Od zawsze lubiłam małe dzieci. Sprawiały mi wiele radości. Odkąd
zaczęłam udzielać się jako korepetytorka języka obcego, bardzo
się do nich zbliżyłam. Nie wiem, czy kiedyś będzie mi dane
posiadać swoje. Być może będzie to skrajnie trudne. Zresztą,
medycyna idzie do przodu, w dziedzinie prokreacji i planowania
rodziny. Dzieci postrzegają świat zupełnie inaczej, niż ludzie
dorośli. Widzą nie tylko jeden wymiar ale wiele, i to różnych.
Mają swoich niewidzialnych przyjaciół, na prędzce wymyślają
histrie, które odzwierciedlają, rzeczywistość je otaczającą, w
specyficzny, kolorowy dla nich sposób. Nikt z dorosłych nie
pamięta, co myślał kiedy był dzieckiem. Jest to zamknięta dla
nas przestrzeń. Czyżby mózg specjalnie pochłania i zaciera
wspomnienia z tamtego okresu, a może, jest za słabo jeszcze
wykształcony, by móc cokolwiek pamiętać ? Ciekawe. Moi uczniowie
bardzo często, są bardziej dojrzali niż reszta. Wynika to
prawdopodobnie, ze świata, który ich otacza. Pełen dorosłych,
komputerów, elektroniki, która kiedyś nie była tak szeroko
dostępna. Dziecko maluje świat. Widzi go bardziej kolorowym, niż
jest w rzeczywistości. Ja też taka byłam, póki nie dorosłam.
Teraz zaczynam rozumieć meandry szarości i wielo jej odcieniowość.
Świat jednak nie jest szary, tylko my dorośli, próbujemy pozbawiać
go kolorów. Czemu tak się dzieje, nie mam pojęcia, myślę jednak,
że to pęd życia, nadawany nam przez wielkie korporacje, powoduje,
że nie znajdujemy czasu na kontemplację, otaczających nas,
kolorowych kultur i krajobrazy. Dzieci wyraźnie też, dzielą się
nawzajem na dwie wrogie sobie płci. Myślę, że dzieje się to
dlatego, że próbują wyrobić w sobie tożsamość. Chłopcy stają
się chłopcami, a dziewczynki – dziewczynkami. Ten schemat, wydaje
się być, również narzucany przez rodziców. Dziewczynki ubierane
są w różowo-fioletowo-błękitne ciuszki, podczas gdy u chłopców
domniuje wieczna czerń, khaki, czy klasyczna oliwka. Księżniczki i
współcześni rycerze. Chłopiec, który pojawił się w moim życiu
ma cztery lata i jest przedszkolakiem. Dzielę dzieci na te wychowane
w gronie i otoczeniu tylko i wyłacznie dorosłych i te, które
raczej funkcjonują w gronie swoich rówieśników. Pierwsza grupa,
to mali, którzy nie boją się ludzi dorosłych, są bardziej
otwarci, zaczepiają, są gadatliwi, raczej, nie zajmują ich sprawy
małych, za to chętnie wdają się w swoiste dysputy z osobami
dorosłymi. Interesują ich książki, komputer, liczenie, czytanie,
pisanie, zabawa spada gdzieś na dalszy plan. Umieją funkcjonować,
ze swoimi rówieśnikami, ale czasem się w ich świecie gubią, i
idą w stronę dorosłości. Taki jest Hubercik. Dziecko, to pomimo
swojego małego świata, jest nadzywczaj inteligentne. Spotkałam go
w górach, gdzie razem z tatą mieszkają. Przebywałam tam krótko.
Tata Huberta pracuje. Hubert dzielnie chodzi do przedszkola. Wstają
obaj co rano, z tego samego łóżka. Jeden śpi z drugim, bo jeden i
drugi po za sobą na wzajem, świata nie widzi. Mój pseudo
pedagogiczny umysł mówi mi, że nie powinno tak być, jako że
dziecko powinno, mieć swój własny kąt. Jednak, wiem, że Tata
Huberta, nie mógł by sam spać. Hubert, jest dzieckiem, które nie
grymasi i nie płacze. Wydaje się być, bardzo dojrzały jak na swój
wiek. Żyje jak jego tata, tylko w dziecięcy sposób. Codziennie
wstaje wcześnie rano, by zrobić trasę do przedszkola, a więc jego
swoistej pracy, potem, bawiąc się z rówieśnikami, czeka do
późnego popołudnia, aż tata go odbierze. Resztę czasu spędzają
razem. Jeden uczy się dużo od drugiego. Kiedy ich poznałam było
zimno. Mogłabyś z nim na chwilę zostać ?-Zapytał. Przytaknęłam
kiwając głową. Usiadłam z małym w fioletowym pokoju, na
kremowej wykładzinie. Było tam jedynie ciemne, klasyczne łóżko i
komoda, oraz porozsypywane zabawki. Pokażesz mi swój świat-
zwróciłam się do Huberta. Oj wiesz- powiedział chłopiec-mam tu
mnóstwo zabawek. Która jest twoją ulubioną ?-zachęciłam go do
rozmowy. Ten wóz strażacki- No proszę, nawet wiesz jak się to
konkretnie nazywa.-Tak tak, to proste. Wiesz co, pobawimy się
teraz.-Pomyślałam ok. To ty będziesz motorem strażackim-powiedział
Hubercik, wręczając mi czerwony motor, zdecydowanie wyglądający
na strażacki- a ja będę tym wozem strażackim. To jedziemy do
pożaru. Iłu, iłu... zaczął wyć Hubercik, naśladując dźwięk,
syreny w wozie strażackim. -Dlaczego się nie ruszasz-przymarszczył
brwi-Przecież tam się pali budynek. Zobacz- wyciągnął małą
dłoń, w kierunku kąta pokoju. Zaczęłam jeździć plastikowym
motorkiem po ramie łóżka. Spojrzał na mnie. No chodź, to
pomożesz moim strażakom. - krzyknął chłopczyk. No zobacz,
zobacz,- wskazując na ten sam kąt pokoju, powiedział.-Czy nie
wiesz, że musicie się pospieszyć, bo zaraz ten budynek się spali.
Ruszyłam się w jego stronę z plastikowym motorkiem.
Gasimy-krzyknął. Uśmiechnęłam się dobrotliwie, chyba już
zapomniałam jak to jest być dzieckiem. A w tym momencie, musiałam
się nim stać. Wyobrazić sobie w rzeczywistości pokoju, palączy
się budynek, który gaszą panowie strażacy. Złapałam się na
tym, że nie potrafię. Mój świat stał się szary, pomimo, że
tego nie chciałam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, tego budynku.
Nie potrafiłam być małym Wojtusiem, który chciał zostać
strażakiem, by pomóc gasić, Hubercikowi, w jego, oczach, i innym
wymiarze płonący budynek. Wziełam plastikową zabawkę, podeszłam
i usiadłam w kącie pokoju. Gasimy- powiedział jeszcze raz Hubert.
Na co czekasz ?- zapytał i wziął mnie za rękę. Nie wiedziałam
na co czekałam. Być może na to, że w mojej wyobraźni pojawi się
choć zarys płonącego budynku. Zamiast niego, ukazała się
tragedia WTC w 2001 r. Złapałam się na tym, że dorosłam, że nie
potrafię być prawdziwie infantylna, że nie potrafię się bawić.
Pomyślałam -Tragedia. Przestałam być dzieckiem.Ruszając ręką
Mały zaczął gasić budynek.-Szy... Szy...Szy... syczał, udając
dźwięk wypływajacej z sikawek strażackich, wody. Gasimy...
zgasiliśmy ufff....-wykonując gest obtarcia czoła, Hubercik
wyraźnie odsapnął. Zaśmiałam się w myśli. Co jeszcze lubisz
?-Spytałam. Wydawało mi się, że rozmowa z maluchem, będzie dla
mnie łatwiejsza. Czekoladę i delicje-odpowiedział Hubert.-O patrz,
co ostatnio dostałem od taty-zmienił temat. Wyciągnął dziesięć
resoraków z worka, ustawionego nieopodal komody na ubrania. Hot
Wheelsy teraz wszyscy je mają. A to Mc Queen.-wyciągając czerwony,
sportowy wóz. Znasz Auta ?-Znam. -A kto jest twoim ulubionym
samochodem ?-Zapytał chłopiec. Zgłupiałam. Nie wiedziałam co mam
odpowiedzieć. Nie znałam bohaterów tej kreskówki, którą
oglądałam jakiś czas temu. McQueen- zgadłam. Mój
też-odpowiedział Hubert-Ale lubię też Złomka, jest taki
śmieszny. Wiesz co dzisiaj robiliśmy- zagadnął mnie
Hubert.-Oglądaliśmy atlas. Ja wiedziałem gdzie jest Polska, a inne
dzieci nie-zaczął się chwalić. Pogłaskałam go po głowie-To
pięknie. Przytuliłam go do siebie. Widziałam, że czuł się
komfortowo, siedząc na moich kolanach i czerpiąc moje ciepło.
Spojrzał na mnie- Ja już się z Tobą nie spotkam-Powiedział
stanowczo. Dlaczego tak sądzisz-zapytałam. Bo nie- odparł Hubercik
i się rozpłakał. Ależ Twój tata powiedział, że z pewnością
się spotkamy-próbowałam go uspokoić- Nie spotkamy się, i ja już
cię nie spotkam -kwilił mały. Przytuliłam go mocniej do siebie.
Obiecuję Ci, że przyjadę do Ciebie, nawet jak tata nie będzie
chciał przyjechać z Tobą do mnie-Nie przyjedzie i ja Cię już
więcej nie zobaczę, i nie będę miał się do kogo
przytulić.-płakał. Wszedł Tata. Huberta-skarcił go-Nie męcz
Pani.-powiedział Przestań, uspokój się.- Spojrzałam z niezadowoleniem na
Niego. Dlaczego karcisz syna?-Spytałam -Czy zrobił coś złego ?-
zrobiłam wyraźnie niezadowoloną minę. Nie nic....-wycofał się,
chłopczyk wtulił się głęboko we mnie, szukając ochrony. Nie
krzycz na niego przy mnie. Nie podoba mi się to. Spojrzał na mnie.
Nie neguj moich środków wychowawczych-powiedział stanowczo i
chłodno Tata Huberta. Zwróciłam Ci tylko uwagę. -Hubert zdawał
się powoli uspokajać. Osmarkał przód mojej czarnego klasycznego
T-shirta w którym byłam i pobrudził bucikami ciemnogranatowe
jeansy. Przytulił się mocno. Było mi niezwykle. Coś się we mnie
zmieniło. Po raz piewszy w życiu poczułam instynkt macieżyński.
I to, że za nic na świecie, chociażby krzykiem, nie dam skrzywdzić
Małego. Gdy wtulony we mnie, chłopczyk uspokoił się i ja poczyłam
wewnętrzny spokój. Tak siedziałam, dziwnie poddenerwowana.
Podobnie jak malec, nastraszony przez ojca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz