mnie postawił dużą szklankę soku porzeczkowego oraz spodek z białą małą filiżanką, pełną parującej jeszcze wody, obok której leżała esencja herbaty Lipton i połówka plasterka cytryny. Czy potrzebuje pan cukru?-spytał kelner. Nie dziękuję-odpowiedział. Powie Mi pan proszę, które wódki to które kolory ? -spytał. Wie pan co...Pamiętam że czarna to pieprzowa, brązowa jasna lub ciemna to imbir albo chilli, różowa to oczywiście różana, a reszty musi pan próbować. Spojrzał się na kelnera z kwaśną miną. Dziękuję, spróbujemy. Zwracając się do mnie -Chcesz to próbuj... Nie dziękuję, nie piję alkoholu. -z uśmiechem wyszeptałam. Spojrzał na mnie i szelmowsko się uśmiechnął- Nie krępuj się proszę...stanowczo odpowiedziałam to samo. Ok-powiedział. Jak nie to nie. Proponowałem i zaczął od pieprzowej. Skrzywił się i robiąc błazeńską minę powiedział Mocne, nie spodziewałem się, pali rurę...- Zaczęłam się śmiać. Myślę, że rozbawiło mnie stwierdzenie pali rurę, szczerze nie spodziewałam się go po człowieku, którego słuchałam i którego zobaczyłam paręnaście minut przedtem, pierwszy raz na oczy.
***
Uświadomiłam sobie jak mógł wyglądać rozmawiając ze mną nocami o głupotach. Tym razem też był przemęczony. Widziałam. Siorpałam swoją ogórkową wodę podczas gdy on próbował coraz to nowych smaków wódek, mhym.... Po raz kolejny zapytał czy nie miałabym ochoty... Znów patrząc w dół z lekkim zakłopotaniem odparłam, że dziękuję serdecznie. Kelner !- niegrzecznie zawołał. Czy mógłbym prosić jeszcze raz to samo dla tej pani ?- Tak, oczywiście już podaję.- rosły mężczyzna zakręcił się wokół własnej osi, by pójść do baru po koleją porcję kwaśnej wody z ogórkiem. Wieczór upływał. Gości w barze przybywało i ubywało. My rozmawialiśmy o socjologi, ekonomi, dyplomacji, polityce... opowiadaliśmy o sobie. Przyglądał mi się uważnie. Z biegiem czasu, zaczęłam się coraz bardziej otwierać, by w końcu przejąć prym w prowadzeniu rozmowy. Stołki barowe zaczęły pustoszeć, jedynie jeden nieszczęśliwiec siorpał burbon z kwadratowej szklaneczki. Czas zleciał. Była druga. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy... to co robimy ? Nie wiem-odpowiedziałam. Wiesz co... -powiedział po cichu.- Zażartujmy z tego gościa. Tylko niczemu się nie dziw i przytakuj. Kiwnęłam głową na zgodę. Przepraszam, czy możemy tu pana prosić ?- Zapytał. Wskazany kelner szybko do nas podszedł. Poproszę rachunek...- Dobrze nie ma problemu- odparł kelner i chciał szybko odejść od naszego stolika, gdy on zapytał. Przepraszam, mam jeszcze jedno małe pytanie... Chciałbym urządzić w tej knajpie imprezkę dla 30 osób. Ale jest mały problem, otóż to są inwestorzy z Niemiec, którzy są lekko, wie Pan, pojebani...-kelner spojrzał się na mnie z pytającym wyrazem twarzy, a ja tylko kiwając głową przytaknęłam i się uśmiechnęłam. Otóż, wie Pan, to starzy neonaziści, oni dobrze się bawią tylko wtedy kiedy są przebrani w mundury z epoki. A konkretnie mundury SS. -Kelner spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania i z wyrazem zakłopotania w oczach, a ja zaczęłam opowiadać o tych fikcyjnych inwestorach-Tak wie Pan, Ci ludzie, to oczywiste że są inni, ale to dobry deal dla nas, i jeśli oni się tu będą dobrze bawić to z pewnością podpiszą z nami umowy, a wtedy my oczywiście całkowicie i dobrze was dodatkowo za udostępnienie miejsca wynagrodzimy. I wie Pan, zaczął przerywając mi On- Problem tkwi w tym, że my nie chcemy zamykać knajpy i urządzać imprezki vipowskiej, bo ich to nie bawi, ich bawią te przebieranki, jedynie wtedy, gdy siedzą wśród innych gości, normalnych.
***
Była 3 w nocy zostaliśmy sami, kelner szybciutko zabrał kasę I rachunek. Pan zrobi nam zlewkę z tego co zostało na stojaku do jednej małej buteleczki-Powiedział do kelnera. Dobra- odpowiedział kelner, i za chwilę pojawił się z małą buteleczką czegoś, co przypominało wodę o kolorze mętnej kupy. Spojrzałam na niego. Zostaw to jak to wygląda. Nie dość masz już picia na dzisiaj ? Zapytałam. Wiesz co Panie kelnerze, pan to wyleje, a przyniesie nam Pan wódkę różaną w tej butelce. Kelner zakręcił się dookoła własnej osi i pobiegł do kuchni po chwili zjawiając się z buteleczką po wodzie 330 ml, Kropli Beskidu, pełną różanej wódki. Wziął to zachłannie. Spojrzał na mnie przenikliwie, w jego oczach widać było lekkie upojenie alkoholowe. -Co robimy ? -Może pójdziemy do teatru ? Kina?- zapytałam naiwnie, robiąc dziwne, kocie oczy. Dobra, choć, bo widzę że ty się nie zdecydujesz, a kina i teatry o tej porze są zamknięte... Ok, przejdźmy się -odparłam.- Noc była zimna. Bardzo, i on zaczął się kulić, w tej swojej cienkiej pikowanej granatowej kurtce. Doszliśmy do ronda De Gauilla, spojrzał na mnie...Wyszeptał : Chodź, pokażę Ci fajne miejsce. Był świadomy tego co robi. Widziałam.Poszliśmy wzdłuż Alej Jerozolimskich w kierunku Centrum. Zatrzymaliśmy się przy Aldo Outlet by mógł wypłacić pieniądze. Spojrzałam na niego, w głowie pojawiło mi się pytanie... po co to robi. Ok, to wiesz co, nie będę cię już odwoził do domu, tylko położymy się spać, w jakimś pobliskim hotelu.- Powiedział. Dobrze wiedziałam, że w takim stanie nie wsiądzie do samochodu. Jakby wsiadł to ja bym z nim nie wsiadła, życie było mi jeszcze miłe. Doczłapaliśmy się do Rotundy. To co do którego hotelu idziemy? Wzruszyłam ramionami. Zaczęło do mnie docierać co robię. Ale nie chciałam przestać. Coś pchało mnie, żebym z nim poszła.Poszłam. Pierwszy hotel, Olimpic. Dobry Wieczór Pani, powiedział, Chciałbym pokój. Dobry wieczór, spojrzała na nas zza lady kobieta po pięćdziesiątce z tlenionymi na bardzo jasny blond włosami. Czy pani aby na pewno jest pełnoletnia ? Zwróciła się do mnie. Spojrzałam na nią z nienawiścią w oczach, sama nie wiem dlaczego, otworzyłam torebkę i rzuciłam jej chamsko dowód na ladę. Powiedział- Co to panią obchodzi. Zabierz to- zwracając się do mnie. Wiesz co... Chodź.- Złożę na Panią skargę. Dobranoc, krzyknął i wyszliśmy. Trafiliśmy do Polonia Palace. Tuż obok, ładny front. W środku niczego sobie. Dobry wieczór, powiedział, do pana który wydawał się być bardzo zmęczony, chcielibyśmy pokój. Nie ma problemu zapraszam. - Odpowiedział. Dał nam kluczyk i pojechaliśmy na górę.
***
Pokój byl malutki. Miał małą łazienkę, a rama łóżka z jednej strony dotykająca ściany, zdawała się tworzyć jedynie wąskie przejście, między biurkiem, a lóżkiem. Ciemne, być może, wiśniowe meble, oraz jasne wykończenie wnętrza, zdawały się tworzyć elegancki, przytulny klimat, w blasku lampy, z trapezowym kloszem. Na podłodze leżała, jasna, gruba wykładzina, sprawiała, że pokój wydawał się być bardziej gościnny. Podałam mu w milczeniu swoje futerko. Przewiesił je przez oparcie półokrągłego, pokrytego kremową skórą, fotela. Na nie rzucil swoją kurtkę. Usiadłam na skraju łóżka, oparłam nogi na wykładzinie, i delektowałam się, otaczającym mnie ciepłem. Stanął obok barku, schylił się, sięgnął po sok pomarańczowy, stojący, w małej obudowanej drewnianą szafką, lodówce. Nalał sobie trochę, do kwadratowej szklanki, która stała obok małego, srebrnego telewizora, na tacy pośród serwetek. Na ścianie na przeciwko lóżka szkliło sie lustro. Tuż obok wejścia, było następne. Chyba, myślę teraz, tworzący hotelowe pokoje, pomyśleli o egocentrykach. Smerfach próżniakach, którzy, kochają swoje odbicie. Otworzył butelkę, z różaną wódką, którą, przygotował jeszcze w restauracji dla nas kelner. Chciał sobie trochę dolać, do schłodzonego soku pomarańczowego. Spojrzałam na niego z przekąsem. Chyba Ci starczy ?! Zapytałam wrednie. Mruknął coś pod nosem, skierował wzrok w moją stronę, uśmiechnął się i dolał sobie kropelkę różanej wódki. Postawił na swoim. Pomyślałam. Napił się łyka. Spojrzał na mnie, wziął szklankę i zapytał : Chcesz ? Odpowiedziałam, Nie nie piję alkoholu, już Ci mówiłam, nie mam ochoty. Usiadł koło mnie. Ogranął wzrokiem, całą moją osobę, siedziałam, jak Sierotka Marysia. Ładnie wyglądasz, szepnął. Uśmiechnęlam się. Sprawił mi radość. Dziękuję, ale proszę, więcej nie pij. Spojrzał na mnie, łykną jeszcze odrobinę dziwnego drinka i odstawił to co zostało w szklance na tacę z serwetkami. Położyłam się na plecach. Miałam dość siedzenia, ze zwieszonymi nogami. Spojrzal na mnie, i też się położył na boku. Zaczeliśmy gadać. O tematach już wcześniej poruszanych, w knajpie. W knajpie, a jeszcze wcześniej przez telefon. Intensywnie się mi przyglądal. Postanowil zmienić miejsce. Polożył się tuż obok mnie, nie zaprotestowałam. Podobało mi się to. Przytulił się mocno i powiedział szeptem, chodż się umyć. Spojrzał na niego i odpowiedizałam, nie wiem jak ty, ale ja się dzisiejszego wieczoru już myłam, i nie czuję przykrego zapachu. Spojrzał na mnie, mocno wtulił glowę w moją szyję, i powiedział Tak ładnie, pachniesz, intensywnie. Hypnotic Poison Diora, pozwalało przełamać wszelkie bariery. Uwielbiam ten zapach, za jego ciężkość i intensywność. Odwrócilam się do niego. Powiedział ok, to ja na chwilę pójdę do łazienki. Poszedl. Po tej reakcji,widzialam, że jego stan upojenia alkoholowego nie przekroczył wszelkich granic. Pewna siebie rozpiełam trzy pierwsze guziczki od koszuli. tak, by dokładnie widać bylo mój czarny koronkowy biustonosz lekko modelujący moje piersi. Wrócił. Leżałam na boku, podpierając głowę lewą ręką. Ustawiłam ciało tak, by moje piersi były jak najlepiej wyeksponowane. Czułam się zadzwiająco pewnie. Kusiłam go. Po raz pierwszy w życiu kusiłam faceta. Miałam pełną świadomość tego co robię. Spojrzał prosto w dekolt. Mruknął coś, i uśmiechnął się z przekąsem. Położył się koło mnie. Został w samych bokserkach. Patrząc na nie, uśmiechnęłam się w myśli. Białe. W jakiś dziecięcy wzór. Pomyślałam ochyda. Ale, nie skomentowałam tego głośno. Lepiej bylo by, gdyby został bez. Ale może, zaczął się zastanawiać co robi?. Sama nie wiem.
***
Stwierdziłam, głośno, że nie czuję się komfortowo, bo leżałam i opierałam się tym razem na prawej ręce, która, była w owym czasie, lekko uszkodzona, więc ciężar głowy, zdawał się być dla mnie, po pewnym czasie, nie do zniesienia. Poszedł na drugą stronę łóżka. Poleżał chwilę, w milczeniu ze wzrokiem wpatrzonym w biały sufit pokoju. Za oknem słychać było przejeżdżającą karetkę, i ruch centrum Warszawy. Szary mrok spowił, zlodowaciałą jeszcze, ziemię. Nie było już tak ciemno. Być, może to światła miasta sprawiały, iż zimna, ciemna noc, zrobiła, się jakby, bardziej biała. Odwróciłam się znów twarzą do Niego. Odwrócił się do mnie, i zaczął mi się przyglądać intensywnie, przekrwionymi, zmęczonymi oczami. Znów wstał, i położył się tuż przy mnie, a ja znów, musiałam przybrać pozę, która wymuszała we mnie, położenie głowy, na bolącą prawą rękę, podniosłam się, zdjęłam koszulę i spódnicę, które wylądowały na podłodze, z Jego strony łóżka. Co ja robię ?-Zapytałam siebie w myśli. Czy ja jestem normalna? Leży ze mną facet, którego prawie nie znam, a ja się rozbieram.- Zaraz jednak do głowy, zaczęły przypływać, mi, bardziej pozytywne, myśli. Coś mnie do niego ciągnęło. Spojrzałam na niego, zza ramienia, przyjrzał mi się intensywnie, i powiedział- Pasuje, Ci ta bielizna, koronkowa... mhym... lubię czarną koronkową bieliznę.- W tym momencie, to stwierdzenie, wydało mi się co najmniej denne. Takie nie pasujące, do tego człowieka, którego znałam z rozmów. Mało dojrzałe ? Sama nie wiem. Ponownie wtulił głowę, w moją szyję, zagłębiając nos w obojczyki, tak, że jego włosy dotykały mojej twarzy, były przeniknięte zapachem dymu i alkoholu, podobnie, jak moje ubrania. Zapewne, i ja sama. Poleżał, przez chwilę, i sądząc pewnie, że nic nie wskóra, dzisiejszego wieczoru, skrzywił się, i przemieścił na swoją połowę łóżka, przechodząc, nade mną. Trochę, się tego przestraszyłam. Być może, pomyślałam, że zaraz mnie nadepnie. Jako, że lekko zakiwał się, wykonując ten ruch. Położył się na plecach, i zamknął oczy, wysuwając swoje ramię tak, bym mogła oprzeć, na nim głowę, co szybciutko, zrobiłam. Przyciągnął mnie do siebie i ułożył na boku. Poczułam się bezpiecznie. Po raz pierwszy, doznałam tego uczucia. Przytuliłam się mocno, i zaczęłam ściągać mu te ohydne bokserki. Otworzył oczy, spojrzał na mnie z wyrazem, jednocześnie zakłopotania i zdziwienia w oczach, ale z zadowoleniem na twarzy. Nie tego się spodziewał. Jego bielizna wylądowała pomiędzy moimi ubraniami na podłodze. Leżał z zamkniętymi oczami i delektował się chwilą przyjemności. Za parę minut, leżałam tuż koło Niego. Z głową na jego ramieniu, a on spał. Przykryłam Nas, jasną kołdrą. Spojrzałam jeszcze raz na pokój, lampa ciągle się paliła. A przez okno, dostawał się coraz większy gwar uliczny. Mrok, zaczął zamieniać się w dzień. Zamknęłam oczy, wydawało mi się, że zasnęłam. To nie była prawda. Spojrzałam na niego, moja, głowa ciągle wyparta na jego ramieniu, zdawała się być lżejsza. Byłam już, trochę mniej przytulona do niego. Skierowałam wzrok, na telewizor. 5.30. Delikatnie podniosłam głowę z jego ramienia, nie obudził się. Nie chciałam go budzić. Ubrałam się w ciepły sweterek, który miałam pod futrem tamtego wieczoru. Zostałam w bieliźnie i rozpinanym brązowym sweterku. Podniosłam się. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Przekrwione, podkrążone oczy i szara skóra. Rozmazany lekko makijaż oraz ułożone nadal włosy, sprawiały, że mój obraz przybrał karykaturalny wyraz. Wzięłam filiżankę, ze srebrnej tacy, która nadal, leżała tak samo jak wieczorem, przy srebrnym telewizorze, na srebrnej tacce, przykrytej białą serwetką. W Jego dziwnym drinku, pływała muszka owocówka. Uśmiechnęłam się. Włączyłam czajnik elektryczny, znajdujący się w korytarzu pokoju, nalawszy uprzednio do niego wody. Wzięłam esencję herbaty, włożyłam do filiżanki, w czasie, kiedy gotowała się woda, obmyłam w łazience twarz i siebie. Czajnik, delikatnym pyknięciem, obwieścił, że mogę zalewać torebeczkę Liptona. Usiadłam z filiżanką i spodeczkiem w rękach na parapecie. Wyjrzałam przez okno. Gwar uliczny, zaczął być nieznośny. Nastał dzień, parująca herbata, pobudzała mój organizm do życia. Odwróciłam się w stronę łóżka. On nadal spał. Zmienił jedynie pozycję, a ręka na której, byłam wyparta, opadła. Rozkopał się, leżał nagi. Prawdopodobnie zrobiłam minę dobrotliwej mamy, i podeszłam by go przykryć. Wróciłam do swojej herbaty. Dokończyłam ją pić. Obmyłam filiżankę i spodek w łazience. Odstawiłam z powrotem na srebrną tacę. Zaczęłam się ubierać. Ubrana, usiadłam przy hotelowym biurku, i napisałam do Niego list, że nie chcę Go budzić, ale muszę wyjść, bo w pracy czekają na mnie obowiązki, a na zegarku była już 7.30. Chciałam się jeszcze dostać do domu, by dokładnie umyć i zmienić ubranie, które, obecnie wyraźnie pachniało stęchniętym zapachem cygar, alkoholu, potu i perfum. Dodałam jeszcze, że było świetnie, i nie chcę, żeby nasza znajomość się tak skończyła. List był długi, wyrażał moje odczucia i dokładnie podkreśloną chęć kontynuowania Naszej znajomości. W czasie przyszłym. Delikatnie podeszłam do jego strony łóżka. Pocałowałam Go w policzek, nie obudził się. List położyłam na Jego szafce nocnej, i przykryłam strony Jego komórką, tak, by na pewno, nie ominął stron, które mu zostawiłam. Spakowałam perfumy które, przechylając się, widocznie, jeszcze wieczorem, w minimalnym stopniu, wylały się na jego spodnie. Pomyślałam będziesz mnie czuł, przez cały dzień, pokój zresztą, też wyraźnie wypełnił się zapachem Hipnotycznej Trucizny. Założyłam futro i wyszłam. Drzwi, jednak nie zdążyły się do końca zatrzasnąć, gdy wróciłam do pokoju, by, jeszcze raz sprawdzić czy niczego nie zostawiłam. Ogarnęłam wzrokiem pokój, raz jeszcze, nic, wszystko spakowałam, pomyślałam. Miałam już wychodzić, gdy On się obudził. Spojrzał na mnie wzrokiem, z miną zbitego psa. Co robisz?- zapytał głośno. Wychodzę, muszę- odpowiedziałam. Spojrzał na mnie krzywo, ze smutną miną, i powiedział- Ale myślałem, że zjemy razem śniadanie- Muszę...- odpowiedziałam ciszej, spojrzawszy na niego, uśmiechnęłam się raz jeszcze. Ale.-Powiedziałam cicho, zostawiam, Ci tam list, na szafeczce, przeczytaj. Wskazałam ręką na Jego szafkę nocną. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Mruknął coś pod nosem, odwrócił się w stronę swojej szafeczki, ze smutną miną. Spojrzał szybko na nią. I zamknął oczy. Wyszłam. Nie czułam się, już tak radosna, jak, wtedy kiedy wstałam. Wychodząc z hotelu, postawiłam kołnierz futra, gdyż przeraźliwy chłód, wstrząsnął mną. Prawdopodobnie było to odczucie zmęczenia i realnego zimna, które wypełniało atmosferę centrum. Które już od dobrych dwóch godzin, tętniło pełnią życia. Szare niebo, zdawało się przygniatać ziemię. Spadł śnieg. Stałam w autobusie i myślałam co się zdarzyło tamtej nocy... jak to dalej będzie...
Było to pod koniec zimy anno domini nie pamiętam, nie było już zimno, ale miałam na sobie brązowe futro z norek i kozaki, więc z pewnością, nie czułam się komfortowo. Wczesny wieczór, gdzieś koło warszawskiego Nowego Światu. Palmę pokrywał jeszcze śnieg, a oczy samochodów, rozświetlały otoczenie, tak jak i witryna Sephory wypełniona pisankami i króliczkami wielkanocnymi, poprzeplatanymi najrozmaitszymi kartonami z perfumami. Mogłabym napisać umówieni byliśmy na dziesiątą, ale było znacznie wcześniej. Znałam go już, dzwonił do mnie często, pewnie już wtedy się zakochałam ale to co miało nastąpić potem pokazał dopiero ten wieczór. Było to nasze pierwsze spotkanie. Ludzie przemieszczali się w tą i z powrotem po chodniku. Szczelnie otulona futrem czekałam na niego tuż pod witryną sklepu. Nadszedł. Wiem dokładnie jak wyglądał. Miał na sobie cienką pikowaną granatową kurtkę i klasyczne granatowe spodnie w kancik. Pomyślałam sobie wtedy... uch, jednak na zdjęciach był bardziej atrakcyjny. Biorąc mnie za rękę i zapytał-Cześć, jak się masz... tak zdecydowanie to ty, nic się nie zmieniłaś, odkąd fotograf robił Ci zdjecia, dlaczego kłamałaś, że z pewnością się zmieniłaś... ? Nic nie odparłam, tylko szelmowsko się uśmiechnęłam. Nie miał racji, od momentu robienia tamtych zdjęć znacząco spadłam na wadze, ale o tym jednak wiedziałam tylko ja. -Cześć to gdzie idziemy ? zapytałam. Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem i zaproponował -Sfinx ? Otworzyłam szeroko oczy, przecież wspominałam, że nie jadam w fast foodach... Pomyślałam ok, -Dobra, może być Sfinx odpowiedziałam z lekko skrzywioną miną. Spojrzał na mnie z diabelskim wyrazem twarzy. -To co idziemy ? Lekko się ociągając ruszyłam, z miejsca, by go dogonić. Wyrównałam krok, powiedział... -Żartowałem, choć tutaj, to fajne miejsce. Nie przepuścił mnie w drzwiach, pomyślałam, co to to nie, i się wepchałam przed niego. Nigdy tak nie miałam, ale w tym momencie poczułam, że chcę być pierwsza. Weszliśmy do knajpki za szklanymi drzwiami. Byłam tu pierwszy raz, ale klimat od razu mi się spodobał. Ceglane ściany, a na nich szkice. Nieznanych mi postaci, wszystkie do kupienia, szybko otuliło mnie ciepło i półmrok miejsca, gwar ioraz zapach cygar zmieszany z zapachem alkoholu. Co to za miejsce- pomyślałam, pomimo niepokojącego zapachu, jest przyjazne. Chce tu być... Przywitano nas od drzwi. Pan w szatni, objął mnie wzrokiem i z szerokim uśmiechem powiedział : Lubimy takich dobrych klientów jak Państwo. Uśmiechnęłam się krzywo, po czym oddałam swoje futro do jego rąk. Powiedział- Chodź, wybierzemy, jakieś fajne miejsce i usiedliśmy na wysepce, gdzie stały kremowe kanapy i stolik. Byłam trochę zmieszana sytuacją, w tej chwili nie wiem dlaczego, czułam jednocześnie przyjazną atmosferę miejsca i brak komfortu. Zostałam w koszuli i szarej ołówkowej spódnicy, którą miałam na sobie. Masz dla mnie to co obiecałaś ?- zapytał. Przepraszam, zapomniałam- i schyliłam się do swojej czarnej torebki, -ale mam coś lepszego- odpowiedziałam pokazując mu szpilki, które pachniały nowością, bo kupiłam je w dniu spotkania. Uśmiechnął się -Ładne. Ale dlaczego nie przyniosłaś ramki ze swoim zdjęciem, prosiłem.... Z miną zbitego psa, odpowiedziałam, że zapomniałam i bardzo go za to przepraszam. -Dobrze, już dobrze, jednak jesteś roztrzepana, tak jak mówiłaś, ale ładnie dzisiaj wyglądasz. Dziękuję- powiedziałam w patrząc w dół jak grzeczna, nieśmiała dziewczynka. To czego się napijesz ?- Nie wiem, z pewnością czegoś bezalkoholowego. -Dobrze, przepraszam, czy mogę poprosić kartę ?-odparł i za sekundę wręczył mi ją do ręki, mówiąc -Wybieraj i obejmując wzrokiem całość menu. Powiedziałam szybko do kelnera... -Poproszę Virgin Mojito. -Musi pani sobie wybrać coś innego, podajemy Mojito tylko z alkoholem. Ogarnęłam kartę napoi wzrokiem. Mhym- pomyślałam,- Mają tu same koktajle na bazie mleka, a ja jestem uczulona na laktozę, spojrzałam szybko jeszcze raz... -Przepraszam, a może macie państwo coś co nie zawiera mleka i alkoholu...-Proszę spojrzeć na pierwszą pozycję. -A tak poproszę. Zamykając kartę. Spytał- Na pewno nie chcesz czegoś jeszcze? -Nie, dziękuję-odpowiedziałam nieśmiale. To poprosimy, to co Pani zamówiła ponadto sok porzeczkowy, dwanaście próbówek... Jakie pan poleca ? -Nie wiem, to Pana wybór-odpowiedział kelner. -Zatem poproszę chilli, dwie różane, jakie jeszcze są? -Polecam waniliową i pieprzową- dobrze więc poprosimy jeszcze dwie waniliowe i dwie pieprzowe a i dwie kokosowe. Plus herbatę, ale koniecznie mocną czarną, na pewno nie chcesz nic więcej? -zwrócił się do mnie. Nieśmiało odpowiedziałam.- Nie, dziękuję. Na razie starczy mi to. -Dobrze zatem dziękujemy.
***
Wróciliśmy do rozmowy, raczej on mówił, ja słuchałam, widziałam jak patrzy się w moje oczy, coś mu nie pasowało. Do tej pory nie wiem co. Przyglądał mi się dość przenikliwie, ręce trzymał na szklanym stoliku w ciemno-stalowej oprawie. To od nich zaczęłam swoją szczegółową inwigilację tego człowieka. -Powiedziałaś, że studiujesz na europeistyce ...tak? -Tak, zgadza się, na Uniwersytecie. Odpowiedziałam. -Bardzo ciekawe, wiesz, mówiłem Ci chyba, że zajmuję się tym zawodowo? Zapytał. -Wspominałeś. Pamiętam, powiedział mi to któregoś razu przy którejś naszej nocnej rozmowie. Poznaliśmy się w listopadzie, przegadaliśmy ze sobą kilkanaście godzin. Kilka nocy, przy telefonie. Ani jedno, ani drugie zdawało się nie chcieć przerywać tych rozmów, które trwały od północy do rana. Najczęściej słyszeliśmy się w święta Bożego Narodzenia. Fascynował mnie. Z pewnością. Rozmawiając z nim chodziłam po całym domu, raz siedziałam z nogami opartymi o ścianę na łóżku, raz z nogami rzuconymi na biurko w gabinecie rodziców. Oni nie wiedzieli z kim konwersuję całe noce. Raz tylko mama śmiała mnie zapytać- Kto to jest ? -Przyjaciel ze Stanów, to on do mnie dzwoni, a dlatego rozmawiamy w nocy, bo oni w dzień mają za darmo dzwonienie do Polski. Odpowiedziałam. Zdała się w to uwierzyć. Kontynuowałam o tamtej pory rozmowy z Nim, bez znaków zapytania w oczach moich rodziców. Opowiadał mi o swojej pracy, o swoich zainteresowaniach, pasjach, życiu, o tym co robił danego dnia, byliśmy razem. Co noc. Śmialiśmy się, plotkowaliśmy, po prostu milczeliśmy. Nie zapomnę tego czasu... Czym się konkretnie zajmujesz?- Powiedziałem Ci handlem europejskim. Logistyka, papiery, prawo, cła, głupoty...Zaczął opowiadać o sobie po raz kolejny. Kelner przyniósł nasze zamówienie przed nosem, na białej, kwadratowej serwetce z papieru postawił mi przed nosem kwaśną wodę z pływającym w środku ogórkiem i kostkami lodu. Na środku szklanego stołu postawił kratkę z próbówkami chemicznymi, w których znajdowała się kolorowa wódka, zamówiona wcześniej przez Niego. Z lewej strony stolika na przeciwko mnie postawił dużą szklankę soku porzeczkowego oraz spodek z białą małą filiżanką, pełną parującej jeszcze wody, obok której leżała esencja herbaty Lipton i połówka plasterka cytryny. Czy potrzebuje pan cukru?-spytał kelner. Nie dziękuję-odpowiedział. Powie Mi pan proszę, które wódki to które kolory ? -spytał. Wie pan co...Pamiętam że czarna to pieprzowa, brązowa jasna lub ciemna to imbir albo chilli, różowa to oczywiście różana, a reszty musi pan próbować. Spojrzał się na kelnera z kwaśną miną. Dziękuję, spróbujemy. Zwracając się do mnie -Chcesz to próbuj... Nie dziękuję, nie piję alkoholu. -z uśmiechem wyszeptałam. Spojrzał na mnie i szelmowsko się uśmiechnął- Nie krępuj się proszę...stanowczo odpowiedziałam to samo. Ok-powiedział. Jak nie to nie. Proponowałem i zaczął od pieprzowej. Skrzywił się i robiąc błazeńską minę powiedział Mocne, nie spodziewałem się, pali rurę...- Zaczęłam się śmiać. Myślę, że rozbawiło mnie stwierdzenie pali rurę, szczerze nie spodziewałam się go po człowieku, którego słuchałam i którego zobaczyłam paręnaście minut przedtem, pierwszy raz na oczy.
***
Uświadomiłam sobie jak mógł wyglądać rozmawiając ze mną nocami o głupotach. Tym razem też był przemęczony. Widziałam. Siorpałam swoją ogórkową wodę podczas gdy on próbował coraz to nowych smaków wódek, mhym.... Po raz kolejny zapytał czy nie miałabym ochoty... Znów patrząc w dół z lekkim zakłopotaniem odparłam, że dziękuję serdecznie. Kelner !- niegrzecznie zawołał. Czy mógłbym prosić jeszcze raz to samo dla tej pani ?- Tak, oczywiście już podaję.- rosły mężczyzna zakręcił się wokół własnej osi, by pójść do baru po koleją porcję kwaśnej wody z ogórkiem. Wieczór upływał. Gości w barze przybywało i ubywało. My rozmawialiśmy o socjologi, ekonomi, dyplomacji, polityce... opowiadaliśmy o sobie. Przyglądał mi się uważnie. Z biegiem czasu, zaczęłam się coraz bardziej otwierać, by w końcu przejąć prym w prowadzeniu rozmowy. Stołki barowe zaczęły pustoszeć, jedynie jeden nieszczęśliwiec siorpał burbon z kwadratowej szklaneczki. Czas zleciał. Była druga. Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy... to co robimy ? Nie wiem-odpowiedziałam. Wiesz co... -powiedział po cichu.- Zażartujmy z tego gościa. Tylko niczemu się nie dziw i przytakuj. Kiwnęłam głową na zgodę. Przepraszam, czy możemy tu pana prosić ?- Zapytał. Wskazany kelner szybko do nas podszedł. Poproszę rachunek...- Dobrze nie ma problemu- odparł kelner i chciał szybko odejść od naszego stolika, gdy on zapytał. Przepraszam, mam jeszcze jedno małe pytanie... Chciałbym urządzić w tej knajpie imprezkę dla 30 osób. Ale jest mały problem, otóż to są inwestorzy z Niemiec, którzy są lekko, wie Pan, pojebani...-kelner spojrzał się na mnie z pytającym wyrazem twarzy, a ja tylko kiwając głową przytaknęłam i się uśmiechnęłam. Otóż, wie Pan, to starzy neonaziści, oni dobrze się bawią tylko wtedy kiedy są przebrani w mundury z epoki. A konkretnie mundury SS. -Kelner spojrzał na mnie z wielkim znakiem zapytania i z wyrazem zakłopotania w oczach, a ja zaczęłam opowiadać o tych fikcyjnych inwestorach-Tak wie Pan, Ci ludzie, to oczywiste że są inni, ale to dobry deal dla nas, i jeśli oni się tu będą dobrze bawić to z pewnością podpiszą z nami umowy, a wtedy my oczywiście całkowicie i dobrze was dodatkowo za udostępnienie miejsca wynagrodzimy. I wie Pan, zaczął przerywając mi On- Problem tkwi w tym, że my nie chcemy zamykać knajpy i urządzać imprezki vipowskiej, bo ich to nie bawi, ich bawią te przebieranki, jedynie wtedy, gdy siedzą wśród innych gości, normalnych.
***
Była 3 w nocy zostaliśmy sami, kelner szybciutko zabrał kasę I rachunek. Pan zrobi nam zlewkę z tego co zostało na stojaku do jednej małej buteleczki-Powiedział do kelnera. Dobra- odpowiedział kelner, i za chwilę pojawił się z małą buteleczką czegoś, co przypominało wodę o kolorze mętnej kupy. Spojrzałam na niego. Zostaw to jak to wygląda. Nie dość masz już picia na dzisiaj ? Zapytałam. Wiesz co Panie kelnerze, pan to wyleje, a przyniesie nam Pan wódkę różaną w tej butelce. Kelner zakręcił się dookoła własnej osi i pobiegł do kuchni po chwili zjawiając się z buteleczką po wodzie 330 ml, Kropli Beskidu, pełną różanej wódki. Wziął to zachłannie. Spojrzał na mnie przenikliwie, w jego oczach widać było lekkie upojenie alkoholowe. -Co robimy ? -Może pójdziemy do teatru ? Kina?- zapytałam naiwnie, robiąc dziwne, kocie oczy. Dobra, choć, bo widzę że ty się nie zdecydujesz, a kina i teatry o tej porze są zamknięte... Ok, przejdźmy się -odparłam.- Noc była zimna. Bardzo, i on zaczął się kulić, w tej swojej cienkiej pikowanej granatowej kurtce. Doszliśmy do ronda De Gauilla, spojrzał na mnie...Wyszeptał : Chodź, pokażę Ci fajne miejsce. Był świadomy tego co robi. Widziałam.Poszliśmy wzdłuż Alej Jerozolimskich w kierunku Centrum. Zatrzymaliśmy się przy Aldo Outlet by mógł wypłacić pieniądze. Spojrzałam na niego, w głowie pojawiło mi się pytanie... po co to robi. Ok, to wiesz co, nie będę cię już odwoził do domu, tylko położymy się spać, w jakimś pobliskim hotelu.- Powiedział. Dobrze wiedziałam, że w takim stanie nie wsiądzie do samochodu. Jakby wsiadł to ja bym z nim nie wsiadła, życie było mi jeszcze miłe. Doczłapaliśmy się do Rotundy. To co do którego hotelu idziemy? Wzruszyłam ramionami. Zaczęło do mnie docierać co robię. Ale nie chciałam przestać. Coś pchało mnie, żebym z nim poszła.Poszłam. Pierwszy hotel, Olimpic. Dobry Wieczór Pani, powiedział, Chciałbym pokój. Dobry wieczór, spojrzała na nas zza lady kobieta po pięćdziesiątce z tlenionymi na bardzo jasny blond włosami. Czy pani aby na pewno jest pełnoletnia ? Zwróciła się do mnie. Spojrzałam na nią z nienawiścią w oczach, sama nie wiem dlaczego, otworzyłam torebkę i rzuciłam jej chamsko dowód na ladę. Powiedział- Co to panią obchodzi. Zabierz to- zwracając się do mnie. Wiesz co... Chodź.- Złożę na Panią skargę. Dobranoc, krzyknął i wyszliśmy. Trafiliśmy do Polonia Palace. Tuż obok, ładny front. W środku niczego sobie. Dobry wieczór, powiedział, do pana który wydawał się być bardzo zmęczony, chcielibyśmy pokój. Nie ma problemu zapraszam. - Odpowiedział. Dał nam kluczyk i pojechaliśmy na górę.
***
Pokój byl malutki. Miał małą łazienkę, a rama łóżka z jednej strony dotykająca ściany, zdawała się tworzyć jedynie wąskie przejście, między biurkiem, a lóżkiem. Ciemne, być może, wiśniowe meble, oraz jasne wykończenie wnętrza, zdawały się tworzyć elegancki, przytulny klimat, w blasku lampy, z trapezowym kloszem. Na podłodze leżała, jasna, gruba wykładzina, sprawiała, że pokój wydawał się być bardziej gościnny. Podałam mu w milczeniu swoje futerko. Przewiesił je przez oparcie półokrągłego, pokrytego kremową skórą, fotela. Na nie rzucil swoją kurtkę. Usiadłam na skraju łóżka, oparłam nogi na wykładzinie, i delektowałam się, otaczającym mnie ciepłem. Stanął obok barku, schylił się, sięgnął po sok pomarańczowy, stojący, w małej obudowanej drewnianą szafką, lodówce. Nalał sobie trochę, do kwadratowej szklanki, która stała obok małego, srebrnego telewizora, na tacy pośród serwetek. Na ścianie na przeciwko lóżka szkliło sie lustro. Tuż obok wejścia, było następne. Chyba, myślę teraz, tworzący hotelowe pokoje, pomyśleli o egocentrykach. Smerfach próżniakach, którzy, kochają swoje odbicie. Otworzył butelkę, z różaną wódką, którą, przygotował jeszcze w restauracji dla nas kelner. Chciał sobie trochę dolać, do schłodzonego soku pomarańczowego. Spojrzałam na niego z przekąsem. Chyba Ci starczy ?! Zapytałam wrednie. Mruknął coś pod nosem, skierował wzrok w moją stronę, uśmiechnął się i dolał sobie kropelkę różanej wódki. Postawił na swoim. Pomyślałam. Napił się łyka. Spojrzał na mnie, wziął szklankę i zapytał : Chcesz ? Odpowiedziałam, Nie nie piję alkoholu, już Ci mówiłam, nie mam ochoty. Usiadł koło mnie. Ogranął wzrokiem, całą moją osobę, siedziałam, jak Sierotka Marysia. Ładnie wyglądasz, szepnął. Uśmiechnęlam się. Sprawił mi radość. Dziękuję, ale proszę, więcej nie pij. Spojrzał na mnie, łykną jeszcze odrobinę dziwnego drinka i odstawił to co zostało w szklance na tacę z serwetkami. Położyłam się na plecach. Miałam dość siedzenia, ze zwieszonymi nogami. Spojrzal na mnie, i też się położył na boku. Zaczeliśmy gadać. O tematach już wcześniej poruszanych, w knajpie. W knajpie, a jeszcze wcześniej przez telefon. Intensywnie się mi przyglądal. Postanowil zmienić miejsce. Polożył się tuż obok mnie, nie zaprotestowałam. Podobało mi się to. Przytulił się mocno i powiedział szeptem, chodż się umyć. Spojrzał na niego i odpowiedizałam, nie wiem jak ty, ale ja się dzisiejszego wieczoru już myłam, i nie czuję przykrego zapachu. Spojrzał na mnie, mocno wtulił glowę w moją szyję, i powiedział Tak ładnie, pachniesz, intensywnie. Hypnotic Poison Diora, pozwalało przełamać wszelkie bariery. Uwielbiam ten zapach, za jego ciężkość i intensywność. Odwrócilam się do niego. Powiedział ok, to ja na chwilę pójdę do łazienki. Poszedl. Po tej reakcji,widzialam, że jego stan upojenia alkoholowego nie przekroczył wszelkich granic. Pewna siebie rozpiełam trzy pierwsze guziczki od koszuli. tak, by dokładnie widać bylo mój czarny koronkowy biustonosz lekko modelujący moje piersi. Wrócił. Leżałam na boku, podpierając głowę lewą ręką. Ustawiłam ciało tak, by moje piersi były jak najlepiej wyeksponowane. Czułam się zadzwiająco pewnie. Kusiłam go. Po raz pierwszy w życiu kusiłam faceta. Miałam pełną świadomość tego co robię. Spojrzał prosto w dekolt. Mruknął coś, i uśmiechnął się z przekąsem. Położył się koło mnie. Został w samych bokserkach. Patrząc na nie, uśmiechnęłam się w myśli. Białe. W jakiś dziecięcy wzór. Pomyślałam ochyda. Ale, nie skomentowałam tego głośno. Lepiej bylo by, gdyby został bez. Ale może, zaczął się zastanawiać co robi?. Sama nie wiem.
***
Stwierdziłam, głośno, że nie czuję się komfortowo, bo leżałam i opierałam się tym razem na prawej ręce, która, była w owym czasie, lekko uszkodzona, więc ciężar głowy, zdawał się być dla mnie, po pewnym czasie, nie do zniesienia. Poszedł na drugą stronę łóżka. Poleżał chwilę, w milczeniu ze wzrokiem wpatrzonym w biały sufit pokoju. Za oknem słychać było przejeżdżającą karetkę, i ruch centrum Warszawy. Szary mrok spowił, zlodowaciałą jeszcze, ziemię. Nie było już tak ciemno. Być, może to światła miasta sprawiały, iż zimna, ciemna noc, zrobiła, się jakby, bardziej biała. Odwróciłam się znów twarzą do Niego. Odwrócił się do mnie, i zaczął mi się przyglądać intensywnie, przekrwionymi, zmęczonymi oczami. Znów wstał, i położył się tuż przy mnie, a ja znów, musiałam przybrać pozę, która wymuszała we mnie, położenie głowy, na bolącą prawą rękę, podniosłam się, zdjęłam koszulę i spódnicę, które wylądowały na podłodze, z Jego strony łóżka. Co ja robię ?-Zapytałam siebie w myśli. Czy ja jestem normalna? Leży ze mną facet, którego prawie nie znam, a ja się rozbieram.- Zaraz jednak do głowy, zaczęły przypływać, mi, bardziej pozytywne, myśli. Coś mnie do niego ciągnęło. Spojrzałam na niego, zza ramienia, przyjrzał mi się intensywnie, i powiedział- Pasuje, Ci ta bielizna, koronkowa... mhym... lubię czarną koronkową bieliznę.- W tym momencie, to stwierdzenie, wydało mi się co najmniej denne. Takie nie pasujące, do tego człowieka, którego znałam z rozmów. Mało dojrzałe ? Sama nie wiem. Ponownie wtulił głowę, w moją szyję, zagłębiając nos w obojczyki, tak, że jego włosy dotykały mojej twarzy, były przeniknięte zapachem dymu i alkoholu, podobnie, jak moje ubrania. Zapewne, i ja sama. Poleżał, przez chwilę, i sądząc pewnie, że nic nie wskóra, dzisiejszego wieczoru, skrzywił się, i przemieścił na swoją połowę łóżka, przechodząc, nade mną. Trochę, się tego przestraszyłam. Być może, pomyślałam, że zaraz mnie nadepnie. Jako, że lekko zakiwał się, wykonując ten ruch. Położył się na plecach, i zamknął oczy, wysuwając swoje ramię tak, bym mogła oprzeć, na nim głowę, co szybciutko, zrobiłam. Przyciągnął mnie do siebie i ułożył na boku. Poczułam się bezpiecznie. Po raz pierwszy, doznałam tego uczucia. Przytuliłam się mocno, i zaczęłam ściągać mu te ohydne bokserki. Otworzył oczy, spojrzał na mnie z wyrazem, jednocześnie zakłopotania i zdziwienia w oczach, ale z zadowoleniem na twarzy. Nie tego się spodziewał. Jego bielizna wylądowała pomiędzy moimi ubraniami na podłodze. Leżał z zamkniętymi oczami i delektował się chwilą przyjemności. Za parę minut, leżałam tuż koło Niego. Z głową na jego ramieniu, a on spał. Przykryłam Nas, jasną kołdrą. Spojrzałam jeszcze raz na pokój, lampa ciągle się paliła. A przez okno, dostawał się coraz większy gwar uliczny. Mrok, zaczął zamieniać się w dzień. Zamknęłam oczy, wydawało mi się, że zasnęłam. To nie była prawda. Spojrzałam na niego, moja, głowa ciągle wyparta na jego ramieniu, zdawała się być lżejsza. Byłam już, trochę mniej przytulona do niego. Skierowałam wzrok, na telewizor. 5.30. Delikatnie podniosłam głowę z jego ramienia, nie obudził się. Nie chciałam go budzić. Ubrałam się w ciepły sweterek, który miałam pod futrem tamtego wieczoru. Zostałam w bieliźnie i rozpinanym brązowym sweterku. Podniosłam się. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Przekrwione, podkrążone oczy i szara skóra. Rozmazany lekko makijaż oraz ułożone nadal włosy, sprawiały, że mój obraz przybrał karykaturalny wyraz. Wzięłam filiżankę, ze srebrnej tacy, która nadal, leżała tak samo jak wieczorem, przy srebrnym telewizorze, na srebrnej tacce, przykrytej białą serwetką. W Jego dziwnym drinku, pływała muszka owocówka. Uśmiechnęłam się. Włączyłam czajnik elektryczny, znajdujący się w korytarzu pokoju, nalawszy uprzednio do niego wody. Wzięłam esencję herbaty, włożyłam do filiżanki, w czasie, kiedy gotowała się woda, obmyłam w łazience twarz i siebie. Czajnik, delikatnym pyknięciem, obwieścił, że mogę zalewać torebeczkę Liptona. Usiadłam z filiżanką i spodeczkiem w rękach na parapecie. Wyjrzałam przez okno. Gwar uliczny, zaczął być nieznośny. Nastał dzień, parująca herbata, pobudzała mój organizm do życia. Odwróciłam się w stronę łóżka. On nadal spał. Zmienił jedynie pozycję, a ręka na której, byłam wyparta, opadła. Rozkopał się, leżał nagi. Prawdopodobnie zrobiłam minę dobrotliwej mamy, i podeszłam by go przykryć. Wróciłam do swojej herbaty. Dokończyłam ją pić. Obmyłam filiżankę i spodek w łazience. Odstawiłam z powrotem na srebrną tacę. Zaczęłam się ubierać. Ubrana, usiadłam przy hotelowym biurku, i napisałam do Niego list, że nie chcę Go budzić, ale muszę wyjść, bo w pracy czekają na mnie obowiązki, a na zegarku była już 7.30. Chciałam się jeszcze dostać do domu, by dokładnie umyć i zmienić ubranie, które, obecnie wyraźnie pachniało stęchniętym zapachem cygar, alkoholu, potu i perfum. Dodałam jeszcze, że było świetnie, i nie chcę, żeby nasza znajomość się tak skończyła. List był długi, wyrażał moje odczucia i dokładnie podkreśloną chęć kontynuowania Naszej znajomości. W czasie przyszłym. Delikatnie podeszłam do jego strony łóżka. Pocałowałam Go w policzek, nie obudził się. List położyłam na Jego szafce nocnej, i przykryłam strony Jego komórką, tak, by na pewno, nie ominął stron, które mu zostawiłam. Spakowałam perfumy które, przechylając się, widocznie, jeszcze wieczorem, w minimalnym stopniu, wylały się na jego spodnie. Pomyślałam będziesz mnie czuł, przez cały dzień, pokój zresztą, też wyraźnie wypełnił się zapachem Hipnotycznej Trucizny. Założyłam futro i wyszłam. Drzwi, jednak nie zdążyły się do końca zatrzasnąć, gdy wróciłam do pokoju, by, jeszcze raz sprawdzić czy niczego nie zostawiłam. Ogarnęłam wzrokiem pokój, raz jeszcze, nic, wszystko spakowałam, pomyślałam. Miałam już wychodzić, gdy On się obudził. Spojrzał na mnie wzrokiem, z miną zbitego psa. Co robisz?- zapytał głośno. Wychodzę, muszę- odpowiedziałam. Spojrzał na mnie krzywo, ze smutną miną, i powiedział- Ale myślałem, że zjemy razem śniadanie- Muszę...- odpowiedziałam ciszej, spojrzawszy na niego, uśmiechnęłam się raz jeszcze. Ale.-Powiedziałam cicho, zostawiam, Ci tam list, na szafeczce, przeczytaj. Wskazałam ręką na Jego szafkę nocną. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Mruknął coś pod nosem, odwrócił się w stronę swojej szafeczki, ze smutną miną. Spojrzał szybko na nią. I zamknął oczy. Wyszłam. Nie czułam się, już tak radosna, jak, wtedy kiedy wstałam. Wychodząc z hotelu, postawiłam kołnierz futra, gdyż przeraźliwy chłód, wstrząsnął mną. Prawdopodobnie było to odczucie zmęczenia i realnego zimna, które wypełniało atmosferę centrum. Które już od dobrych dwóch godzin, tętniło pełnią życia. Szare niebo, zdawało się przygniatać ziemię. Spadł śnieg. Stałam w autobusie i myślałam co się zdarzyło tamtej nocy... jak to dalej będzie...
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Wstęp- Jak to jest ?
Inna. Istnieję na tej stronie internetowej, pewnie, jeśli chciałbyś drogi Czytelniku to byś mnie znalazł. Nic więcej jednak nie podpowiem. Dlaczego postanowiłam się tam znaleźć, trudne pytanie. Trudne i za razem bardzo łatwe. Bardzo. Byłam na Gumtree, na Sympatii, w poszukiwaniu miłości nie udało się więc spróbowałam tam. Jakie to miejsce w dniu dzisiejszym, pewnie jest już ok. pół roku pobytu tam, spotkałam się z wieloma facetami z tamtego portalu. I powiem, Ci szczerze drogi Czytelniku.... faceci istniejący tam to w większości osoby, które poszukują dziewczyny do łóżka. Jaskrawy przykład nasuwa mi się z dzisiejszego dnia. Umówiłam się z pewnym człowiekiem, którego nick, wskazuje na to że jest miłośnikiem cielesnych przygód, jednakże taki nick wskazuje również na inne zamiłowania, głównie do przyjemności, a przyjemność nie oznacza tylko i wyłącznie seksu, tak, mi jako osobie,w miarę, inteligentnej się wydaje. Pan Przyjemniaczek, zaprosił mnie do swojego samochodu. Spytał wprost, czego poszukuję, sponsora, przyjaciela ?Kochanka, dobrej zabawy, ja odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że człowieka, z którym będę się dobrze bawić Dobra zabawa, ogólna odpowiedź, na wiele pytań, miałam mu powiedzieć, że szukam męża... ciekawe. Nie powiedziałam szukam dobrej zabawy, czekając na to co odpowie... Zaproponował mi łóżko. Phy. To jaskrawy przykład tego, jakich tam można spotkać Panów. Eh. Nie oczekuję od nikogo, żeby był inny, niż jest na prawdę, potem jeszcze dodał to co jedźmy gdzieś do hotelu, najlepiej dalej stąd, bo tutaj mieszka moja dziewczyna... Oh... pięknie. Pomyślałam Ok, i zabrałam rzeczy, mówiąc mu ja tu poczekam a ty jedź i załatwiaj sprawy i się zmyłam. Dlaczego powiedz mi faceci, którzy mają pieniądze myślą, że można każdego kupić ? Dlaczego powiedz Mi drogi Czytelniku... myślą tylko o seksie ? A może to nie tylko tacy faceci, a wszyscy w dzisiejszym świecie, się nawzajem zdradzamy, nie jesteśmy ze sobą szczerzy ? Jak myślisz ? Sama się zastanawiam. Ja w dzisiejszym świecie szukam tylko i wyłącznie miłości. Niczego więcej, ale każdy którego spotkałam na swojej drodze oczekiwał ode mnie tylko seksu. Ale to już na następnych stronach mojego opowiadania, w którym to retrospektywnie cofnę się do swoich początków.
A tu jakże ciekawy i trafny post, blogującej dziewczyny na temat Nas Samych Czyli Kobiet
BRAWO Pani Ewo, dziękuję za te słowa, ważne dla Każdej z Nas.
Artykuł Bloggerki do przeczytania :)
A tu jakże ciekawy i trafny post, blogującej dziewczyny na temat Nas Samych Czyli Kobiet
BRAWO Pani Ewo, dziękuję za te słowa, ważne dla Każdej z Nas.
Artykuł Bloggerki do przeczytania :)
poniedziałek, 26 marca 2012
Wszyscy moi faceci.
Jest godzina 12.18. Zdecydowałam się po głębokim namyśle zacząć prowadzić tą stronę internetową. Bloga.
Ciekawe, ktoś powiedział mi że mam lekkie pióro, inny ktoś stwierdził, że namolna grafomanka ze mnie. Nie wiem, Drogi Czytelniku, kim jestem. Wiem jedno, na stronach mojego internetowego pamiętnika, chciałabym przedstawić siebie. Swoje dni, tygodnie, miesiące,lata. Ludzi, których spotkałam na swojej drodze i to jak zmienili oni moje nastawienie do własnej osoby. Jaka jestem? Mój obraz z pewnością wyłoni, Ci, się kiedyś z moich postów. To co przeżyłam zostawiam do Twojej swobodnej oceny, Drogi czytelniku.
It's 12.18 p.m. After some long thinking, I decided to start with this web site. Blog. Interesting, Someone told me that I had ultra nice style of writing, on the other hand, other guy told that I was the fucking type of graphomaniac. Really, I don't know, who exactly Am I. I know only one thing, that, on that pages, I would like to show You, my Dear Reader, who I really am. My days, weeks, months, years. People, who I have met on my way, and how they change my attitude towards life. How am I ? The picture of mine, for sure, You will be able to find from my short or longer posts. What did I come through, I leave to Your own comment and rank, My Dear Reader.
Ciekawe, ktoś powiedział mi że mam lekkie pióro, inny ktoś stwierdził, że namolna grafomanka ze mnie. Nie wiem, Drogi Czytelniku, kim jestem. Wiem jedno, na stronach mojego internetowego pamiętnika, chciałabym przedstawić siebie. Swoje dni, tygodnie, miesiące,lata. Ludzi, których spotkałam na swojej drodze i to jak zmienili oni moje nastawienie do własnej osoby. Jaka jestem? Mój obraz z pewnością wyłoni, Ci, się kiedyś z moich postów. To co przeżyłam zostawiam do Twojej swobodnej oceny, Drogi czytelniku.
It's 12.18 p.m. After some long thinking, I decided to start with this web site. Blog. Interesting, Someone told me that I had ultra nice style of writing, on the other hand, other guy told that I was the fucking type of graphomaniac. Really, I don't know, who exactly Am I. I know only one thing, that, on that pages, I would like to show You, my Dear Reader, who I really am. My days, weeks, months, years. People, who I have met on my way, and how they change my attitude towards life. How am I ? The picture of mine, for sure, You will be able to find from my short or longer posts. What did I come through, I leave to Your own comment and rank, My Dear Reader.
Subskrybuj:
Posty (Atom)