sobota, 12 maja 2012

Rozdział V- Muzyka i środki lokomocji

Muzyka, każdy pokazał mi w niej coś wspaniałego, coś czego sama dotąd nie odkryłam.
Tę artystkę wprowadził do mojej głowy człowiek, którego darzę głębszym uczuciem.

Kolejny zespół, pokazał mi kolega mojego ojca, i sprawił że się utopiłam się w ich utworach. Stało się to, pewnego pięknego dnia, zeszłorocznego lata. Temperatura przekraczała trzydzieści stopni. Upał zdawał się zalewać otaczający mnie krajobraz. Przyschnięte od słońca trawniki, podkreślały saunę, jaką tworzyła pogoda. Spękana ziemia, warszawski kurz, i ciężkie, przedburzowe powietrze, sprawiały, że nie mogłam oddychać. Wyszłam z ostatniego egzaminu. Zdałam. Dusiłam się w granatowym garniturze i białej bluzce. Ciągnęłam za sobą czarną, małą walizkę, wypełnioną aktami, komputerem. Całość trochę ważyła. Oblał mnie zimny pot. Stanęłam i usiadłam na trawniku. Nie czułam się dobrze. Wyciągnęłam wodę, zdjęłam garnitur i polałam się nią. Zmokła kura. Wzięłam głęboki oddech i wstałam. Założyłam marynarkę. Mój makijaż rozmył się już, przed egzaminem, więc nie przejmowałam się jak wyglądałam w tamtej chwili. Mijałam na chodniku słabych i zmęczonych od upału przechodni. Jedni wędrowali w moją stronę inni w przeciwną. Obraz twarzy wszystkich, wydawał się wyrażać zmęczenie.Dotarłam do najbliższego przystanku. Podjechał autobus. Pełny. Po otwarciu się drzwi, tłum wypadł na ulicę. Pani tam nie wsiada- usłyszałam. Dlaczego?- Czy chce pani przeżyć ? Sauna nie z tej ziemi.- powiedział jeden z wysiadających pasażerów. Tak, tak, sam jedzie w klimatyzowanym pomieszczeniu, a my to co... ziemniaki... -przytaknął drugi. Widocznie moja twarz dostatecznie wyrażała moje złe samopoczucie. Starsza babka, wracająca z zakupów, wytargała zielone torby ekologiczne i postawiła je nieopodal wyjścia z autobusu na chodniku. Pani nie jedzie. Tam jest chyba ze sto stopni, nie da się oddychać. Ugotować się idzie.-Chrząknęła. Spojrzałam na nich, z wyrazem współczucia w oczach. Wszyscy różowi, spoceni, wymęczeni jazdą. Raz kozie śmierć, wsiadam. Autobus, nie opustoszał za bardzo. Wtargałam walizkę przez próg, nowego czerwono-żółtego Mana. Objęłam wzrokiem wnętrze w poszukiwaniu miejsca, wszystkie zajęte. Przebiłam się do okna. Spróbowałam je otworzyć. Nic z tego. Na wyświetlaczu górnym wyświetliła się informacja : Autobus klimatyzowany. Proszę nie otwierać okien. Phy... i tak są zablokowane-pomyślałam. Gorące powietrze objęło moją głowę, zrobiło mi się niedobrze. Zdjęłam marynarkę i przewiesiłam ją przez rączkę walizki. Sama przysiadłam na jej komorze. Autobus ruszył. Walizka przewaliła się a ja razem z nią. Ubrudziłam spódnicę. Trudno-powiedziałam sama do siebie. I tak nie wyglądam dobrze. Spojrzał na mnie pan siedzący blisko żółtego kasownika. Może chcesz usiąść ?- zapytał . Nie, nie, dziękuję.- odpowiedziałam. Choć przez moją głowę przeleciała jak błyskawica, zupełnie inna odpowiedź, ale mężczyzna pytający mnie, zdawał się być już dziadkiem, nie jednego wnuczka. Moje zasady osobiste, nie pozwoliły mi odpowiedzieć inaczej, jak tylko nie, dziękuję. Stanęłam dziarsko przy walizce, opierając się jedną ręką o uchwyt walizki a drugą trzymając na żółtym uchwycie tuż przy kasowniku. Otworzyły się drzwi. Przewiew pomyślałam. Nikt nie wysiadł. Dosiadł się tłum ludzi. Autobus ruszył ponownie zrobiło mi się niedobrze, bo jakiś zatęchły współpasażer, którego woń, zaczęła poruszać nie tylko mnie, ale również resztę moich współpasażerów, sprawił że, przycupnęłam przy walizce, jak najbliżej podłogi. Gdy tylko otworzą się drzwi to wyjdę. Trudno. -pomyślałam. Wcisnęłam przycisk stop, by autobus zatrzymał się na najbliższym przystanku. Przejechał jeszcze kilometr, a ja myślała, że za chwilę stracę przytomność. Otworzyły się drzwi, wybiegłam jak z procy, ciągnąc ciężką walizeczkę. Uf... -pomyśłałam Do domu daleko, ale jest czym oddychać. Cholerny cham. -powiedziałam cicho do siebie, mając namyśli kierowcę. Sam się chłodzi, a ludzie z tyłu zdychają. -prychnęłam głośno. Człowiek, stojący koło mnie na przystanku, uśmiechnął się. Stwierdziłam że kilka metrów drogi pokonam na piechotę, by móc odsapnąć, od krótkiej podróży w mile pachnącym, gorącym tłumie, w autobusie. Ruszyłam, przeszłam przez światła. Słodowiec błysnął się w oddali. Wsiądę do metra pomyślałam, w podziemiach jest chłodniej. Stwierdziłam jednak, że najpierw odwiedzę sklep spożywczy, by kupić chłodną wodę. Cała spocona, zakurzona, z rozmytym makijażem i brudną od kurzu walizką, przeszłam, raz jeszcze na drugą stronę ulicy, by kupić zimną wodę. Weszłam do spożywczego. Dzień dobry- powiedziałam. Kasjerka objęła mnie wzrokiem i skrzywiła się. Poproszę wodę, najlepiej z lodówki. Nie ma- odpowiedziała. To cokolwiek zimnego ?-spytałam, z błagalnym wzrokiem Lody- odpowiedziała ironicznie. Nie, nie- skonkretyzowałam-Coś zimnego do picia.- Nie ma. Lodówka się zepsuła.-odpowiedziała To poproszę wodę niegazowaną.- powiedziałam. Schyliła się  pod ladę, by wyciągnąć półtoralitrową Nałęczowiankę. Położyłam pięć złotych na ladę. -Wzięła, wydała mi resztę- Do widzenia, powiedziałam,wychodząc z nieklimatyzowanego sklepu. Nie dziwię jej się, że miała zły humor, nie wytrzymałabym w tamtym pomieszczeniu cały dzień. Przeszłam kawałek. Dotarłam do przejścia dla pieszych przy Słodowcu. Idę do metra. Tam na pewno jest chłodniej. Samochody zatrzymały się. Kierowca z nowego czarnego BMW z przyciemnianymi szybami, zaczął na mnie trąbić. Prostak- pomyślałam. Starszy mężczyzna, w wieku mojego ojca otworzył okno, wychylił głowę  i krzyknął- Wsiadaj. Pokazałam mu środkowy palec. Uśmiechnął się,schował głowę do środka a ze strony pasażera, otworzyło się okno i wychylił z niego głowę mój ojciec... Moja twarz wyraziła zdziwienie. Wsiadasz czy nie ?-Zapytał śmiejąc się. Przystanęłam. No wsiadasz czy nie, zdecyduj się, bo zaraz zmienią się światła.- powiedział. Tylna klapa, otworzyła się, a ja wrzuciłam walizkę do bagażnika. Wsiadaj szybko- powiedział kierowca. Wsiadłam a klapa zamknęła się sama. Usiadłam i zatrzasnęłam drzwi. Uważaj, to nowa fura- powiedział kierowca. Zapięłam pasy. Przedstawiam Ci Solnego- ojciec zwrócił się do mnie Miło mi- powiedziałam do kierowcy, który zaczął przyspieszać. Oj już nie tak oficjalnie- skomentował moje powitanie Solny. Nie jestem taki stary. Zaśmiałam się. Dlaczego zachowujecie się jak małolaty, zamiast od razu wychylić się i powiedzieć żebym wsiadała- powiedziałam. Bo chcieliśmy sprawdzić jaka będzie Twoja reakcja-powiedział ojciec- zresztą krzycz na Solnego, to on wpadł na ten pomysł, a nie ja. Uśmiechnęłam się dobrotliwie. Solny zaśmiał się. Myślałem, że polecisz na furę. Chciałem sprawdzić, czy mogę na mój najnowszy nabytek, wyrywać młode dupy. Pomyślałam co ty pieprzysz Stary, ale nie powiedziałam tego głośno. To już kolejny gość z kryzysem wieku średniego w gronie kumpli ojca. Dobra, wiesz co ja Ci pokażę, jak działa nagłośnienie w tym samochodzie, a z ojcem skończymy omawiać projekt- zakończył krótką konwersację Słony. Siedząc z tyłu, rozkoszowałam się zimnym powietrzem, wtłaczanym do samochodu, przez klimatyzację. Sięgnęłam po wodę. I przypięłam się. Słony schylił się do schowka, który znajdował się pomiędzy kierowcą a fotelem pasażera i wyciągnął płytę, którą wsadził do samochodowego odtwarzacza. Nacisnął trzy przyciski i z głośników zaczął lecieć miły, moim uszom, dźwięk. Nie wiedziałam co to jest. Pierwszy raz słyszałam tego rodzaju muzykę. System nagłaśniający w tym samochodzie, sprawił że dosłownie 'utopiłam się' w dźwiękach płynących z głośników. Nie przeszkadzało mi nawet, że Panowie, współtowarzysze mojej podróży rozmawiają. A samochód zdaję się pędzić przez ulice miasta. Czysty, nie zmącony, słowami dźwięk, wbijał moje ciało w fotel. To było jak seks. Niesamowite. Jak muzyka może zrobić z kobietą coś takiego. Podrzucili mnie do domu, wysiadłam i zabrałam walizkę, gorąco uderzyło mnie w twarz i ciało, aż zakręciło mi się w głowie, od różnicy temperatur. Panie Słony, co to za muzyka ?Co to za zespół?- Za tego Pana się nie dowiesz- odpowiedział Słony. Proszę...-Nie i koniec, ale podrzucę ojcu do pracowni pendrive ze wszystkimi ich płytami... Może być ?- Uśmiechnęłam się szeroko- Tak dziękuję za podwiezienie i pendriva.- Dobra Młoda, idź bo wyglądasz strasznie blado, a jest ukrop na dworze... Po tygodniu dowiedziałam się co to za zespół wbił mnie w fotel tamtego dnia...
To było dla mnie wielkie odkrycie muzyczne. Po raz pierwszy muzyka sprawiła że dostałam orgazmu. To było wtedy takie realne. Razem z przyspieszeniem samochodu, odpłynęłam na tylnym siedzeniu dla pasażera. Potem oglądając artystycznego pornosa... czyżby znów dysonans, odkryłam może nie tyle ciekawy zespół, co ciekawą piosenkę. Nigdy nie zapoznałam się z całością twórczości tego zespołu, w przeciwieństwie do twórczości, wymienionego wcześniej zespołu. 
Pomyślałam, że z pewnością, chciałabym kiedyś to zaśpiewać swojemu ukochanemu. Piosenka ta jest mocno erotyczna, i to nie dlatego, że połączona była i zapewne, tak ją mój mózg łączy, z artystycznym pornosem, a przez sam fakt, w jaki sposób jest napisana i wykonana. Z czasem zaczęłam słuchać typowego Erotic Lounge. Nie wiem, jednak, czy mogę piosenkę powyżej, zaliczyć do tego stylu, na pewno ma coś z niego w sobie. Odkryłam potem, jeszcze te dwa utwory a z pierwszym zespół Cafe del Mar.

Dziś siedząc i czytając wiadomości na Onecie znalazłam jeszcze coś ciekawego. Otóż, zawsze miałam do czynienia z newsami typu pudelek.Wielokrotnie czytałam o zespole Gossip i Pannie Ditto. Zawsze przedstawiano ją tam w negatywnym świetle, ze względu na jej Wielmożną Wielkość. I fakt bycia otyłym. Tak. Otyłość, nie jest w świecie polskiej rozrywki dobrze postrzegana. Nigdy jednak, wcześniej, nie zapoznałam się z jej utworami. Dziś jednak to ona, natchnęła mnie do napisania tego postu i przytoczenia fragmentów piosenek, które dobrze mnie przedstawiają jako osobę, bo podobno muzyka, którą słuchamy opisuje nas, i naszą dojrzałość. Ja z pewnością, wyrosłam już z Lady Gagi czy wcześniej istniejącej Britney Spears i weszłam na wyższy poziom muzycznego gustu, być może właśnie przez moich facetów. Przez facetów, którzy mnie otoczyli. I w prowadzili w świat intymności ? A o to kawałek, który mnie nastroił do, przedstawienia Ci Drogi Czytelniku, moich wyborów muzycznych... Być może, to nie sam kawałek, a teledysk do niego stworzony. Dla mnie, jest to połączenie muzyki i twórczości Roisin Murphy, przywołanej na początku postu i PianoChocolate, a także, jeśli spojrzymy, na teledysk, Cafe del Mar, Touch and go i Hess is More.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz