niedziela, 13 maja 2012

Rozdział VI-Księżniczki i współcześni rycerze


Od zawsze lubiłam małe dzieci. Sprawiały mi wiele radości. Odkąd zaczęłam udzielać się jako korepetytorka języka obcego, bardzo się do nich zbliżyłam. Nie wiem, czy kiedyś będzie mi dane posiadać swoje. Być może będzie to skrajnie trudne. Zresztą, medycyna idzie do przodu, w dziedzinie prokreacji i planowania rodziny. Dzieci postrzegają świat zupełnie inaczej, niż ludzie dorośli. Widzą nie tylko jeden wymiar ale wiele, i to różnych. Mają swoich niewidzialnych przyjaciół, na prędzce wymyślają histrie, które odzwierciedlają, rzeczywistość je otaczającą, w specyficzny, kolorowy dla nich sposób. Nikt z dorosłych nie pamięta, co myślał kiedy był dzieckiem. Jest to zamknięta dla nas przestrzeń. Czyżby mózg specjalnie pochłania i zaciera wspomnienia z tamtego okresu, a może, jest za słabo jeszcze wykształcony, by móc cokolwiek pamiętać ? Ciekawe. Moi uczniowie bardzo często, są bardziej dojrzali niż reszta. Wynika to prawdopodobnie, ze świata, który ich otacza. Pełen dorosłych, komputerów, elektroniki, która kiedyś nie była tak szeroko dostępna. Dziecko maluje świat. Widzi go bardziej kolorowym, niż jest w rzeczywistości. Ja też taka byłam, póki nie dorosłam. Teraz zaczynam rozumieć meandry szarości i wielo jej odcieniowość. Świat jednak nie jest szary, tylko my dorośli, próbujemy pozbawiać go kolorów. Czemu tak się dzieje, nie mam pojęcia, myślę jednak, że to pęd życia, nadawany nam przez wielkie korporacje, powoduje, że nie znajdujemy czasu na kontemplację, otaczających nas, kolorowych kultur i krajobrazy. Dzieci wyraźnie też, dzielą się nawzajem na dwie wrogie sobie płci. Myślę, że dzieje się to dlatego, że próbują wyrobić w sobie tożsamość. Chłopcy stają się chłopcami, a dziewczynki – dziewczynkami. Ten schemat, wydaje się być, również narzucany przez rodziców. Dziewczynki ubierane są w różowo-fioletowo-błękitne ciuszki, podczas gdy u chłopców domniuje wieczna czerń, khaki, czy klasyczna oliwka. Księżniczki i współcześni rycerze. Chłopiec, który pojawił się w moim życiu ma cztery lata i jest przedszkolakiem. Dzielę dzieci na te wychowane w gronie i otoczeniu tylko i wyłacznie dorosłych i te, które raczej funkcjonują w gronie swoich rówieśników. Pierwsza grupa, to mali, którzy nie boją się ludzi dorosłych, są bardziej otwarci, zaczepiają, są gadatliwi, raczej, nie zajmują ich sprawy małych, za to chętnie wdają się w swoiste dysputy z osobami dorosłymi. Interesują ich książki, komputer, liczenie, czytanie, pisanie, zabawa spada gdzieś na dalszy plan. Umieją funkcjonować, ze swoimi rówieśnikami, ale czasem się w ich świecie gubią, i idą w stronę dorosłości. Taki jest Hubercik. Dziecko, to pomimo swojego małego świata, jest nadzywczaj inteligentne. Spotkałam go w górach, gdzie razem z tatą mieszkają. Przebywałam tam krótko. Tata Huberta pracuje. Hubert dzielnie chodzi do przedszkola. Wstają obaj co rano, z tego samego łóżka. Jeden śpi z drugim, bo jeden i drugi po za sobą na wzajem, świata nie widzi. Mój pseudo pedagogiczny umysł mówi mi, że nie powinno tak być, jako że dziecko powinno, mieć swój własny kąt. Jednak, wiem, że Tata Huberta, nie mógł by sam spać. Hubert, jest dzieckiem, które nie grymasi i nie płacze. Wydaje się być, bardzo dojrzały jak na swój wiek. Żyje jak jego tata, tylko w dziecięcy sposób. Codziennie wstaje wcześnie rano, by zrobić trasę do przedszkola, a więc jego swoistej pracy, potem, bawiąc się z rówieśnikami, czeka do późnego popołudnia, aż tata go odbierze. Resztę czasu spędzają razem. Jeden uczy się dużo od drugiego. Kiedy ich poznałam było zimno. Mogłabyś z nim na chwilę zostać ?-Zapytał. Przytaknęłam kiwając głową. Usiadłam z małym w fioletowym pokoju, na kremowej wykładzinie. Było tam jedynie ciemne, klasyczne łóżko i komoda, oraz porozsypywane zabawki. Pokażesz mi swój świat- zwróciłam się do Huberta. Oj wiesz- powiedział chłopiec-mam tu mnóstwo zabawek. Która jest twoją ulubioną ?-zachęciłam go do rozmowy. Ten wóz strażacki- No proszę, nawet wiesz jak się to konkretnie nazywa.-Tak tak, to proste. Wiesz co, pobawimy się teraz.-Pomyślałam ok. To ty będziesz motorem strażackim-powiedział Hubercik, wręczając mi czerwony motor, zdecydowanie wyglądający na strażacki- a ja będę tym wozem strażackim. To jedziemy do pożaru. Iłu, iłu... zaczął wyć Hubercik, naśladując dźwięk, syreny w wozie strażackim. -Dlaczego się nie ruszasz-przymarszczył brwi-Przecież tam się pali budynek. Zobacz- wyciągnął małą dłoń, w kierunku kąta pokoju. Zaczęłam jeździć plastikowym motorkiem po ramie łóżka. Spojrzał na mnie. No chodź, to pomożesz moim strażakom. - krzyknął chłopczyk. No zobacz, zobacz,- wskazując na ten sam kąt pokoju, powiedział.-Czy nie wiesz, że musicie się pospieszyć, bo zaraz ten budynek się spali. Ruszyłam się w jego stronę z plastikowym motorkiem. Gasimy-krzyknął. Uśmiechnęłam się dobrotliwie, chyba już zapomniałam jak to jest być dzieckiem. A w tym momencie, musiałam się nim stać. Wyobrazić sobie w rzeczywistości pokoju, palączy się budynek, który gaszą panowie strażacy. Złapałam się na tym, że nie potrafię. Mój świat stał się szary, pomimo, że tego nie chciałam. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, tego budynku. Nie potrafiłam być małym Wojtusiem, który chciał zostać strażakiem, by pomóc gasić, Hubercikowi, w jego, oczach, i innym wymiarze płonący budynek. Wziełam plastikową zabawkę, podeszłam i usiadłam w kącie pokoju. Gasimy- powiedział jeszcze raz Hubert. Na co czekasz ?- zapytał i wziął mnie za rękę. Nie wiedziałam na co czekałam. Być może na to, że w mojej wyobraźni pojawi się choć zarys płonącego budynku. Zamiast niego, ukazała się tragedia WTC w 2001 r. Złapałam się na tym, że dorosłam, że nie potrafię być prawdziwie infantylna, że nie potrafię się bawić. Pomyślałam -Tragedia. Przestałam być dzieckiem.Ruszając ręką Mały zaczął gasić budynek.-Szy... Szy...Szy... syczał, udając dźwięk wypływajacej z sikawek strażackich, wody. Gasimy... zgasiliśmy ufff....-wykonując gest obtarcia czoła, Hubercik wyraźnie odsapnął. Zaśmiałam się w myśli. Co jeszcze lubisz ?-Spytałam. Wydawało mi się, że rozmowa z maluchem, będzie dla mnie łatwiejsza. Czekoladę i delicje-odpowiedział Hubert.-O patrz, co ostatnio dostałem od taty-zmienił temat. Wyciągnął dziesięć resoraków z worka, ustawionego nieopodal komody na ubrania. Hot Wheelsy teraz wszyscy je mają. A to Mc Queen.-wyciągając czerwony, sportowy wóz. Znasz Auta ?-Znam. -A kto jest twoim ulubionym samochodem ?-Zapytał chłopiec. Zgłupiałam. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Nie znałam bohaterów tej kreskówki, którą oglądałam jakiś czas temu. McQueen- zgadłam. Mój też-odpowiedział Hubert-Ale lubię też Złomka, jest taki śmieszny. Wiesz co dzisiaj robiliśmy- zagadnął mnie Hubert.-Oglądaliśmy atlas. Ja wiedziałem gdzie jest Polska, a inne dzieci nie-zaczął się chwalić. Pogłaskałam go po głowie-To pięknie. Przytuliłam go do siebie. Widziałam, że czuł się komfortowo, siedząc na moich kolanach i czerpiąc moje ciepło. Spojrzał na mnie- Ja już się z Tobą nie spotkam-Powiedział stanowczo. Dlaczego tak sądzisz-zapytałam. Bo nie- odparł Hubercik i się rozpłakał. Ależ Twój tata powiedział, że z pewnością się spotkamy-próbowałam go uspokoić- Nie spotkamy się, i ja już cię nie spotkam -kwilił mały. Przytuliłam go mocniej do siebie. Obiecuję Ci, że przyjadę do Ciebie, nawet jak tata nie będzie chciał przyjechać z Tobą do mnie-Nie przyjedzie i ja Cię już więcej nie zobaczę, i nie będę miał się do kogo przytulić.-płakał. Wszedł Tata. Huberta-skarcił go-Nie męcz Pani.-powiedział Przestań, uspokój się.- Spojrzałam z niezadowoleniem na Niego. Dlaczego karcisz syna?-Spytałam -Czy zrobił coś złego ?- zrobiłam wyraźnie niezadowoloną minę. Nie nic....-wycofał się, chłopczyk wtulił się głęboko we mnie, szukając ochrony. Nie krzycz na niego przy mnie. Nie podoba mi się to. Spojrzał na mnie. Nie neguj moich środków wychowawczych-powiedział stanowczo i chłodno Tata Huberta. Zwróciłam Ci tylko uwagę. -Hubert zdawał się powoli uspokajać. Osmarkał przód mojej czarnego klasycznego T-shirta w którym byłam i pobrudził bucikami ciemnogranatowe jeansy. Przytulił się mocno. Było mi niezwykle. Coś się we mnie zmieniło. Po raz piewszy w życiu poczułam instynkt macieżyński. I to, że za nic na świecie, chociażby krzykiem, nie dam skrzywdzić Małego. Gdy wtulony we mnie, chłopczyk uspokoił się i ja poczyłam wewnętrzny spokój. Tak siedziałam, dziwnie poddenerwowana. Podobnie jak malec, nastraszony przez ojca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz